Spadł entuzjazm przedsiębiorców

Justyna Dąbrowska
22-04-2018, 22:00

GUS-owski wskaźnik koniunktury w kwietniu opadł z sił. Wyrównanie rachunków za nadmierne nadzieje z początku roku czy „coś gorszego”?

Wiosenna aura nie poprawiła nastrojów naszych przedsiębiorców. Nawet więcej, zbiegła się w czasie z ich pogorszeniem. Tak przynajmniej podpowiada „trasa” wyznaczona przez tzw. ogólny wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej GUS (SI), a konkretniej jego kwietniowa 2,2-punktowa korekta, która sprowadziła go do najniższego w tym roku poziomu 108,2. Piotr Bartkiewicz, ekonomista mBanku, interpretuje to jako „powrót na ziemię”.

— Widać wyraźnie, że wystrzał, który widzieliśmy na początku roku, nie był do końca potwierdzony ani przez odczyty PMI, ani przez twarde dane. Obserwowany wtedy entuzjazm przedsiębiorców nie wynikał z realnych czynników, więc teraz skorygowali swoje oceny — mówi Piotr Bartkiewicz.

Nie panikować

Wskaźnik opiera się na danych z czterech głównych obszarów gospodarki (z różnym naciskiem): przetwórstwa przemysłowego (50-procentowa waga), usług (38 proc.), handlu detalicznego i budownictwa (po 6 proc.). W kwietniu w dół ciągnęły solidarnie wszystkie składowe, ale ta, która ma najwięcej do powiedzenia, najmocniej.

— Przedsiębiorców, głównie z sektora przemysłowego, zaskoczyło pogorszenie koniunktury w strefie euro. To kolejny element, który przyczynił się do spadku całego indeksu — dodaje ekonomista mBanku.

Efekty pogorszenia koniunktury za granicą, w szczególności przez kanał zamówień eksportowych, napłynęły do nas prawdopodobnie już wcześniej i w połączeniu z niekorzystnymi efektami kalendarzowymi oraz bazowymi, praktycznie wcisnęły w ziemię roczną dynamikę produkcji sprzedanej przemysłu. Jak podaje GUS, w marcu wzrosła bowiem zaledwie o 1,8 proc. r/r. Ekonomiści mają jednak dużo cierpliwości dla zmiennych z natury danych makroekonomicznych. Dlatego o ewentualnych korektach prognoz PKB obecnie nie ma mowy.

— W naszym scenariuszu zakładamy 4,6-procentowy wzrost PKB w tym roku. Na razie absolutnie nie widzimy powodów, aby to zmieniać. Gospodarkę w dalszym ciągu będzie napędzać konsumpcja i inwestycje, które stoją trochę z boku przemysłu, a są ściśle związane z sektorem budowlanym. Ten zaś w dalszym ciągu dobrze sobie radzi — mówi Piotr Bartkiewicz.

Poszerzać horyzonty

Status quo w prognozach PKB na ten rok to jedna sprawa, ale druga to jego stopniowy spadek w kolejnych latach. Najnowsze prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) sugerują, że w 2023 r. przy rocznej dynamice PKB Polski zobaczymy 2,8 proc. Ekonomista mBanku ma do tej liczby spory dystans.

— Prognozowanie dynamiki PKB w tak długim horyzoncie jest obarczone sporym ryzykiem błędu. Jak bowiem przewidzieć, czy uda się np. wdrożyć PKK i ewentualnie w jakim stopniu wpłynie to na popyt inwestycyjny? Prognozy MFW wynikają oczywiście z kiepskiej sytuacji demograficznej Polski i związanego z nią prawdopodobnegospadku liczby pracujących, ale przede wszystkim odzwierciedlają jedynie ogólną intuicję — im jesteśmy bogatsi, tym wolniej rośniemy — mówi Piotr Bartkiewicz. Słabsza dynamika PKB nie jest jednak tylko polską domeną, a nawet więcej — w dużej mierze to spadek po zagranicy.

— Prognozy większości ośrodków badawczych wskazują na pogorszenie koniunktury na świecie w najbliższych latach, w szczególności w Stanach Zjednoczonych. Naszym zdaniem, amerykańska gospodarka zwolni zauważalnie prawdopodobnie w latach 2019-20. Myślę, że podobnie może być u nas, gdy na spowolnienie wynikające z cyklu koniunkturalnego może nałożyć się ostrzejsza polityka pieniężna — mówi Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

Szczęście w nieszczęściu

Co ciekawe, naszym „gospodarczym asem” mogą być ociągające się inwestycje.

— Brak pracowników i szybko rosnące koszty inwestycyjne w sektorze budowlanym powodują, że inwestycje ulegają i będą ulegały opóźnieniu. Przesunięcie cyklu inwestycyjnego bądź rozłożenie inwestycji na dłuższy okres mogłyby pomóc naszej gospodarce w czasach światowej dekoniunktury — mówi ekonomista Societe Generale.

Zresztą, słabsza dynamika PKB to nie koniec świata.

— Gospodarka nie jest w stanie przyspieszać w nieskończoność, ale nie ma w tym niczego złego. Zakończenie okresu szybkiego ożywienia nie oznacza, że kończy się poprawa na rynku pracy, nie rosną płace czy nie ma inflacji. Widać to chociażby na przykładzie gospodarki Stanów Zjednoczonych — mówi Piotr Bartkiewicz. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

GUS

Puls Biznesu

Inne / Spadł entuzjazm przedsiębiorców