Sejmowa podkomisja finansów ma dziś kontynuować prace nad rządowym projektem ustawy o biegłych rewidentach, firmach audytorskich i nadzorze publicznym. Z uzasadnienia projektu wynika, że jego celem jest przede wszystkim poprawa jakości pracy audytorów, wzmocnienie niezależności i obiektywizmu biegłych rewidentów oraz firm audytorskich i zwiększenie konkurencyjności. Nieoficjalnie w branży mówi się jednak, że chodzi o rozbicie dominacji tzw. wielkiej czwórki firm audytorskich (E&Y, KPMG, PwC, Deloitte), zwiększenie państwowego nadzoru nad rynkiem i represji poprzez znaczne podwyższenie kar grożących za łamanie ustawy — do 10 proc. rocznego przychodu spółki.

Branżowa dubeltówka
Część regulacji zawartych w przyjętym przez rząd projekcie budziła kontrowersje w czasie konsultacji publicznych. Większe zaniepokojenie wywołały jednak niektóre pomysły zgłoszone na poprzednim posiedzeniu sejmowej podkomisji (11 stycznia), które dziś powinny zostać rozpatrzone.
— Ustawa miała wdrażać przepisy unijne. Niestety rozwiązania zawarte w projekcie i zgłaszane propozycje są znacznie ostrzejsze dla spółek, niż wymaga prawo UE. To zupełnie niepotrzebne zwiększanie obowiązków i represji — mówi Piotr Kamiński, wiceprezydent Pracodawców RP, ekspert ds. audytu. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych propozycji — wprowadzenia obowiązku tzw. łącznego badania firmy — zgłosiła Krajowa Izba Biegłych Rewidentów (KIBR). Chodzi o to, by audytu nie prowadziła jedna firma, lecz dwie jednocześnie.
— To bardzo zły pomysł. Po co obok dużej firmy audytorskiej, która ma odpowiednią wiedzę, doświadczenie, procedury i system kontroli, spółkę ma audytować mała firemka? Czy weźmie odpowiedzialność za audyt np. dużej spółki giełdowej? Ten pomysł to kompletne nieporozumienie — nie poprawi jakości badań, tylko skomplikuje sytuację spółek i zwiększy koszty funkcjonowania na rynku kapitałowym — mówi Piotr Kamiński. Podobnie twierdzą inni eksperci.
— Pomysł obowiązkowego łącznego audytu jest zaskakujący. To, czy potrzebny jest drugi audytor, powinno być w gestii spółki. Uważam tę propozycję za przejaw lobbingu branży audytorskiej, która chce sama sobie dać większe zatrudnienie. Efektem nie będzie poprawa jakości usług, lecz tylko wzrost kosztów spółek — mówi Raimondo Eggink, członek komitetów audytu w spółkach giełdowych.
— Spółka powinna samodzielnie decydować, czy chce mieć więcej niż jednego audytora. Narzucanie takiego obowiązku jest błędne i niepotrzebne — uważa Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Kontrowersje wzbudziła też poprawka dotycząca całkowitego zakazu świadczenia przez audytora innych usług niż audytorskie. Chce tego Krajowa Izba Doradców Podatkowych.
— Ten pomysł wygląda na próbę zadbania o interes środowiska doradców podatkowych. Obecnie spółki korzystają z innych usług doradczych audytorów. To szczególnie dla mniejszych spółek wygodne i nierzadko tańsze rozwiązanie — zauważa Piotr Kamiński.
— Pomysł jest zbyt daleko idący. Często spółki zlecają audytorowi np. tłumaczenie sprawozdania finansowego na język angielski. Zlecenie tłumaczenia innej firmie utrudniałoby zachowanie poufności. Całkowity zakaz świadczenia przez audytora innych usług byłby dla spółek bardzo niekorzystny — uważa Raimondo Eggink.
Świętsi od papieża
Największa krytyka spadła jednak na pomysł rządu skrócenia do 5 lat okresu, po którego upływie spółki muszą zmienić audytora. — Z punktu widzenia spółek giełdowych okres 5 lat jest stanowczo zbyt krótki. Im dłużej ktoś audytuje spółkę, tym lepiej ją poznaje. Tak szybka rotacja mogłaby ewentualnie dotyczyć kluczowego biegłego, a nie firmy, w której pracuje. Uważam, że Polska powinna przyjąć 10-letni okres rotacji, który wynika z przepisów unijnych i obowiązuje w innych krajach wspólnoty. 5-letni podniesie koszty spółkom, wprowadzi niepotrzebne zamieszanie na rynku, szczególnie w spółkach giełdowych, które są częścią zagranicznych grup kapitałowych. Nie wyobrażam sobie, że ich polskie spółki miałyby być audytowane przez inne firmy niż zagraniczne spółki grupy — mówi Mirosław Kachniewski.
— 10-letnia rotacja może jest trochę za długa, ale 5-letnia byłaby zdecydowanie za krótka. Termin zmiany audytora może wypaść np. w trakcie fuzji czy zmiany systemu informatycznego w spółce, wszystko dezorganizując — mówi Raimondo Eggink. Zdaniem Konfederacji Lewiatan, skrócenie do 5 lat okresu rotacji kluczowego biegłego rewidenta jest nadmiernie restrykcyjne, niecelowe i nie wpłynie na zwiększenie jego niezależności.