Spokojnie, to tylko kryzys

Karol Jedliński
opublikowano: 15-12-2008, 00:00

Ryba psuje się od głowy. Gdy codziennie słyszymy o kłopotach wielkich korporacji, upadkach banków czy bankructwach państw, zaglądamy na własne podwórko. A tu Gazelom Biznesu robota pali się w rękach, a zyski rosną....

Nie oszukujmy się jednak: zapewne wkrótce kryzys trafi pod strzechy. Wtedy trzeba się będzie przestawić na inny tryb. Kryzysowy. Czyli? Fachowcy z branży podpowiadają małym i średnim, jak biec, by się nie potknąć o rynkowe zawirowania. Generalna rada: czy chcemy się reklamować, wziąć kredyt, czy sprzedać nieruchomość — nie panikujmy. Na pewno inni zrobią to za nas.

Czekać czy grać

Adam Guz

prezes firmy doradczej GoAdvisers, autoryzowanego doradcy New Connect

Czas wchodzenia na giełdę? Dla większości spółek absolutnie nie. Projekty wirtualne wizjonerskie najlepiej schować do szuflady, bo i tak nikt ich nie kupi. Firmy, które mają mocne podstawy, dobrych kontrahentów i wyniki mogą się szykować do przyszłego debiutu. Dekoniunktura kiedyś minie. Ale nie ma co ukrywać, że gdy inwestorzy odwrócili się od giełd, w Polsce trudniej zdobyć kapitał ze źródeł innych niż giełda. Na przykład model niemiecki, w którym sektor bankowy mocno angażował się w przedsiębiorstwa, u nas nie działa. Choćby ze względu na kształt systemu emerytalnego preferuje giełdę. Kryzys na rynkach finansowych ma też dobre strony: w ostatnich latach kapitał z giełdy był zbyt łatwym pieniądzem, nierzadko źle inwestowanym. Teraz obserwuję dużą aktywność funduszy szukających okazji. Dla wielu z nich nastał dobry czas na zakupy — właściciele mniejszych firm są bardziej skłonni do kompromisów przy wycenach. Z kolei ci z sektora małych i średnich, mający nadmiar gotówki, mogą zaryzykować grę na giełdzie. Gdy kurz zamieszania na rynku opadnie, zapewne zobaczymy nowe, jeszcze nieznane nazwiska w giełdowej pierwszej i drugiej lidze.

Kupuj i sprzedawaj bez paniki

Tomasz Błeszyński

niezależny doradca rynku nieruchomości

Rada dla firm, które mają nieruchomości, a potrzebują gotówki: spokojnie, bez paniki. Nie działajcie pochopnie. Każdy obiekt ma charakterystykę, nie wszystko więc opłaca się teraz wynająć, czasem lepiej sprzedać. I na odwrót. Dla rynku nieruchomości zadyszka to nic nowego. A że dla mnie ten kryzys wygląda na bardziej marketingowy niż fundamentalny, warto sobie przypomnieć słowa prezydenta Franklina Delano Roosevelta: "Inwestycje w nieruchomości to nie tylko najlepszy, najszybszy, ale przede wszystkim jedyny sposób, aby stać się bogatym". Dlatego od kilku tygodni obserwuję wzmożone zainteresowanie firm zakupami nieruchomości komercyjnych. Zasada jest taka: mniej doświadczeni lokują kapitał w obiektach zarabiających, biurach, centrach handlowych. Wygi szukają atrakcyjnych działek i planują, co tam postawią, gdy rynek się odbije. Druga opcja jest zdecydowanie dla ludzi o mocnych nerwach. Ale okazje do zakupów dla obu grup są, bo na rynku dominuje podaż. Inwestorów łączy wspólna dewiza: ulokujmy nadwyżkę kapitału w coś stabilnego, choćby w dłuższej perspektywie. To nie są gorące aktywa, nasze banki nie myślą po amerykańsku, więc dla rozsądnego analityka kredytowego w Polsce nieruchomości wciąż oznaczają dobre zabezpieczenie.

