Spirala się nakręca

Agnieszka Ostojska-Badziak
28-05-2004, 00:00

Te centra wchłaniają najzdolniejszych. Szkolą. Otwierają świetne kariery. Wrocław, Kraków, Łódź, okolice Warszawy, Gdańsk... Co wabi do nas międzynarodowe koncerny?

Jest 11.00. Zegar w krakowskim biurze BPO Capgemini Polska pokazuje 4.00.

— Czas Memphis — 7 godzin do tyłu. Dlatego ci, którzy obsługują transakcje zza oceanu, czasem muszą przyjść do biura późnym popołudniem. Na przykład, gdy chcą się skontaktować z klientem — mówi Darren Owens, menedżer biura BPO Capgemini Polska w Krakowie.

Tiry z papierami

Dział windykacji często dzwoni po należności klienta. Z Krakowa do USA, Francji, Niemiec, Polski. Jakie są reakcje dłużników na telefony z kraju, kojarzonego z „Wyborową”, papieżem i Wałęsą?

— Nigdy nie słyszałem niczego złego. Oczywiście nie reklamujemy się: „Jesteśmy Polakami i ściągamy należności — proszę płacić”. Ale jeśli ktoś pyta, nie kłamiemy. Pracujemy w imieniu klienta. Nasi ludzie mają niesamowite umiejętności językowe, więc tak do końca nie wiadomo, że ktoś dzwoni z innego kraju — mówi Darren Owens.

Co klient robi, gdy nie chce zapłacić?

— Na przykład — zaczyna mówić sycylijskim dialektem, podając dane o płatności nie zawsze zgodne z prawdą. Ale i na to mamy odpowiednie procedury weryfikacyjne... — odpowiada ze śmiechem Michał Roszczyk, kierownik włoskiego teamu w centrum księgowym Thomsona w Piasecznie.

Do firmy trafił 1,5 roku temu. I od razu wyjechał do Włoch: na 6 tygodni. Uczestniczył w programie Knowledge Transfer. Przygotowywali się do świadczenia usług finansowych dla włoskich fabryk, poznając specyfikę lokalnych przepisów czyli przejmowali księgowość od likwidowanego włoskiego działu. Trochę żal. Pracownicy na wymówieniu — zwykle przed emeryturą — przekazywali obowiązki Polakom, młodszym od siebie o pokolenie. Że niby znad Wisły będzie lepiej...

No i chyba jest! Firma na konsolidacji procesów niemało oszczędziła: rocznie jakieś 2 mln euro.

Pod biurem centrum księgowego Thomsona, na parterze 82 serwery pracują nad obsługą transakcji księgowych firmy z całego kontynentu. Miesięcznie — 2 mln operacji, 820 tys. dokumentów z 23 spółek koncernu z Europy przesyłanych DHL-em do Polski.

— Tir faktur miesięcznie, a zajmuje się nimi tylko 131 osób. W koncernie zredukowaliśmy zatrudnienie w księgowości o 20 proc. — na rzecz polskich specjalistów — twierdzi Wallace Sadowski, CFO Thomson multimedia Polska, dyrektor Europejskiego Centrum Finansowego Thomsona.

Na świecie — prócz centrum w Piasecznie — Thomson ma jeszcze dwie podobne instytucje: we Francji i Meksyku.

Fakt. Taniej księgować z Polski. Takie przekonanie podzielił też zarząd Philipsa. W lipcu zeszłego roku klamka zapadła. W sierpniu zatrudniono pierwszych pracowników, w grudniu przejęli już część transakcji. Dziś w błękitnym wieżowcu w centrum Łodzi pracuje niemal 300 osób. Absolwenci, „perełki” z łódzkich uczelni, z wykształceniem ekonomicznym, perfekcyjną znajomością angielskiego. Ostatecznie ma ich tam być ponad pół tysiąca. I nie w niebieskim budynku, ale w zupełnie nowym, który wkrótce wyrośnie dokładnie naprzeciw dotychczasowego biura.

— To pierwsze tego typu centrum Philipsa. Na razie wszystko idzie jak trzeba — cieszy się Bogdan Rogala, prezes zarządu Philips Polska.

Polscy księgowi zakasują rękawy. Z Łodzi księguje jeszcze koncern GE, ośrodek w Krakowie obsługuje większość europejskich transakcji Lufthansy, a ten w Olsztynie — Citibanku.

