Solidarność stoczni liczy na pomoc Piotrowskiego

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2009-09-23 00:00

Porta Holding w upadłości sprzedała stoczniowy majątek. W układzie może go odkupić. Taniej.

Menedżer chce odkupić stoczniowy majątek za pieniądze upadłej Porty Holding

Porta Holding w upadłości sprzedała stoczniowy majątek. W układzie może go odkupić. Taniej.

Menedżerowie dawnej Stoczni Szczecińskiej Porta Holding, która zbankrutowała po przejęciu jej przez państwo w 2002 r., byli przed laty obwiniani o doprowadzenie grupy do ruiny. Teraz, mając w rękach wyroki uniewinniające, znów stają do walki o stocznię.

Stoczniowy come back

Mogą zdobyć bardzo silnego sojusznika.

— Zamierzamy spotkać się z Krzysztofem Piotrowskim [prezes Porty Holding w upadłości — przyp. red.] i porozmawiać o jego pomyśle na reaktywację działalności stoczni. Chcemy spotkać się jeszcze w tym tygodniu — mówi Krzysztof Fidura, szef Solidarności Stoczni Szczecińskiej Nowa (SSN).

Solidarność nigdy nie była zwolennikiem renacjonalizacji. To jeden z niewielu związków w stoczni, który nigdy nie występował przeciwko prywatnym menedżerom, którzy znów chcą odbudować grupę.

— Wysłaliśmy list do premiera Tuska, bo chcemy rewitalizować stocznię. Nasza propozycja to zamiana obecnie trwającej upadłości likwidacyjnej Porty Holding na układ w upadłości i odkupienie majątku stoczniowego za pieniądze zgromadzone przez syndyka — mówi Krzysztof Piotrowski.

W lipcu 2004 r. SSN odkupiła od syndyka Porty Holding stoczniowy majątek, a dziś to Porta Holding, za pieniądze zgromadzone ze sprzedaży aktywów grupy, odkupiłaby swój dawny majątek. Krzysztof Fidura twierdzi, że syndyk przez lata uzbierał ponoć około 500 mln zł, więc na zakup starczyłoby z nawiązką.

Czy syndyk rzeczywiście ma jeszcze pieniądze, czy oddał wierzycielom — na to pytanie nie poznaliśmy odpowiedzi, bo była nieuchwytna. Zresztą gdyby nawet Porta Holding miała pieniądze, to w sprawie ewentualnej transakcji sporo do powiedzenia mogliby mieć wierzyciele.

Transakcja zakupu stoczniowych aktywów mogłaby być całkiem zyskowna, bo SSN płaciła za majątek Porty Holding 180 mln zł, a dziś Porta Holding mogłaby go odkupić taniej. W grę bowiem wchodzi zakup na warunkach podobnych do proponowanych niedawno przez holenderski Stichting Particulier Greenrights Fonds (SPGF), który wylicytował szczecińskie aktywa za 97 mln zł, ale nie zapłacił.

Krzysztof Piotrowski twierdzi, że wnioski do sądu o zamianę likwidacji na układ są przygotowywane i wkrótce zostaną złożone.

— Teoretycznie możliwa jest zamiana upadłości likwidacyjnej na upadłość układową. Musi jednak zostać spełniony podstawowy warunek — wierzyciele powinni zostać zaspokojeni w wyższym stopniu niż w przypadku upadłości likwidacyjnej. Ważnym argumentem może też być utrzymanie przedsiębiorstwa w ruchu — uważa Marcin Schulz, specjalista od prawa upadłościowego w Linklaters.

Arabski wzorzec

Resort skarbu, odpowiadając na propozycję Krzysztofa Piotrowskiego, zaprosił go do wzięcia udziału w przetargu na majątek stoczni, który będzie ogłoszony w przyszłym tygodniu.

