Spis narodowy – papier niemiecki

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2001-11-21 00:00

Spis narodowy – papier niemiecki

Na pytanie, czy w interesach lepiej mieć do czynienia z łapówkarzem czy idiotą, większość — jak sądzę — odpowie, że jednak z łapówkarzem. Przynajmniej wiadomo, czego można po nim oczekiwać — jest bardziej przewidywalny. Dylemat ten przyszedł mi na myśl, nie wiedzieć czemu, po zapoznaniu się z historią jednego przetargu. Przetargu na wydrukowanie formularzy przyszłorocznego narodowego spisu powszechnego i spisu rocznego, w sumie 320 milionów stron. Z zawodów zwycięsko wyszła, należąca do niemieckiego koncernu, spółka Bertelsman. Oferta Bertelsmana ani przez chwilę nie była zagrożona po tym, jak Główny Urząd Statystyczny zażądał od oferentów przedstawienia niemieckiego certyfikatu na papier. Oczywiście taki certyfikat mieli tylko Niemcy.

Znam historie wielu przetargów. Również taką, w której jedno z największych polskich przedsiębiorstw użyteczności publicznej poszukiwało przewoźnika dysponującego niewielkimi samolotami. W warunkach zamówienia przedsiębiorstwo, z dokładnością do jednego centymetra, określiło szerokość drzwi poszukiwanych samolotów. Nic nie pozostawili przypadkowi, bo oczywiście narzucone parametry spełniał tylko jeden typ samolotów, będących we flocie tylko jednego przewoźnika — tego, który miał wygrać. No i wygrał, oczywiście.

Bertelsman wygrał, mimo że zaproponowana przez niego cena, 17,2 mln złotych plus VAT, nie była najniższa, wręcz przeciwnie — prawie najwyższa. Inni oferenci: Kompap chciał za usługę 14,3 mln zł, Banpol — 14,7, a Samin Druk —16,2 mln zł. Tylko Drukarnia Skarbowa podyktowała cenę wyższą — 18,9 mln złotych. Przetarg rozstrzygnięty, nikt z przegranych, licząc na dalsze zamówienia (GUS jest bardzo dużym klientem), nie protestuje i nie odwołuje się. GUS tłumaczy, że cena nie była jedynym kryterium wyboru oferty, że niemiecki koncern gwarantuje fachowość i terminowość przy realizacji tego gigantycznego zamówienia.

Niby wszystko jest więc w porządku, tylko nie wiedzieć czemu, wątpliwości pozostają. Już nie podnoszę argumentu, że spis narodowy, a papier niemiecki. Znacznie ważniejsze jest, że pracę wykona papiernik i drukarz niemiecki, a polski, jak był, tak pozostanie bez pracy. Takie zachowanie to samobójczy gol strzelony piękną przewrotką i tylko patrzeć, jak podniosą go eurosceptycy, którzy i tak twierdzą, że utrzymujemy od 400 do 800 tysięcy robotników w krajach Unii. I tylko chciałoby się wiedzieć: brak wyobraźni, głupota czy zwyczajnie... Ja nie twierdzę, że z tym przetargiem coś było nie tak, ale jestem pewien, że nawet jeżeli jest krystalicznie przejrzysty i czysty, to żadna polska firma w analogicznym przetargu w rzeczonych Niemczech nie miałaby najmniejszych nawet szans na takie zlecenie. Ale oni są bogaci, oni muszą oszczędzać.