Po inżynierów

W krakowskim Centrum Badawczym ABB pracuje kilkudziesięciu pracowników naukowych. Polacy. Absolwenci wydziałów elektrycznych, mechanicznych, fizycy, informatycy... Ponad połowa z tytułem doktorskim. Głowią się nad nowymi rozwiązaniami.

— To satysfakcja patrzeć, jak własny pomysł stosuje się na całym świecie. Taką możliwość miało już wielu pracowników polskiego centrum ABB — twierdzi Marek Florkowski, dyrektor Centrum Badawczego ABB w Krakowie.

Krakowianie specjalizują się w symulacjach procesów energetycznych, automatycznych, w softwarze wspomagającym produkcję. Wzięli się też za inżynierię materiałową. Zespoły są interdyscyplinarne, często w projektach badawczych uczestniczą inne centra z Europy czy ze świata.

Polskich inżynierów docenił również amerykański koncern Delphi: w małopolskim centrum pracuje ich ponad 300. Średnia wieku — 30 lat. W Centrum Technicznym (TCK) w Krakowie inżynierowie tworzą konstrukcje nowych projektów, opracowują procesy technologiczne, przygotowują oraz testują prototypy i modele dla branży motoryzacyjnej. Centrum było naturalną konsekwencją dotychczasowych poczynań koncernu w Polsce.

— Sześć fabryk nie może być zawieszone w próżni... Trzeba dostarczać im nową myśl technologiczną — twierdzi Jacek Szumański, dyrektor TCK w Krakowie.

Wynalazki polskich inżynierów pożytkowane są prawie we wszystkich koncernach motoryzacyjnych.

— Istniejemy już 4 lata. Zdążyliśmy zweryfikować, czy nasze rozwiązania się sprawdzają. Pozytywne sygnały płyną nie tylko z Europy, ale i ze Stanów czy Japonii — twierdzi Jacek Szumański.

A Polacy wymyślili niemało! Pracują nad amortyzatorami, pochłaniaczami par paliwa, projektowaniem wiązek elektrycznych, tworzą oprogramowanie, wykorzystywane w zaawansowanych technologicznie podzespołach samochodowych. Rozwiązań szukają dla PSA Peugeot CitroĎn, General Motors, Forda, DaimlerChrysler, Hondy czy BMW... Patenty z krakowskiego centrum widać praktycznie w każdej marce samochodu na świecie. Podobnych centrów w Europie Delphi ma cztery.

Koncern docenił nie tylko polskich inżynierów. Polska kadra odpowiada także za działalność fabryk firmy w Europie Środkowej i Wschodniej — jeśli idzie o logistykę, finanse, podatki, cła, IT, HR czy PR.

Sieć na komputerowców

W Polsce mnożą się i centra, opiekujące się infrastrukturą informatyczną połowy Europy. Takie jak to Hewlett-Packard Polska w Sękocinie. Kiedyś stało tu kilka serwerów. Teraz trzeba przesunąć ściany serwerowni — bo przybywa klientów. W hali obok stoi olbrzymia naczepa — przenośne biuro. W środku własny alternator, serwery, komputery.

— To nasze pogotowie na wypadek awarii u klienta. Gdyby wysiadł system, wszystkie dane da się odzyskać i dostarczyć wraz z kompletną infrastrukturą IT: dzięki tej ciężarówce — twierdzi Artur Wieretiło, dyrektor działu sprzedaży usług w Hewlett-Packard Polska.

Dla centrum pracuje 100 osób — głównie informatyków. Część w Sękocinie, inni w Warszawie. Podobne centrum — choć mniejsze — mieści się w Łodzi. Pracownicy obu obsługują klientów polskich, ale przybywa międzynarodowych projektów.

Informatyków werbuje też Capgemini Polska — do Wrocławia, do nowego Centrum Rozwoju Oprogramowania i Usług Informatycznych. Rusza 1 lipca. Potrzeba inżynierów oprogramowania. Po doświadczonych pracownikach przyszła kolej na absolwentów; pojadą do Niemiec do siostrzanej firmy — SD&M — na rok. Capgemini dopłaci do mieszkania, pomoże zyskać zezwolenie na pracę. I wyszkoli. Za to po roku kursanci mają stawić się w polskim oddziale, by wykorzystać zdobytą w Niemczech wiedzę. Na razie 40 osób.

— Centrum ma zająć się tworzeniem oprogramowania i usługami informatycznymi — mówi Irmina Rek-Izdebska, szefowa działu HR Capgemini Polska.

Nie chce mówić o klientach. Za wcześnie. Wiadomo jednak, że centrum tworzy się z myślą nie tylko o polskich firmach, ale o międzynarodowych koncernach. Na Polskę postawiła również Motorola. W Krakowie ulokowała jedno z 20 centrów oprogramowania. Powstają tam narzędzia dla systemów telekomunikacyjnych, internetu, inżynierii oprogramowania.

Rachunek

Księgowość to mało spektakularna, ale newralgiczna część firmy. Dlaczego olbrzymie międzynarodowe koncerny zdecydowały się powierzyć ją Polakom?

— Po pierwsze: rachunek ekonomiczny — wylicza Darren Owens.

Kryteria tworzenia takich centrów są podobne do tych, jakimi się kierują firmy przy powstawaniu dużych fabryk.

— Jest zasadnicza różnica. Centrum nie może liczyć na powodzenie bez wysoko wykwalifikowanej kadry — dodaje Bogdan Rogala.

Zarząd centrali Philipsa znał kompetencje polskich księgowych i ich styl pracy. Swoje zrobiły — to powtarza się jak lejtmotyw — relatywnie niskie koszty pracy plus świetnie wykształceni młodzi, pełni zapału ludzie.

Tymi samymi kryteriami kierował się BPO Capgemini Polska.

— Liczba zdolnych, wykształconych ludzi i jakość ich pracy to argument nie do podważenia. Nasi klienci — oprócz oszczędności z redukcji zatrudnienia — czarno na białym widzą poprawę jakości pracy — twierdzi Darren Owens.

Katalog cnót polskich

Ci z zagranicy zbudowali już u nas — po przełomie 1989 roku — trochę fabryk, choć skala inwestycji nie sprostała rozbudzonym polskim oczekiwaniom; ku naszemu rozczarowaniu obcy inwestorzy zwracali raczej uwagę na polskie warunki, możliwości i racjonalizm decyzji. Czy mamy widoki, by nie przespać kolejnej szansy — sprzedaży usług, umiejętności intelektualnych, wiedzy? Za wcześnie na kategoryczne sądy, ale kilka obserwacji jest już wyrazistych. Wykształceni młodzi ludzie stają się wizytówką Polski. Dostęp do rzesz tanich, ale wykwalifikowanych absolwentów działa jak magnes. Teoretycznie, podobne centra księgowe/informatyczne/personalne/nawet naukowo-badawcze mogą pracować w Budapeszcie, Pradze, Bratysławie. Koszta przecież podobne.

— Tam nie przyszłoby 4,5 tys. aplikacji na 90 miejsc! To czas dla Polski. Wyłowiliśmy diamenty — twierdzi Wallace Sadowski.

Według Darrena Owensa, naszą narodową zaletą jest ambicja.

— Polacy są bardzo skoncentrowani na tym, co mają zrobić. Kiedy powierzam komuś zadanie, pracownik stanie na głowie, by je wykonać perfekcyjnie. Dla niego największą motywacją jest, że ma szansę się rozwijać. Tego prawie nie ma w innych krajach — ocenia Darren Owens, który w Polakach ceni też kreatywność i nieskrępowanie w wypowiadaniu własnego zdania.

Kurtuazja? Chyba nie, bo zagraniczni pracodawcy te cechy traktują na zimno — jak część poręczenia, że biznes się opłaci.

— To, o czym mówiłem, często daje pełny obraz sytuacji, pozwala na spojrzenie z wielu stron. Na Zachodzie ludzie są bardziej powściągliwi — kontynuuje wywód szef BPO Capgemini, Anglik, w Polsce od 6 lat.

Nie nauczył się polskiego, bo — jak twierdzi — Polacy mają również wady.

— Na przykład chęć mówienia w obcym języku, popartą zwykle świetną jego znajomością. Przez to nie miałem szansy nauczyć się polskiego. Każdy chce szlifować swój angielski! — mówi pół żartem, ale jednak i pół serio.

Jego podwładni biegle porozumiewają się w kilku językach. A to podobno następna polska zaleta narodowa (ciekawe, że my tego jakoś nie dostrzegamy...). Darren Owens przyznaje, że i skłonność do niekończących się dyskusji może być postrzegana jako problem.

— Czasem chodzi o prostą odpowiedź: tak czy nie. Udzielenie jej jest poparte 15-minutową dysputą po polsku. Dopiero po kilkakrotnym powtórzeniu zapytania, uzyskuję odpowiedź — śmieje się.

A inżynierowie? Ważny powód, dla którego światowe koncerny śmielej otwierają u nas centra naukowe: sporo już u nas zainwestowano w produkcję. A technologia ma iść „za rynkami”.

— Chętnych ściąga doskonała renoma polskich naukowców. W wielu dziedzinach mamy chyba nieuzasadnione kompleksy... — sądzi Marek Florkowski.

Rocznie do działu HR centrum ABB w Krakowie napływa kilkaset aplikacji z całego świata! Najlepszych wyłania się najchętniej w konkursach na najlepszą pracę inżynierską, magisterską czy doktorską. Często rozwiązania w nich zawarte znajdują praktyczne zastosowanie.

— Wygrywamy rywalizację z sąsiadami, jeżeli chodzi o usługi, do których potrzeba wysoko wykwalifikowanej kadry. Nasi specjaliści są wykształceni, ambitni, znają języki obce i potrafią bardzo ciężko pracować. Przez to jakość ich pracy jest bardzo wysoka. Cudzoziemcy cenią w nas kreatywność, brak lęku przed ryzykiem. Trudne warunki, w jakich przyszło polskim specjalistom pracować, pozwoliły na wykształcenie wręcz specyficznego i skutecznego know-how. Polacy jak nikt inny potrafią ściągać należności. Na Zachodzie za faktury zwyczajowo się płaci. U nas — znacznie rzadziej... To całe know-how jest zatem jednym z powodów, dla których międzynarodowe koncerny chcą mieć u siebie naszych fachowców. Centra pozwalają też zatrzymać młodych, wykształconych Polaków, którzy chcieli wyjechać na Zachód. Zarabiają nieźle, rozwijają się, no i mogą mieszkać w ulubionym kraju — sumuje Wojciech Herra, psycholog, konsultant Achieve Global.

— To był racjonalny wybór. Zanim zdecydowaliśmy się na otwarcie centrum, wspólnie z niemiecką spółką SD&M z naszej grupy, przeprowadziliśmy badanie poziomu wiedzy i umiejętności wśród absolwentów wielu szkół wyższych — nie tylko z Polski. Ci z uczelni wrocławskich i śląskich okazali się bezkonkurencyjni! — mówi Irmina Rek-Izdebska.

HP przed uruchomieniem centrum kompetencyjnego rozważał przede wszystkim dostęp do wykwalifikowanej kadry od zaraz.

— Polska wygrała. Poza tym kraj nad Wisłą ma jedną wielką zaletę: tu nie ma specjalistów, którzy znaliby się na przestarzałych technologiach. Po prostu: część etapów przeskoczyliśmy i znamy się na tym co najnowsze — mówi Artur Wieretiło.

Racjonalizm racjonalizmem. A fama idzie w świat.

Wszystko przed nami

Michał Kwieciński, engagement manager w McKinsey&Company

Business Process Offshoring to wydzielenie i przeniesienie nieprodukcyjnych funkcji firmy za granicę, po to by zredukować koszty. To, co się dzieje u nas obecnie, to dopiero zalążek. Na razie aktywnych jest kilkanaście firm i od ich sukcesu zależy dalszy rozwój

i nowe inwestycje. Opinia o dobrych i złych stronach prowadzenia biznesu w Polsce rozchodzi się szybko... Ale można w tym trochę pomóc. Zwłaszcza władze lokalne i centralne mogą zrobić wiele, by zainteresowany mógł wejść do Polski szybko, łatwo

i bezboleśnie (ułatwienia w formalnościach, wskazania odpowiednich nieruchomości czy miejsc, gdzie jest najlepsza kadra).

Pomogłaby też ukierunkowana kampania marketingowa za granicą. Polska ma naprawdę dużo do zaoferowania: względnie

tanią i dobrze wykształconą rzeszę pracowników; jesteśmy w Europie — tym wygrywamy z Indiami i Chinami, na które decyduje się wiele firm; no i weszliśmy

do Unii — a to w oczach inwestorów gwarancja stabilności. Nie wykorzystujemy — jeszcze? — potencjału wielu branż... Choćby centra usług medycznych — w małej skali — już powstają przy granicy z Niemcami

i obsługują chętnych zza granicy. W USA wielu pacjentów korzysta z klinik meksykańskich — są tańsze i równie dobre.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Ostojska-Badziak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Spirala się nakręca