Spółdzielnia łowiła klientów na KFM

Agnieszka Janas
opublikowano: 03-02-2004, 00:00

Zanim podpiszesz umowę, zadaj tysiące pytań deweloperowi i pokaż umowę prawnikowi. To tańsze niż późniejsze procesowanie się z inwestorem.

Zanim przyszły mieszkaniec zdecyduje się na skorzystanie z supertaniej oferty zakupu mieszkania od dewelopera czy wstąpienia do spółdzielni mieszkaniowej, powinien zadać sobie trud i zrozumieć każdą formułkę prawną zawartą w umowie, a także zapoznać się z ustawą, do której odwołuje się oferent. Wiele uwagi wymaga także zweryfikowanie treści reklamy lub oferty z rzeczywistością. W przypadku części członków stołecznej spółdzielni mieszkaniowej Dom 2000 wiara w treść oferty zaowocowała co najmniej rozczarowaniem. O metodach stosowanych przy sprzedaży mieszkań kolonii I i II na Ursynowie poinformowali redakcję „PB” członkowie spółdzielni.

Przynęta

Strona internetowa spółdzielni zachęcała do wstępowania w szeregi jej członków poprzez zakup mieszkania lokatorskiego wybudowanego przy współudziale środków Krajowego Funduszu Mieszkaniowego (KFM). Kredyt taki jest udzielany przez Bank Gospodarstwa Krajowego deweloperom budującym mieszkania na wynajem po stosunkowo niskiej cenie, na mocy ustawy o popieraniu niektórych form budownictwa mieszkaniowego. Spółdzielnia Dom 2000 informowała, że za cenę 1190 zł za mkw. można być właścicielem lokalu wartego trzy razy tyle, gdyż brakujące 70 proc. wartości dołoży do mieszkania budżet. Informacja wabiła: „bezkonkurencyjny system pozwala klientom kupić mieszkanie po tysiąc złotych za mkw., mieć je na własność i nie być dłużnikiem”. Wpłacone przez przyszłych mieszkańców 30 proc. stawało się wkładem lokatorskim w spółdzielni mieszkaniowej. Mieszkanie lokatorskie zgodnie z ustawą o spółdzielniach mieszkaniowych, oddawane jest pod klucz. Oferta znalazła klientów.

Haczyk

Tymczasem ustawy o wspieraniu niektórych form budownictwa mieszkaniowego oraz o spółdzielniach mieszkaniowych wyraźnie stanowią, że lokal wybudowany przy udziale środków KFM jest własnością inwestora (w tym przypadku spółdzielni mieszkaniowej, choć może nim być także Towarzystwo Budownictwa Społecznego) i nie może podlegać przekształceniom własnościowym. Czyli w przypadku spółdzielni mieszkaniowej powinno mieć zawsze status mieszkania lokatorskiego. W przypadku takiego lokalu lokator, członek spółdzielni, zyskuje tylko prawo do zamieszkiwania w nim. Nie może być ono dziedziczone, zapisane za życia czy zastawione jako hipoteka. Rodzina zyskuje jedynie prawo do dziedziczenia wkładu lokatorskiego. Spadkobiercę wkładu lokatorskiego jego właściciel może jedynie wskazać za życia w zapisie notarialnym. Nie ma to nic wspólnego z pełną swobodą dysponowania własnością przez mieszkańca, gdyż nie jest on i nigdy nie będzie właścicielem.

Opinię pokrzywdzonych i zainteresowanych tą sprawą członków spółdzielni Dom 2000 potwierdził w swoim piśmie DDK-036- -1486/03/ED z 23 września 2003, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), skierowanym jako odpowiedź do Adrianny Bańkowskiej.

„(...) W reklamie wskazanej przez Panią wypowiedzi reklamowe są nieprawdziwe. (...) Przedmiotowa reklama wywołuje mylne wyobrażenie, iż można zakupić mieszkanie za cenę wskazaną w reklamie oraz jednocześnie być jego właścicielem. Zdaniem UOKiK konsument podejmując decyzję o nabyciu towaru czyli mieszkania został wprowadzony w błąd ponieważ opierał się na nieprawdziwych informacjach”.

Epilog

Spółdzielnia nadal buduje i sprzedaje domy. Jednak w tej chwili ich sprzedaż odbywa się z pominięciem w materiałach informacyjnych atrakcyjnej formułki o własności mieszkania budowanego z KFM. Jednak w ofercie nie ma też słowa o tym, że lokator nie będzie miał oprócz prawa do zasiedlenia, żadnego aktu własności lokalu. Być może, oprócz działań wprowadzonych w błąd członków spółdzielni, do zmiany ofert przyczyniły się także pisma z pytaniami w sprawie sygnalizowanych nieprawidłowości w działalności spółdzielni. Listy kierowaliśmy do prezesa spółdzielni Grzegorza Stachowiaka. Zmiana strony internetowej nie oznacza jednakże końca problemów członków. Ci, którzy nabyli lokale zachęceni atrakcyjną ofertą, nigdy nie będą nimi swobodnie dysponowali.

Okiem eksperta

Rzetelność kupiecka

Skutki prawne rodzi nie tyle oferta publiczna, ile umowa zawarta między członkiem a spółdzielnią. Nie oznacza to, oczywiście, że można nie dotrzymywać warunków oferty, gdyż mieszkańcy wprowadzeni w błąd mogą dochodzić swoich roszczeń przed sądem. Takie postępowanie spółdzielni rodzi wątpliwości co do jej rzetelności kupieckiej i dalszej wiarygodności. Często reklamy są przecież nieobiektywne lub zatajają pewne fakty. Dlatego tym bardziej należy poświęcić czas na analizę umowy, która powinna precyzyjnie określać, co nabywca naprawdę kupuje. Decyzje należy podejmować na tej podstawie, a nie kolorowych zdjęć czy obietnic zawartych w folderach.

Ryszard Jajszczyk

dyrektor Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Spółdzielnia łowiła klientów na KFM