Smok w herbie

Karolina Guzińska
opublikowano: 2006-09-15 00:00

Wszechobecny i ognisty — legendarny jaszczur, godło miasta, zdobi nawet śmieciarki. I króluje w eterze, użyczając wizerunku stacji radiowej Red Dragon.

Czerwony smok, symbol Walii, widnieje na fladze państwa i w herbie Cardiff, stolicy kraju. Prawdopodobnie wywodzi się z czasów rzymskich — wtedy stanowił godło kohorty — choć w średniowieczu smokami nazywano walijskich rycerzy.

— Legenda głosi, że ojciec króla Artura zwał się Ulther Pendragon, czyli Władca Smoków. Ognisty smok, symbolizujący Walijczyków i ich przywódcę, miał pokonać białego, ucieleśniającego Saksonów próbujących podbić Wyspy — opowiada Piotr Hlawiczka z Brytyjskiej Centrali Turystyki VisitBritain.

Szklane figurki czerwonego smoka kupi się w każdym sklepie z pamiątkami w Cardiff. A jego duże wizerunki widnieją na jeżdżących po mieście śmieciarkach. Smok rozpanoszył się nawet w eterze — w Cardiff i Newport nadaje lokalne radio Red Dragon.

Spotkania z folklorem

Walijczycy, tak jak Szkoci, są dumni ze swej narodowości. W bezpośrednich kontaktach trzeba uważać, by nie nazywać ich Anglikami...

— Walijski to jedyny celtycki język wciąż używany przez miejscową ludność. Posługuje się nim prawie 20 proc. mieszkańców Walii. Wjeżdżając do jakiejkolwiek miejscowości, możemy być pewni, że przywita nas tabliczka z jej walijską nazwą. W kraju nadaje walijskojęzyczna radiostacja, można też oglądać programy telewizyjne w tym języku. Nawet niektóre zajęcia na uniwersytecie w Cardiff prowadzone są po walijsku — dodaje Piotr Hlawiczka.

W wielu domach nadal przyrządza się narodowe potrawy, takie jak laverbread — ciemne wodorosty na zimno z owocami morza, lub na ciepło z bekonem, grzanką i pomidorem. Ciekawi lokalnych smaków turyści skosztują walijskiej kuchni — owoców morza czy jagnięciny — w lokalach na nabrzeżu Cardiff Bay.

— Warto przysiąść w jednej z licznych restauracji nad sztucznym jeziorem. I, po miłej kolacji, osłodzić sobie resztę wieczoru snowdońskim puddingiem — radzi Piotr Hlawiczka.

Cardiff Festival — coroczna letnia impreza plenerowa — to kolejna okazja, by zapoznać się z celtyckim jedzeniem i napojami. Także obchody narodowych świąt, którym często towarzyszą uliczne jarmarki, stanowią ekscytujące spotkania z walijskim folklorem. Szczególnie uroczyste święto przypada 1 marca — dzień św. Dawida, patrona Walii.

— Turyści zainteresowani lokalnymi zwyczajami ciągną na wystawę sztuki użytkowej do galerii Craft in the Bay. Zebrano tu wyroby ceramiczne, tkaniny, biżuterię, plecione kosze, szklane rękodzieła... Kolejna atrakcja — skansen poświęcony walijskim tradycjom i stylowi życia — leży zaledwie 6 km od stolicy. Na przeszło 40 hektarach zgromadzono ponad 30 zrekonstruowanych budowli z każdego zakątka kraju: XVI-wieczny dworek, budynki gospodarstw rolniczych wyposażone w oryginalne sprzęty i meble… Koniecznie też trzeba zobaczyć, jak wyglądała praca średniowiecznych kowali, i spróbować wypiekanego w tradycyjnym piecu chleba — zachęca Piotr Hlawiczka.

Kto woli sam zaopatrywać się w świeżą walijską żywność, wpada na Cardiff Market — tętniący życiem wiktoriański rynek w sercu miasta. Turyści znajdą tu również niesztampowe podarunki, unikatowe książki i płyty.

Imperium węgla

Nazwa Cardiff — Caer Taff to po walijsku Twierdza nad Taff — wywodzi się od rzeki Taff, nad którą rozciąga się miasto. Choć to jedna z najmłodszych europejskich stolic (od 1955 r.), jej historia sięga kilku tysięcy lat wstecz — w I w. n.e. Rzymianie założyli tu osiedle, rozbudowane później przez Normanów. Ale okres świetności Cardiff przypada na początek XX stulecia, gdy miasto pozostawało największym na świecie portem przeładunkowym węgla, wykorzystując dogodne połączenia kolejowe z kopalniami w południowej Walii.

— Do portu w Cardiff — znanego jako Tiger Bay — zawijało wówczas do tysiąca statków tygodniowo. Z jego historią można się zapoznać w Butetown History & Arts Center, obcując z przedmiotami wyprodukowanymi w tamtych czasach, oglądając zdjęcia i rysunki ówczesnych artystów, liczne dokumenty i pamiątki, a także korzystając z multimedialnego archiwum — poleca Piotr Hlawiczka.

Odnowione nabrzeże Cardiff to jedna z najatrakcyjniejszych dzielnic miasta. Skupisko pubów, restauracji i klubów, a także eleganckich sklepów i butików. Stare budynki wzniesione w XIX i XX w. podczas rewolucji przemysłowej, przeplatają się z nowoczesną architekturą. W porcie zainstalowano także ogromne koło widokowe, z którego rozpościera się malownicza panorama miasta.

— W czasach, gdy Cardiff czerpało ogromne zyski z eksportu węgla, władze miasta i prywatni właściciele dużo inwestowali w architekturę metropolii. Stare miasto zachwyca więc edwardiańskimi i wiktoriańskimi budynkami oraz neogotyckim zamkiem, wzniesionym na ruinach rzymskiej twierdzy przez III markiza Bute i architekta Williama Burgesa. Forteca, zbudowana w epoce wiktoriańskiej, łączy style klasyczne, arabskie i średniowieczne. Drugie centrum miasta powstaje wokół Inner Harbour, nad zatoką Cardiff. Podziwia się tu m.in. inspirowany architekturą indyjską Pier Head Building, wzniesiony dla Cardiff Railway Company — opisuje Piotr Hlawiczka.

Rugby górą

Nad zatoką zawsze coś się dzie- je — w lecie imprezy plenerowe, a jesienią i zimą wydarzenia sportowe.

— Chluba miasta, stadion Millennium wybudowany w 1999 r., mieści 75 tys. widzów. Rocznie przewija się przez niego prawie półtora miliona ludzi. To pierwszy w Wielkiej Brytanii stadion z wysuwanym dachem. Doskonała scena dla rozgrywek sportowych w rugby, piłce nożnej czy żużlu, jak również dla ogromnych imprez muzycznych — gościły tu takie gwiazdy, jak The Rolling Stones, Tina Turner, Bon Jovi. Stadion włączono w program londyńskiej olimpiady w 2012 r. — opowiada Piotr Hlawiczka.

Choć rekreacyjne i sportowe centrum powstało już ponad 150 lat temu — kiedy na początku XIX w. ówczesny lord Bute przekazał miastu Cardiff Arms Park — władze podjęły budowę nowoczesnego stadionu dopiero, gdy Walia otrzymała prawo do organizacji Mistrzostw Świata w Rugby w 1999 r.

— Walijczycy, tak jak każdy naród, mają swój ukochany sport — jest nim rugby. Spacerując po ulicach Cardiff, wszędzie można się natknąć na dzieci, młodzież i dorosłych grających w rugby — na podwórkach, w parkach, na szkolnych boiskach czy w klubach. Pierwszy mecz odbył się w Walii w Lampeter w 1850 r., a już w 1881 r. powstał Walijski Związek Rugby. Również piłka nożna ma tu wielu fanów. W samej stolicy założono aż trzy kluby piłkarskie, zapewniające ciągłą rozrywkę mieszkańcom miasta — wyjaśnia Piotr Hlawiczka.

Tygiel kulturowy

Cardiff, z 330 parkami i ogrodami, słynie również jako jedna z najzieleńszych brytyjskich metropolii.

— Zwiedzając to miasto ogrodów, warto zatrzymać się choć na chwilę i usiąść na ławeczce w Cathays Park bądź w pobliskiej kawiarni. Wiele miłych kafejek kryje się też w okolicach Mill Lane. Doskonałym miejscem do spacerów pozostaje promenada ciągnąca się wzdłuż nabrzeża. Można tu odpocząć po zaliczaniu atrakcji miasta — takich jak Civic Centre, reprezentacyjne budynki administracyjne porównywane do waszyngtońskiego Białego Domu. W skład kompleksu wchodzą m.in. City Hall, ratusz, którego kopułę wieńczy smok, oraz National Museum of Wales. Zgromadzono w nim jedną z największych na świecie kolekcji obrazów francuskich impresjonistów. W 2007 r., w setną rocznicę istnienia muzeum, wystawione zostaną najsłynniejsze dzieła Renoira, Moneta czy Cézanne’a — wylicza Piotr Hlawiczka.

Choć w Cardiff mieszka zaledwie 400 tys. ludzi — w porównaniu z Londynem to niewiele, a i tempo życia jest wolniejsze — już na pierwszy rzut oka widać, że to stolica kraju. W mieście czuje się kosmopolityczną atmosferę.

— Tworzy ją po części ogromna różnorodność kulturowa — swoje stowarzyszenia założyło w Cardiff ponad 50 narodowości, a wśród młodzieży studiującej na tutejszym uniwersytecie prawie 20 proc. to obcokrajowcy. Miasto jest przyjazne mieszkańcom — choć na ulicach spotyka się ubranych w garnitury ludzi spieszących do biura, nawet w godzinach pracy kawiarniane stoliki są pełne, a wzdłuż promenady przechadzają się zarówno młodsi, jak i starsi mieszkańcy Cardiff — przekonuje Piotr Hlawiczka.

Walijska stolica nie znudzi nawet najmłodszych — dzieci zachwycają się The Techniquest, największym w Wielkiej Brytanii Parkiem Nauki i Techniki z ponad 150 interaktywnymi ekspozycjami. Świetne miejsce to także Barry Island Pleasure Park (13 km od Cardiff), przyciągający gości salonami gier i wesołym miasteczkiem. Doskonała rozrywka dla całej rodziny.

Możesz zainteresować się również: