Spadki na Wall Street zaszkodzą GPW

Waldemar Borowski
opublikowano: 2008-10-10 08:04

Niedźwiedzie całkowicie rozdają karty na światowych parkietach akcji. Nawet znaczny optymizm na początkach sesji kończy się znacznymi przecenami na finiszu handlu. Byki oddały inicjatywę i nawet nie próbują podjąć walki.

Wszelkie działania podejmowane przez rządy państw oraz ich banki centralne nie mają obecnie żadnej mocy sprawczej. Środowe skoordynowane cięcie stóp nie przyniosło pożądanych efektów. Dobitnym na to przykładem jest brak zmiany w oprocentowaniu papierów komercyjnych. W USA koszt 30 dniowych bonów wynosi nadal 5,76 proc. i to przy 1,5 proc. oficjalnej stopie. Staje się jasne, że system finansowy, krwioobieg gospodarki, został całkowicie sparaliżowany, a bez tlenu/pieniędzy  żadna gospodarka, nawet najzdrowsza nie jest w stanie funkcjonować. Strach przed wydawaniem pieniędzy jest tak wielki, że kapitał nie inwestuje nawet w złoto, które wczoraj staniało na NYMEX o 2 proc. do 886,5 USD za uncję.
Malutki, peryferyjny kraj jakim jest zamożna Islandia, nagle stanął na krawędzi bankructwa. Wczoraj rząd tego państwa przejął kontrolę nad tamtejszym największym pożyczkodawcą Kaupthing Bank i jest to trzeci, po Landsbanki i Glitnir, bank nad którym państwo roztoczyło kuratelę. To doskonale obrazuje jaką moc niszczycielską przybiera ten kryzys.

Na jutrzejszym spotkaniu w Waszyngtonie przywódcy grupy G-7 będą obradować nad sposobem zapanowania nad sytuacją. Wydaje się, że w głowach rządzących powstaje przekonanie o nieuchronności rekapitalizacji systemu bankowego. Władze USA  w zamian za  wykup „toksycznych” aktywów kosztem 700 mld USD, zamierzają przejąć udziały w bankach. Ustawa o planie ratunkowym Paulsona zezwala na takie wykorzystanie tej sumy. W takim kierunku idą też działania rządu W. Brytanii. Widać, że kapitalizm finansowy przechodzi do historii, przynajmniej na razie, a ekonomista prof. Stiglitz odnosi całkowity tryumf. Tylko, że taki los zgotowała sobie sama elita kapitalizmu-bankierzy.

Wczorajszy handel na Wall Street, po początkowych zwyżkach, całkowicie zdominowali sprzedający. W końcówce sesji można było zaobserwować paniczną ucieczkę inwestorów z rynku. Ostatecznie Dow Jones tąpnął o 7,33 proc., a S&P500 o 7,62 proc. Nieco lepiej przedstawiała się sytuacja na innych rynkach Ameryki. Brazylijska Bovespa obniżyła się o 3,9 proc, a meksykański IPC spadł o 1,78 proc., a najlepiej poradził sobie chilijski IPSA (-1,54 proc.). Natomiast przez azjatyckie giełdy przetoczył się prawdziwy huragan. Po godzinie 7 japoński Nikkei tracił 8,72 proc., a australijski All Ordinaries zamknął się o 8,2 proc. niżej. Obecny stan rynku doskonale obrazują słowa Yoshinori Nagano, głównego stratega funduszu Daiwa Asset Managment-„nikt nic nie kupuje”.

GPW nie ma najmniejszych podstaw, aby wyłamać się z ogólnoświatowego klimatu jaki panuje na parkietach. Bardzo dużo jest w rękach klientów TFI. To od ilości telefonów z ich strony w dużej mierze będzie zależało ile amunicji dostaną dzisiaj niedźwiedzie. W piątek rządy na warszawskim rynku przejmą sprzedający i tylko  ich determinacja rozstrzygnie na  jakim poziomie zakończą dzień nasze indeksy, bo popyt prawdopodobnie już od rana rozpocznie długi weekend.