Przebieg czwartkowej sesji na GPW może w znaczącej mierze zależeć od nastrojów graczy na giełdach zachodnioeuropejskich. Ci z kolei kierować się będą wskazówkami, których przysporzyła wczorajsza sesja na Wall Street, a zwłaszcza reakcja inwestorów na komunikat po posiedzeniu FOMC.
Amerykański bank centralny podniósł stopy procentowe o 25 pkt., co dla inwestorów na Wall Street nie było zaskoczeniem. Indeksy rosły. Komunikat po posiedzeniu FOMC nie uległ jednak złagodzeniu, co inwestorzy odczytali jako zapowiedź dalszych podwyżek w kolejnych miesiącach. Popyt na akcje spadł, czego przejawem było osuwanie indeksów w drugiej połowie sesji na Wall Street. Technologiczny Nasdaq musiał nawet bronić się przed spadkiem.
Choć ostatecznie Dow Jones wrósł o 0,4 proc., a Nasdaq o 0,3 proc., to humory inwestorom na giełdach europejskich w czwartek nie muszą wcale dopisywać. Gdyby rano na rynkach Eurolandu doszło do spadków może to zaszkodzić warszawskim indeksom, które już w środę traciły mimo wzrostów na Zachodzie. Kurek z dopływem świeżego kapitału na GPW został przykręcony skutkiem czego WIG20 zniżkował o 0,67 proc. kończąc środową sesję na poziomie 1903,36 pkt.
Posiadacze akcji nie mają jednak powodów do narzekań. W ciągu poprzednich siedmiu sesji indeks blue chipów odrobił 6 proc. Po takim sprincie należał się w końcu dzień przerwy, chwila na złapanie oddechu. Gdyby jednak nastroje na Zachodzie uległy pogorszeniu, to rodzi się obawa czy zadyszka nie rozciągnie się aby w czasie.
AS