Sprzedaż detaliczna w Polsce w ostatnich miesiącach ewidentnie osłabła. Widać to było szczególnie w czerwcu i lipcu, co nakłada się na moment pogorszenia danych dotyczących wolnych miejsc pracy. Najwyraźniej spadek sprzedaży widoczny jest w obszarze dóbr trwałych, czyli głównie mebli i sprzętu RTV/AGD. Działają tutaj prawdopodobnie dwa efekty, które dołują popyt: spadek dochodów konsumentów wynikający z inflacji oraz przesunięcie wydatków z towarów w kierunku usług.

W lipcu sprzedaż detaliczna w Polsce liczona w cenach stałych była o 2 proc. wyższa r/r. W czerwcu dynamika wynosiła 3,2 proc. W odsezonowanych wolumenach sprzedaży, które pokazuję na wykresie, widać, że zatrzymanie trendu wzrostowego nastąpiło w kwietniu, a bardziej wyraźne spadki występują od czerwca. Wszystko wpisuje się w dość spójny obraz recesji w polskiej gospodarce.
W przypadku sprzedaży towarów należy jednak wyraźnie odróżnić dwie grupy. Z jednej strony mamy towary, które są dotknięte redukcją zakupów przez konsumentów – dobra trwałe (oprócz mebli i sprzętu RTV/AGD są to także samochody i części do nich) oraz paliwa. Z drugiej strony mamy towary, których sprzedaż wciąż solidnie rośnie – żywność, kosmetyki i odzież. Wzrost w tej drugiej grupie ma dwie przyczyny. Są to towary o niższej elastyczności cenowej popytu należące do kategorii pierwszej potrzeby. Ponadto są to towary nabywane intensywnie przez uchodźców.
Ponieważ ludność Polski zwiększyła się w ostatnich miesiącach o ok. 2-3 proc., sprzedaż detaliczna w przeliczeniu na mieszkańca praktycznie nie rośnie.
Osłabienie popytu konsumpcyjnego jest naturalną konsekwencją niższej dynamiki dochodów ludności. Realny wzrost wynagrodzeń jest bliski zera, a konsumenci są dodatkowo obciążeni znaczącym wzrostem opłat odsetkowych. Sytuację gospodarstw domowych ratuje nieco obniżka podatku dochodowego, ale jak widać po sprzedaży detalicznej, nie miała wielkiego wpływu na wielkość zakupów.
Warto oczywiście pamiętać, że duża część wydatków konsumentów jest realizowana w sektorze usług i umyka comiesięcznej obserwacji. Z sektora usług nie mamy dobrych bieżących danych. Wiele wskazuje, że zakupy w usługach, szczególnie rekreacyjnych, rosną. Ostatnie dane o zatrudnieniu wskazały na przykład na wysoki wzrost liczby zatrudnionych w zakwaterowaniu i gastronomii, co może oznaczać, że popyt w tym sektorze jest relatywnie wysoki. Relatywnie, czyli na tle innych sektorów.
Na tle dość mizernego obrazu gospodarki jedynym pozytywnym zjawiskiem jest niskie bezrobocie i stabilne zatrudnienie. Zobaczymy, jak długo się to utrzyma. Jest możliwe, że ze względu na spadek płac realnych i zmianę struktury gospodarki obecna recesja nie uderzy mocno w zatrudnienie.
