Rosyjska giełda przeżyła wczoraj jeden z najczarniejszych dni w niezbyt długiej swojej historii. Aresztowanie Michaiła Chodorkowskiego, prezesa Jukosu, największej firmy naftowej w Rosji spowodowało gwałtowną przecenę akcji na moskiewskim rynku papierów wartościowych. Indeks RTS tracił 15 proc., a giełda czasowo zawieszała zawieranie transakcji. Sprzedawano też obligacje, a rubel tracił do głównych walut. Kurs Jukosa spadał momentami o prawie 20 proc. Niespokojnie było też na rynku węgierskim, gdzie BUX tracił 2,5 proc.
Na tle wspomnianych rynków warszawska giełda wyróżniała się pozytywnie. Ale do czasu. GPW spokojnie przetrwała poranne wiadomości z Moskwy. Analitycy wskazują, że między polską a rosyjską giełdą nie ma zależności.
Takowe jednak istnieją między GPW a parkietem w Budapeszcie. W obliczu słabości indeksu BUX inwestorom w Warszawie puściły nerwy. Pod koniec sesji na polskim rynku zaczęły dochodzić do głosu obawy, że przy tak niekorzystnym otoczeniu, nie dojdzie do spodziewanego odreagowania ostatnich spadków.