— Nie możemy wziąć udziału w przetargu z przyczyn technicznych. Dopóki nie ma zamiany likwidacji na układ, nie mamy pieniędzy na wadium. Arabski inwestor [Qatar Investment Authority — przyp. red.], któremu resort skarbu chciał sprzedać stocznię, też formalnie udziału w przetargu nie brał i wadium nie wpłacił. Niech więc nikt nie mówi, że my musimy — mówi Krzysztof Piotrowski.

Po fiasku transakcji z SPGF prawa i obowiązki inwestora mieli przejąć Katarczycy, którzy formalnie udziału w poprzednim przetargu nie brali.

Koło historii się zamyka

W 2001 r. Porta Holding wpadła w finansowe tarapaty. Trwał stoczniowy kryzys. Firma uczyła się budowy nowoczesnych chemikaliowców, ale nauka słono ją kosztowała. Inwestycje w bazę paliwową szły jak po grudzie.

Poprosiła więc państwo o gwarancje kredytowe. Rozmowy trwały wiele miesięcy. Okazało się jednak, że rząd i banki nie ufają menedżerom. Rząd obiecał pomoc, jeśli menedżment odda stery. Państwo przejęło zarządzanie stocznią i zaczęło rozmowy z bankami. Skończyło się wnioskiem o upadłość. Menedżerów aresztowano, zarzucając im działanie na szkodę stoczni. Siedzieli pięć miesięcy, po latach zostali uniewinnieni.

Tymczasem stoczniowy majątek od Porty Holding kupiła Stocznia Szczecińska Nowa. Dziś Porta Holding chce dawne aktywa odkupić.

Widzę go w innej roli

Koncepcję Krzysztofa Piotrowskiego znam tylko w zarysie i trudno mi ją komentować. Ma poczucie, że wyrządzono mu krzywdę i dziś próbuje udowodnić, że ponownie jest w stanie uruchomić stoczniową działalność. Jeśli rzeczywiście ma pomysł i partnerów, którzy mogą reaktywować stocznię, może wziąć udział w przetargu na majątek.

Jest także inna koncepcja. Instytucje samorządowe i wojewódzkie mogą kupić aktywa i je wydzierżawić, by do czasu powrotu koniunktury w sektorze na terenie stoczni była prowadzona działalność. A kiedy hossa wróci, łatwiej będzie znaleźć inwestora. I tu bardziej widziałbym rolę Krzysztofa Piotrowskiego, bo w branży wciąż ma wiele kontaktów i duże doświadczenie.

Szczecin ma jeden z najniższych wskaźników zadłużenia, więc może uzyskać pieniądze na transakcję — a przypuszczam, że obecnie cena może być niższa niż proponowana w ostatnim przetargu.

Arkadiusz

Litwiński

poseł PO,

region

zachodniopomorski

To tylko zaszkodzi

Krzysztof Piotrowski przeszedł niemal wszystkie szczeble stoczniowej kariery. Na początku lat 90. był dyrektorem państwowej szczecińskiej stoczni. Uratował ją z podobnej jak dziś opresji.

Wtedy było trudniej: upadł Związek Radziecki, główny odbiorca, a zakład został z balastem długów. A dziś? Gdyby zgodził się sąd i wierzyciele, można by spróbować przeprowadzić w Porcie Holding układu w upadłości i reaktywować stocznię.

Jeśli plan poprze Solidarność, Krzysztof Piotrowski zdobędzie silnego sojusznika. Związkowcy zdają jednak sobie sprawę z tego, że dobra wola to nie wszystko. Jeśli Piotrowski rzeczywiście chce ratować stocznię, musi podjąć konkretne działania biznesowe i prawne. Tymczasem menedżerowie chcą, by sąd lub sejmowa komisja śledcza zbadały upadłość Porty Holding oraz ich aresztowania przed laty. Trudno się temu dziwić, jednak rozdrapywanie ran i czynienie aferalnego zamieszania wokół stoczni nie pomoże im w prowadzeniu biznesu. Wręcz odwrotnie.

Katarzyna Kapczyńska