Spadek notowań ropy pomógł akcjom

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-05-27 17:37

Po długim weekendzie i wczorajszym ospałym handlu pod nieobecność świętujących Amerykanów i Brytyjczyków warszawscy gracze mieli dzisiaj kłopot z powrotem do giełdowej codzienności.

Wciąż pamiętano o bolesnej korekcie z ubiegłego tygodnia, a brak wskazówek dotyczących możliwego rozwoju wydarzeń za oceanem paraliżował inicjatywę. Największe obawy nadal budziła ropa, której ubiegłotygodniowy wyskok solidnie zaszkodził indeksom.

Tym razem jednak zabrakło chętnych do windowania ceny surowca. Nie sprzyjało temu poranne umocnienie dolara. Rosła szansa odbicia za oceanem, ale ostatnie spadki stanowiły bolesną nauczkę, a po południu miały napłynąć zza oceanu ważne raporty o nastrojach konsumentów i sprzedaż nowych domów. W tej sytuacji w pierwszych godzinach handlu zwyciężyła strategia na przeczekanie.

Większość rynków Europy wybrała konsolidację na symbolicznym minusie. Wyjątkiem okazały się giełdy Europy Środkowej i Wschodniej, które przez cały dzień prezentowały relatywną siłę względem rynków z innych części kontynentu. Całkiem spore wzrosty notowano w Budapeszcie i Stambule, a indeksy regionu zajmowały pierwsze miejsca w tabeli.

Do tego grona dołączyła też GPW, która po niepewnym otwarciu i spadku Wig20 w okolice wsparcia na linii 2900 pkt. zaczęła odrabiać straty i dość szybko wyszła nad kreskę. Początkowo aktywność inwestorów była niewiele wyższa niż w poniedziałek, ale po południu intensywność wymiany wzrosła, a na koniec dnia obroty przekroczyły barierę 1 mld. zł.

Przez pewien czas blue chipom liderował KGHM, ale potem uległ podaży i ustąpił pola spółkom mniejszego kalibru, takim jak GTC, BZWBK czy BRE. Balastem dla indeksu okazały się niestety takie giganty jak Pekao i Telekomunikacja, które przez całą sesję znajdowały się pod presją sprzedających. Tracił też Bioton, po którego niedawnym zrywie nie pozostał już najmniejszy ślad. Powodzenie nie opuszczało za to akcji Petrolinvestu – paliwowa spółka zyskiwała chwilami nawet 9 proc., by skończyć 3 proc. wyżej. Wśród mniejszych spółek gwiazdą był Sfinks, rosnący 22 proc. po informacji o możliwym przejęciu  przez Amrest. Mimo że na szerokim rynku nieco więcej spółek straciło niż zyskało, mWg40 zakończył dzień na plusie.

Ta sztuka wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu nie udała się w przypadku Wig20. Pomimo wzrostów za granicą po publikacji danych w USA i pod wpływem taniejącej ropy został zaatakowany przez podaż tuż przed zakończeniem fiksingu. Ostatecznie indeks wylądował 0,2 proc. pod kreską. Na szczęście poziom 2900 pkt. nie został przebity. Wydarzenie to należy zaliczyć do kategorii niewytłumaczalnych, podobnie jak niemal identycznie wygenerowany wzrost indeksu na zamknięciu w ubiegłą środę. Gdyby nie ten wypadek przy pracy, Wig20 znalazłby się na trzecim miejscu w Europie.

Wzrosty na rynkach naszego regionu mogą świadczyć o cieplejszym nastawieniu do nich zagranicznych funduszy. Niemal wszystkie są mocno wyprzedane i mogłyby sporo zyskać na możliwej rotacji kapitału z przegrzanych giełd Rosji i Brazylii. Zmianę może przynieść jednak dopiero głębsza korekta notowań ropy.

Ubiegłotygodniowa eksplozja ceny ropy zachwiała giełdowymi indeksami. Wiele jednak wskazuje na to, że potężna biała świeca na tygodniowym wykresie surowca może oznaczać przynajmniej średnioterminowe wyczerpanie trendu. Podczas tej ostatniej fali wzrostowej naruszona została linia wyznaczająca dwukrotne odchylenie standardowe od trendu. Ostatnie trzy takie przebicia oznaczały początek głębokiej korekty. Gwałtowny podskok w ubiegłym tygodniu by w dużej mierze napędzany zamykaniem krótkich pozycji na NYMEX – cena rosła wraz z wyraźnym spadkiem liczby otwartych pozycji. Wyczerpanie tego czynnika, połączone z niemal pełną jednomyślnością, że cena ropy wkrótce wzrośnie jeszcze bardziej, daje wyraźny sygnał kontrariański.

Wczoraj zaczął się w USA tradycyjny sezon wakacyjnych wyjazdów, kiedy konsumpcja paliw jest najwyższa. Wydaje się jednak, że cena 135 USD za baryłkę z nawiązką zdyskontowała ewentualny wzrost popytu. Tym bardziej, że w dłuższym terminie popyt jednak zmalał – liczba przejechanych w marcu kilometrów spadła o 4 proc., a późniejsze wzrosty cen paliw z pewnością nie poprawiły tej statystyki. Popyt na paliwa spadł jak dotąd w USA o 0,6 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Co ciekawe, wyceny spółek paliwowych na NYSE dyskontują cenę baryłki ropy na poziomie 75 USD, czyli dwukrotnie mniej niż wynosi cena wg. długoterminowych kontraktów terminowych. Albo zatem wyceny spółek paliwowych są zbyt niskie, albo notowania ropy osiągnęły poziom nie do utrzymania. Spadek popytu może nastąpić także za sprawą cofnięcia subsydiowania paliw w Indiach i Indonezji. Wydaje się, że droga do 150 USD za baryłkę z obecnego poziomu nie będzie jednak tak łatwa jak wzrost ze 100 do 135 USD. Jeśli gracze stracą wiarę w kontynuację trendu, korekta zmiecie większość tej ostatniej fali wzrostowej, co pomoże złapać równowagę rynkom akcji, a kapitał zacznie uciekać ze spółek surowcowych w finansowe i technologiczne.