Karolina Sędzimir-Domanowska

ekonomistka rynku pracy w PKO BP

Firmy, także te mniejsze, ograniczają przyjęcia nowych pracowników, ale część przedsiębiorstw rozpoczęła zwolnienia lub planuje redukcje. Podstawowa zasada w ciężkich czasach: nie wpędzać się w koszty. Bo przecież zatrudnienie nowego pracownika to nie tylko przygotowanie mu miejsca pracy. To cały proces rekrutacyjny i wdrożeniowy. A w razie jego niepowodzenia, ze względu na przepisy Kodeksu pracy dotyczące okresu wypowiedzenia, także przyjęcie przez firmę krótszego lub dłuższego zobowiązania. Utrata kontrahentów czy zapaść w danej branży mogą spowodować, że pewne grupy pracowników staną się zbędne. Najprościej byłoby ponieść jednorazowy koszt zwolnienia. Jednak co, gdy za parę miesięcy sytuacja się odwróci i dobrzy, sprawdzeni ludzie będą na wagę złota? Może lepiej ich zatrzymać, zwłaszcza gdy pogorszenie koniunktury wygląda na krótkookresowe. Część firm kieruje wówczas pracowników na szkolenia (np. zmieniające lub poszerzające ich kompetencje), wysyła na zaległe urlopy, zleca w tym czasie przeglądy i remonty maszyn. Paradoksalnie, można też wykorzystać przewidywaną mniejszą presję płacową i poszukać na rynku pracy dobrych fachowców.

Rzetelny dostanie od ręki

Andrzej Topiński

główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej (BIK)

Banki ostrożniej udzielają kredytów, co nie znaczy, że ich nie udzielają. Rzetelnym — jak najbardziej. Coraz częściej pytają przy tym BIK o opinię o kliencie czy firmie. Tylko w październiku Biuro Informacji Kredytowej przekazało bankom prawie 630 tys. ocen punktowych klientów indywidualnych (tzw. scoringów). Oznacza to kilkunastoprocentowy wzrost w stosunku do zeszłego roku. Szybko rośnie także nasza baza informacji o historii i wiarygodności kredytowej przedsiębiorstw. W niedalekiej przyszłości zamierzamy sprząc tę bazę z informacjami o klientach indywidualnych. Wtedy banki będą miały jeszcze pełniejszy obraz podmiotu i oceny ryzyka przy udzielaniu kredytu. Już teraz dajemy możliwość porównywania wyników firmy z innymi spółkami z jej branży. Czy przedsiębiorcy powinni się tego obawiać? Absolutnie nie. Warto zaznaczyć, że zaledwie kilka procent zarejestrowanych kredytobiorców ma zaległości w spłatach, więc w większości przypadków do banków trafiają informacje pozytywne. Bazy takie jak BIK ułatwiają i przyspieszają procedurę przyznawania i uruchamiania finansowania. Ponadto biznesmeni obawiający się kłopotów przy kredycie mogą — zanim złożą wnioski do banku — zamówić raport o swojej firmie. Taki sam, jaki trafi na biurko bankowego analityka.

Nie chowaj się w kryzysie

Magdalena Czaja

prezes agencji reklamowej San Markos — Republika Dobrej Marki,

wiceprzewodnicząca prezydium Komisji Etyki Reklamy

Marketingowcy, zbierający świąteczne żniwa, póki co nie odczuwają kryzysu. Firmy, stojąc u jego progu, rozważają jednak pierwsze kroki zaradcze. Zwykle na początku jest cięcie kosztów. Niestety, zgodnie z potocznym przekonaniem, owe cięcia należy zacząć od budżetów marketingowych. Niekoniecznie. Inwestowanie w markę w trudnych dla rynku okresach można porównać do inwestowania w dzieci. No bo przecież "kosztują" one rodziców wiele wysiłku i nakładów finansowych, a przez długi czas trudno mówić o "zwrocie z inwestycji". Ale przychodzi moment, gdy widać efekt starań, dziecko ma solidne podstawy do samodzielnego życia i odnosi w nim sukces.

Aktywna obecność marki na rynku w trudnych czasach może być dla niej wielką szansą, bo jest wielce prawdopodobne, że wielu konkurentów się wycofa, zostawiając nam więcej miejsca. Nieopłacalnym jest w czasach recesji całkowite zaprzestanie działań marketingowych, gdyż może to sprowokować ciężko zdobytych klientów do zmiany upodobań. Uważam, że wielu marketingowców już po czasach posuchy w 2000 r. zrozumiało, że ówczesne cięcia budżetów nie zawsze miały sens i dużo kosztowało odbudowywanie pozycji zarządzanych przez nich brandów. Trudne chwile będą też doskonalą pożywką dla agencji i ich działów strategii oraz kreacji. Do tego powszechny dostęp do sieci i coraz doskonalsze narzędzia targetujące spowodują większe zainteresowanie marketingiem internetowym. Wyzwaniem staną się działania niestandardowe, omijające szerokim łukiem klasyczne metody dotarcia.

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane