Spadki obniżyły ryzyko

Marcin Mierzwa, BM Alior Banku
opublikowano: 29-08-2011, 12:42

Przypomniał nam się 2008 rok i dotkliwe straty, które w tamtym czasie ponieśli inwestorzy. I bardzo dobrze. W tym nadzieja, że tej powtórki jednak nie będzie.

W reakcji na największe od lat spadki na giełdach oraz w celu pobudzenia gospodarek pogrążających się w recesji, w 2009 roku rządy i banki centralne uruchomiły wielomiliardowe programy pomocowe. Miały one pomóc krajom wyjść z recesji. Amerykański Fed uruchomił pod nazwą QE akcję drukowania dolarów i pompowania pieniędzy w system bankowy i w gospodarkę. Rząd USA uruchomił natomiast ogromny program wydatków fiskalnych (obecnie większość środków przeznaczonych na ten cel już wydano, a program kończy się w I kwartale 2012 roku). Te działania spowodowały poprawę w gospodarkach oraz wyraźne zwyżki na giełdach. Inwestorzy uwierzyli w trwałą poprawę oraz w to, że tego typu działania pomogą gospodarkom w dłuższej perspektywie. I tak przez ponad dwa lata na rynkach trwały mocne zwyżki.

Wiara inwestorów była tak niezłomna, że ignorowano przez dłuższy czas sygnały z USA świadczące o tym, że gospodarka złapała znów zadyszkę (spadające tzw. wskaźniki wyprzedzające, nadal pogarszająca się sytuacja na rynku nieruchomości, rosnące bezrobocie). Do refleksji nad stanem gospodarki światowej nie skłonił również inwestorów nawrót problemów zadłużeniowych krajów Unii Europejskiej. Większość komentatorów wskazywała, że spowolnienie w gospodarce jest krótkotrwałe, bo jest następstwem problemów gospodarki japońskiej po trzęsieniu ziemi. Inni twierdzili, że nawrót kryzysu zadłużeniowego w UE nie stanowi większego problemu, bo wszystko można załatwić kolejnym dodrukiem pieniędzy (przy całkowitym braku refleksji nad tym, jakie rzeczywiste są skutki wyraźnego wzrostu podaży pieniądza i jakie rzeczywiste to ma przełożenie na gospodarki). Jednym słowem znów prawie nikt nie zauważył wyraźnych chmur zbierających się nad rynkami kapitałowymi.

Teraz jakby nastąpiło przebudzenie. Jesteśmy bombardowani hasłami o nawrocie recesji, o drugiej fali kryzysu i straszymy się zagrożeniami, które były oczywiste już trzy miesiące temu. Od maja tego roku indeksy spadły o około 20-30 proc. Od razu przypomniał nam się 2008 rok i dotkliwe straty, które w tamtym czasie ponieśli inwestorzy. I bardzo dobrze. W tym nadzieja, że tej powtórki jednak nie będzie.

Odbiegając od analizy sytuacji gospodarczej najważniejszych krajów świata (trzeba się uporać z poważnymi problemami), warto zwrócić uwagę, w jakiej obecnie sytuacji znajdują się rynki kapitałowe. I tutaj rzeczywistość wcale nie wygląda tak pesymistycznie jak przedstawiają ją niektórzy komentatorzy. Koncentrując się na polskim podwórku, trzeba podkreślić, że spadki rozpoczęły się z dużo niższych poziomów wycen spółek giełdowych, niż miało to miejsce w 2007 roku (dla rynku polskiego średnie P/E w 2007 roku wynosiło 30, obecne spadki rozpoczęły się z poziomu 18). Nie było również wyraźnej euforii wśród inwestorów indywidualnych (brak istotnych i rozciągniętych w czasie nieracjonalnych napływów pieniędzy do funduszy inwestycyjnych).

Jeśli zaś chodzi o szerszy rynek oraz sytuację w USA, to warto podkreślić, że sytuacja przedsiębiorstw amerykańskich jest coraz lepsza. Spółki dysponują dużymi zasobami gotówki (obecnie 28 proc. aktywów to gotówka w porównaniu z 14 proc. w 2000 roku). Proces delewarowania przedsiębiorstw jest w toku, odpowiednie wskaźniki osiągnęły poziomy z początku lat 90. Ten sam proces dotyczy gospodarstw domowych — ich sytuacja polepsza się z kwartału na kwartał (kiedyś akumulowane przez gospodarstwa domowe oszczędności zostaną wydane na konsumpcję). To wszystko może oznaczać, że pomimo pesymistycznych przewidywań co do sytuacji globalnej koniunktury gospodarczej, potencjał do spadków powinien być dużo mniejszy niż w kryzysie z 2008 roku.

Ponadto należy podkreślić fakt, że po tak pokaźnych spadkach, jakie miały miejsce w sierpniu, inwestowanie teraz w akcje jest obciążone dużo mniejszym ryzykiem, niż miało to miejsce jeszcze miesiąc temu. Warto podkreślić, że ryzyko jest dużo mniejsze, a nie większe, jak z uporem stara się nas przekonać część komentatorów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Mierzwa, BM Alior Banku

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy