Spada popyt na usługi headhunterów

Agnieszka Ostojska
opublikowano: 2002-01-18 00:00

Po 11 września międzynarodowe koncerny częściej przeprowadzały wielkie redukcje pracowników, niż zatrudniały nowych. Zastój nie ominął ekskluzywnego rynku kadry kierowniczej. Obroty rynku usług executive search na świecie zmniejszyły się o prawie 50 proc. W Polsce, według relacji firm tej branży, sytuacja nie jest wcale lepsza. Jeszcze kilka lat temu głównym problemem tego sektora usług był brak profesjonalnej kadry. Teraz specjalistów jest wielu, ale zapotrzebowanie na nich znacznie się zmniejszyło.

— Nasz kraj silnie reaguje na wydarzenia na świecie. Ostatni kwartał należał do najgorszych w historii branży. Tendencja spadkowa miała miejsce jeszcze przed 11 września. Jednak upadek wielu firm, masowe zwolnienia z koncernów, które nastąpiły po atakach, jeszcze pogorszyły sytuację. Mniej się rekrutuje nie tylko na stanowiska średniego szczebla, ale również wyższego — potwierdza Andrzej Maciejewski, dyrektor generalny firmy doradczej Kienbaum Executive Consultants, specjalizującej się w usługach executive search.

Na złą sytuację w branży head-hunterskiej w Polsce — oprócz ogólnoświatowego trendu — miały wpływ także czynniki wewnętrzne.

— Światowy kryzys spowodował zahamowanie inwestycji zagranicznych w Polsce. Również krajowe przedsięwzięcia zwolniły tempo. Brak projektów przyczynił się do mniejszego zapotrzebowania m.in. na kadrę zarządzającą. Na tym rynku panuje obecnie bardzo wysoka podaż. Specjalistom wysokiej klasy trudniej znaleźć pracę. Często ze względu na dużą konkurencję muszą obniżyć swoje finansowe aspiracje — wyjaśnia Krzysztof Mężykowski, partner zarządzający w H. Neumann International.

Przyznaje, że headhunterzy mają teraz duży wybór. Ze względu jednak na dużą konkurencję na rynku executive search i małą ilość rekrutacyjnych projektów, ich realizacja wymaga olbrzymiej precyzji.

— Mniej pracy dla headhunterów oznacza, że klienci będą o wiele bardziej wymagający. Przetrwają tylko firmy świadczące usługi o wysokiej jakości za konkurencyjne pieniądze. Firmy decydując się na wykonawcę projektu rekrutacyjnego będą mogły przebierać w ofertach — dodaje Krzysztof Mężykowski.

Dla wielu przedsiębiorstw, nie tylko z branży konsultingowej, bieżący rok przesądzi o dalszym istnieniu na rynku.

— Dla wielu firm i karier rok 2002 będzie rokiem prawdy. Dobra koniunktura wynosi na powierzchnię wszystkich. Kto był naprawdę najlepszy, okazuje się jednak dopiero w trudnych czasach — wyjaśnia Piotr Wielgomas, prezes firmy doradztwa personalnego Bigram.

Jego zdaniem, kryzys ma również dobre strony. Podwyższy się poziom usług. Mniejsza ilość projektów rekrutacyjnych przyczyni się do ich dokładnej analizy.

— Wszystko teraz będzie wnikliwiej oceniane. Ale tak powinno być. Dopiero teraz polski rynek będzie przypominał rynki krajów rozwiniętych. Ci co przetrwają złe czasy, wyjdą z nich silniejsi — przekonuje Krzysztof Mężykowski.

Sugeruje również, że dzięki temu rynek oczyści się z nieuczciwych konkurentów, obniżających sztucznie ceny i nie oferujących w zamian usług na światowym poziomie.

Rynek usług executive search miał zawsze swoje centrum w Warszawie, gdzie największe firmy mają siedziby i gdzie jest najwięcej pracowników o wysokich kwalifikacjach. Dlatego też zastój w tej branży widać tu najbardziej. Na kryzys nie narzekają natomiast firmy headhunterskie, specjalizujące się w obsadzaniu wyższych stanowisk poza Warszawą.

— Największe zapotrzebowanie na tego typu usługi zawsze było w stolicy. Na wysokie stanowiska dla firm w innych regionach kraju nie było nigdy aż tylu zleceń. Dlatego tam mniej odczuwalne są skutki kryzysu na tym poziomie rekrutacji. Ilość zleceń jest mniej więcej taka sama co zawsze — potwierdza Agnieszka Flis z krakowskiego Banku Kadr Test. Przyznaje, że kryzys w pozostałych regionach kraju przejawił się brakiem zapotrzebowania na kadry innych, niższych szczebli. Główne projekty realizowane obecnie przez większość firm doradztwa personalnego również z Warszawy to programy outplacementowe.

Specjaliści z branży są jednak optymistycznie nastawieni. Sugeruje się raczej, że zastój w branży nie potrwa długo.

— Sytuacja powinna poprawić się najdalej do połowy 2002 r. Ruszą nowe inwestycje, ustabilizuje się rynek na świecie. Przez ten czas trzeba przygotować firmę do tego, aby w momencie poprawy koniunktury była w pełni sprawna i podołała wyzwaniom. Jest więc czas na dodatkowe kształcenie personelu, opracowania nowych strategii, analizy dotychczasowych poczynań i wyciąganie wniosków — przewiduje Andrzej Maciejewski.

Podobne nastawienie ma Krzysztof T. Mężykowski. Według niego, czas przestoju należy traktować jako przygotowanie do sezonu. Oprócz remanentów trzeba również zebrać siły do pracy na pełnym gwizdku.

Możesz zainteresować się również: