Spokojnie, to tylko korekta

aktualizacja: 12-10-2018, 07:49

Wyraźna przecena na giełdach budzi niepokój. Eksperci radzą jednak rozpatrywać ją w szerszym kontekście. Wtedy nie jest taka niezwykła

W nocy, w piątek 12 października na dobre rozpoczyna się sezon wyników amerykańskich spółek (popołudnie i noc z piątku na sobotę czasu polskiego). Raportować będą banki Wells Fargo i Citibank. Z każdym dniem takich spółek będzie przybywać, a to oznacza, że strona popytowa na amerykańskim rynku będzie przybierać na sile.

— Oczekiwania są wysokie, ale nie ma większych obaw, że spółki będą raportowały słabe wyniki. W okresie poprzedzającym sezon wyników, spółki nie mogą skupować własnych akcji. A tzw. buy backi to obecnie zauważalna część popytu na amerykańskich giełdach. Gdy ostatnio pojawili się sprzedający spółki nie mogły jednak wykorzystać podaży do skupu akcji — wskazuje na jedną z przyczyn ostatniej przeceny Kamil Maliszewski, wicedyrektor departamentu rynków nieregulowanych mBanku.

Technologiczne tąpnięcie

Podaży na amerykańskich giełdach ostatnio nie brakowało. W środę 10 października 2018 r. (po części w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego) indeks S&P 500 spadł o 3,3 proc. i był to jego piąty dzień z rzędu na minusie, co stanowiło najdłuższą serię od listopada 2016 r. Nasdaq Composite stracił 4,1 proc., co było najgorszym wynikiem od czerwca 2016 r. 

Na sesji w czwartek spadki były kontynuowane. 

Za giełdami amerykańskimi poszły w środę otowania w Azji. Sesja zakończona w piątek nad ranem czasu polskiego zakończyła się tam już jednak w mieszanych nastrojach. Rosły m.in. indeksy w Hongkongu i Seulu.

Czwartek 11 października naznaczony był także wyraźną przeceną na giełdach europejskich. Z uwagi na zaawansowanie cyklu gospodarczego po raz kolejny pojawiło się pytanie, czy to tylko korekta, czy początek jakiejś istotnej zmiany trendu? Giełdy ciągnęła przecież w dół branża technologiczno-internetowa, która była przecież motorem hossy. Alphabet, Amazon.com, Apple, Facebook i Microsoft straciły w środę ponad 4 proc. wartości. Zresztą notowania wszystkich 65 spółek IT, wchodzących skład indeksu S&P 500 zakończyły dzień na minusie.

— Huragan Michael, czy słowa Donalda Trumpa o szalonym Fedzie przelały czarę, negatywnych czynników, które zbierały się od jakiegoś czasu, ale nie były uwzględniane w wycenach. Nie widać jednak wypadających trupów z szafy, globalnej awersji do ryzyka, drastycznych ruchów na rynku walutowym. Skłania mnie to do tego, by nie mówić o przejściu w bessę. Takie ruchy nie kończą się zwykle na jednej sesji. Potrzeba tygodnia do dziesięciu sesji, by rynek złapał punkt równowagi — mówi Konrad Białas, główny ekonomista DM TMS Brokers.

Nasz rozmówca przypomina przy tym korektę z przełomu stycznia i lutego 2018 r. Zresztą nie on jeden.

— Z punktu widzenia analityka trudno wskazać przyczynę tych spadków. To przecena bez powodu. Oczywiście można wiązać ją np. z wojnami handlowymi, czy kilkoma innymi przyczynami, ale moim zdaniem jest to szukanie uzasadnienia na siłę. Taki nierozpoznany wróg powoduje zaś, że może to być początek czegoś większego. Natomiast najprościej jest odnieść się do analizy technicznej, wychodząc z założenia, że wykres uwzględnia nawet czynniki, o których nie wiemy. Z tego punktu widzenia, obecna przecena przypomina to co stało się na przełomie stycznia i lutego. Trzeba więc założyć, że mamy do czynienia z dynamiczną korektą. Im będzie mocniejsza, tym krótsza. Zakładam, że jesteśmy mniej więcej w połowie spadków — komentuje Marcin Kiepas, analityk niezależny.

— Skala ruchu amerykańskich indeksów była na podobnym poziomie jak na początku lutego, a wcześniej w sierpniu 2015 r. Nawet patrząc na ruchy z ostatnich pięciu dni sesyjnych łącznie, to są one wciąż porównywalne do spadków w tych dwóch poprzednich okresach. Innymi słowy, choć negatywne, ruchy na amerykańskich giełdach nie były bez precedensu w ostatnich kilku latach. Podobnie ze spadkami japońskiego indeksu Topix, czy chińskich CSI 300 i Hang Seng. Warto jednak zauważyć, że spadki tajwańskiego indeksu Taiex (-6,3 proc.) i koreańskiego Kospi (-4,4 proc.) były jednymi z najostrzejszych w ciągu dekady — komentuje Simon Derrick, główny strateg walutowy Bank of New York Mellon.

Kamil Maliszewski jest zdania, że w perspektywie wojen handlowych, giełdy azjatyckie inne niż chińskie ewidentnie przereagowały. Jego zdaniem wojny handlowe nie będą miały silnego wpływu na gospodarkę Stanów Zjednoczonych. Nie wpędzą tego kraju w recesję. Dla Chin to poważniejszy problem. Ale po redukcji handlu z Chinami, Stany Zjednoczone będą musiały znaleźć inne kierunki importu wielu produktów. Ekspert mBanku uważa jednak, że w sumie nic wielkiego się nie stało.

— Mieliśmy nowe szczyty, mamy korektę. Jesteśmy zaledwie kilka procent niżej od ostatnich rekordów na amerykańskich indeksach. Gwałtowność ostatniej przeceny wynika zaś ze specyfiki rynku zdominowanego przez pasywne modele inwestowania. Na rynku działa wiele ETF-ów, które po prostu sprzedają aktywa gdy mają umorzenia. W efekcie tego typu wyprzedaże są silniejsze niż dawniej. Ale to co zdarzyło się w środę w Stanach Zjednoczonych nie przerodzi się w nic większego. Zresztą już w czwartek w Europie widać było stabilizację. Mieliśmy wyraźne spadki, ale minima wyznaczone na początku sesji na kontraktach terminowych nie zostały później przełamane — mówi Kamil Maliszewski.

Wall Street sobie poradzi

Marcin Kiepas przestrzega jednak przed zbytnim optymizmem. Choć jest zdania, że hossa będzie trwała to uważa, że łatwiej będzie o nią w Stanach Zjednoczonych niż na innych rynkach.

— Na nowe rekordy poczekamy pewnie pół roku, bo amerykańskim spółkom coraz trudniej będzie zaskoczyć na plus wynikami, choćby ze względu na efekt bazy. Siłą rzeczy, po tym jak odbije amerykańskie indeksy, poprawi się sentyment w Europie i Azji. Będzie się jednak utrzymywał podział na lepiej zachowująca się Wall Street i słabszą Europę oraz Azję. Stany Zjednoczone krótkoterminowo zyskają na wojnach handlowych. A np. w Niemczech nawet rząd obniżył ostatnio oczekiwania wzrostu gospodarczego w 2018 i 2019 r. — zaznacza Marcin Kiepas.

— Dane płynące ze Stanów Zjednoczonych są dobre. Tamtejsze spółki może nie będą poprawiały wyników, ale utrzymają solidne zyski — dodaje Konrad Białas.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Spokojnie, to tylko korekta