SPÓŁKI NIE BOJĄ SIĘ KOLEJNEJ POWODZI

Robert Grzeszczuk, Tadeusz Stasiuk, Artur Sulejewski, Sergiej Greczuszkin
opublikowano: 1999-06-24 00:00

SPÓŁKI NIE BOJĄ SIĘ KOLEJNEJ POWODZI

Zarządy firm nie wierzą w wielką wodę, ale wolą jednak dmuchać na zimne

SPOKOJNI: Dariusz Karwacki, prezes Rafako (z lewej), Jerzy Szpineter, szef ZEW-u, Jolanta Szumlas, prezes Banku Częstochowa, oraz Adam Nowotarski, który kieruje Viscoplastem, są spokojni. Szefowie spółek, chociaż nie wierzą, by powtórzył się powodziowy dramat sprzed dwóch lat, na wszelki wypadek podjęli kroki, by zabezpieczyć swoje firmy przed ewentualnymi stratami. fot. ARC

Trwające od wiosny deszcze spowodowały niebezpieczne podwyższenie poziomu wód w rzekach, zwłaszcza na południu kraju. W środę alarm powodziowy obowiązywał w 15 gminach kraju. Większe przedsiębiorstwa są jednak raczej spokojne o swoją najbliższą przyszłość — w najgorszym wypadku odzyskają straty z tytułu stosownych ubezpieczeń.

Zagrożenie powodziowe na Dolnym Śląsku poważnie traktuje wrocławski producent środków opatrunkowych, Viscoplast. Władze spółki nie przewidują jednak problemów.

— Współpracujemy ściśle z wrocławskim sztabem przeciwpowodziowym i na bieżąco otrzymujemy informację o stanie zagrożenia. Oprócz tego, na terenie przedsiębiorstwa pracuje około 60 osób zajmujących się obroną cywilną. Znajdują się one w stanie pogotowia i pełnią dyżury. Mamy także przygotowany kompleksowy plan działań, który obowiązuje nie tylko w przypadku powodzi, ale i innych klęsk naturalnych — powiedział Zbigniew Jarzębowski, wiceprezes zarządu Viscoplastu.

Potwierdził także, iż zakład jest ubezpieczony przed ewentualnymi skutkami powodzi. Natomiast zupełnie oddzielny temat to wypłata odszkodowania. Spółka cały czas procesuje się z Powszechnym Zakładem Ubezpieczeń, który nie kwapi się z wypłatą odszkodowań po powodzi z 1997 roku. Viscoplast poniósł wtedy straty rzędu 7 mln zł.

Przezorny ubezpieczony

— Teraz staramy się sami monitorować rozwój wypadków, choć w tej kwestii sytuacja zdecydowanie się poprawiła. Na całym obszarze województwa powstało kilkanaście nowych punktów pomiarowych pracujących całą dobę — dodaje Zbigniew Jarzębowski.

Uważa on, że spółka jest dobrze przygotowana na wypadek powodzi i raczej nie spodziewa się związanych z tym kłopotów. Przedsiębiorstwo znajduje się przy kanale, pomiędzy dwoma śluzami, co przy spodziewanej w sobotę dość niskiej fali zalewowej na Odrze powinno stanowić wystarczające zabezpieczenie.

Największe straty podczas powodzi w 1997 roku poniósł raciborski ZEW. Poziom wody na terenie zakładu przekraczał nawet 2,5 m. W spółce została później powołana specjalna grupa antykryzysowa. ZEW nie miał większych problemów z uzyskaniem odszkodowania za poniesione straty. W ramach ubezpieczenia sopocka Hestia wypłaciła raciborskiej spółce 75 mln zł.

— Byliśmy ubezpieczeni na więcej, jednak sporo majątku udało się nam odratować — poinformował Jerzy Golec, z zarządu przedsiębiorstwa.

Powrót do względnej normalności zajął spółce kilka miesięcy. Pierwszy piec ruszył po trzech miesiącach. Przez ponad 2 tygodnie lipca obrót walorami przedsiębiorstwa na GPW był zawieszony. Przez kilka następnych miesięcy utrzymywał się na poziomie o połowę mniejszym od wcześniejszych notowań.

Rafako spokojne

— Na wszelki wypadek mamy opracowany plan awaryjny. W razie potrzeby umożliwi on szybką ewakuację majątku firmy. Niezależnie od tego, mamy podpisane stosowne umowy ubezpieczeniowe z Wartą — podkreślił Dariusz Karwacki, prezes Rafako.

Niezatapialne banki

Banki spokojnie podchodzą do ewentualnej wielkiej wody. Nawet dwa lata temu straty sektora nie były zbyt wysokie, zostały zresztą pokryte z ubezpieczeń.

— Banki mogą być najbardziej narażone na zagrożenia mechaniczne, czyli zalanie pomieszczeń i późniejsze koszta związane z ich odnowieniem. Największych strat można by było się spodziewać z powodu utraty łącz, ale to się nie zdarzyło nawet dwa lata temu. Nie zostało również uszkodzone żadne archiwum, papierowe czy elektroniczne — stwierdził Przemysław Wiśniewski ze Związku Banków Polskich.

— Mamy chwilowe problemy z łącznością z powodu zalanych studzienek, ale są one rozwiązywane przez wykorzystanie innych linii telefonicznych. Banki nie są zagrożone wodą, ponieważ znajdują się w centrum miasta, które jest pod tym względem bezpieczne — powiedział Marcin Kowalczyk z Banku Częstochowa.