Śnieżyca sparaliżowała Wielką Brytanię

RB,CNN
opublikowano: 03-02-2009, 00:00

Nie dość, że brytyjska gospodarka tonie w recesji, to swoje dołożyła jeszcze natura. W jeden dzień firmy straciły 1,7 mld USD.

Nie dość, że brytyjska gospodarka tonie w recesji, to swoje dołożyła jeszcze natura. W jeden dzień firmy straciły 1,7 mld USD.

Takiej śnieżycy mieszkańcy Wielkiej Brytanii nie widzieli od prawie dwudziestu lat. W efekcie biura londyńskich firm świeciły pustkami, a linie lotnicze odwołują loty.

— Z powodu paraliżu transportu miejskiego co najmniej 20 proc. pracowników, czyli 6,4 mln osób, nie dotarło do pracy — ocenia Stephen Alambritis z FSB, Federacji Małego Biznesu.

Absencja była jednak większa. W niektórych regionach, m.in. w aglomeracji londyńskiej i południowo-wschodniej Anglii, sięgała nawet 40 proc. pracowników.

— Oznacza to ogromne przestoje, które mogą kosztować brytyjskie firmy nawet 1,7 mld USD — uważa Stephen Alambritis.

Jego zdaniem, kwota może być nawet większa, bo meteorolodzy spodziewają się kolejnego dnia śnieżnego kataklizmu.

— Z powodu opadów śniegu wiele firm, które z powodu globalnego kryzysu są w bardzo złej kondycji i walczy o przeżycie, może mieć problemy z krótkoterminową płynnością — mówi Douglas McWilliams, szef Centrum Badań Ekonomicznych i Biznesowych.

Jego zdaniem, taka sytuacja może skończyć się dla nich fatalnie.

— Nawet 3 tys. z nich może zbankrutować — ostrzega Douglas McWilliams.

To jednak nie wszystkie złe informacje. W opinii ekspertów, w dłuższej perspektywie może ucierpieć również brytyjska gospodarka.

— Służby odpowiedzialne za odśnieżanie w ogóle nie są przygotowane do zimy, a przecież nie był to katastrofalny opad. W takiej sytuacji Wielka Brytania może stracić w oczach potencjalnych inwestorów, którzy chcieliby tu prowadzić działalność. Oni nie mogą narażać się na takie straty — twierdzi Stephen Alambritis.

Są jednak firmy, które na śnieżnym chaosie nieźle zarobią. Klienci oblegają m.in. przedsiębiorstwa taksówkowe oraz hotele, szczególnie przy lotniskach (m.in. przy Heathrow, największym w Londynie, które odwołało ponad 250 lotów).

— W ciągu godziny otrzymywaliśmy nawet 5 tys. zgłoszeń, głównie z firm, które zamawiały taksówki dla pracowników, którzy musieli pojawić się w pracy — mówi Heath Cain z firmy Dial-a-Cab w Londynie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RB,CNN

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu