Sporadyczne zwolnienia w energetyce

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2020-04-02 22:00

Decyzję o zwolnieniach podjęto w jednej firmie fotowoltaicznej, wiatrowcy przekonują, że będą zatrudniać, a energetyka konwencjonalna decyzjami kadrowymi obecnie się nie zajmuje.

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • dlaczego firmy energetyczne nie zaczynają opracowywania planów ratunkowych od zwolnień,
  • jak planowane inwestycje mogą ograniczyć wzrost bezrobocia,

Pandemia koronawirusa przekłada się na spadek zapotrzebowania na energię elektryczną. Dla przykładu, w miniony piątek było o 12,6 proc. niższe niż w analogiczny piątek ubiegłego roku (dane firmy analitycznej SpotData).

WIATRAKI BARDZIEJ POLSKIE:
WIATRAKI BARDZIEJ POLSKIE:
Branża wiatrowa tłumaczy, że nie tylko nie planuje zwolnień, ale będzie zatrudniać. Musi zastąpić Polakami zagranicznych ekspertów, którzy z powodu zamknięcia granic do nas nie przylecą.
AdobeStock

Jednocześnie spadają ceny energii na Towarowej Giełdzie Energii (TGE). Spadają na tyle mocno, że powodują — ja podaje TGE — problemy płynnościowe niektórych podmiotów.

W ostatni dzień miesiąca zapytaliśmy więc firmy energetyczne, małe i duże, o politykę kadrową. Będą zwolnienia, obniżki pensji?

Na tarczę nie czekają

Twierdząco odpowiedziała nam tylko jedna firma należąca do aktywniejszy graczy w branży fotowoltaicznej, która jednak nie zgodziła się na podanie nazwy. Zarząd przekazał nam, że z końcem miesiąca zdecydował się na rozstanie z niektórymi pracownikami, zaproponował też obniżki pensji.

— Nie czekamy na tarczę Morawieckiego, oceniamy sytuację tu i teraz. Uważamy też, że kryzys nie będzie krótkotrwały. Stąd decyzje — informuje jeden z menedżerów.

Inna firma z branży fotowoltaicznej, Sun Investment Group (SIG), zapewnia jednak, że zwolnień w tej chwili nie bierze pod uwagę.

— Dużo zainwestowaliśmy w pozyskanie specjalistów, zależy nam na ich utrzymaniu w strukturach firmy — podkreśla Deividas Varabauskas, szef SIG.

Wiatrowcy w ogniu pracy

W podobnym duchu odpowiedziało Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, reprezentujące największe firmy z branży. Janusz Gajowiecki, prezes PSEW, przekonuje, że ponieważ wiatrowcy są w trakcie realizacji największych w historii inwestycji w nowe moce, nie ma mowy o zwolnieniach.

— Chociaż mobilność zagranicznych ekip spadła, prace budowlane, instalacyjne i serwisowe muszą być realizowane terminowo. Dlatego część inwestorów, którzy mieli zakontraktowane takie usługi u zagranicznych kontrahentów, zdecydowała się na wybór lokalnych, polskich wykonawców. Firmy muszą więc zatrudniać, a nie zwalniać — podkreśla Janusz Gajowiecki.

Potwierdza to Magdalena Jachowicz reprezentująca wiatrową firmę EDP Renewables.

— Czasy rzeczywiście są ciekawe i bardzo trudne, ale EDPR nie podjęło żadnych kroków w celu ograniczenia zatrudnienia, wręcz przeciwnie, rozrastamy się, aby móc zrealizować projekty zabezpieczone podczas ubiegłorocznej aukcji — podkreśla Magdalena Hachowicz.

Robert Stankiewicz, reprezentujący Polenergię, czyli wiatrową firmę Dominiki Kulczyk, dodaje, że Polenergia już w 2016 r. zmuszona była do podjęcia szybkich działań optymalizacyjnych poprawiających efektywność.

— Wynikało to z gwałtownego zatrzymania rozwoju rynku odnawialnych źródeł energii. Wdrożone plany oszczędnościowe sprawiły, że z tego trudnego okresu grupa wyszła wzmocniona. Z początkiem marca Polenergia w szybki i sprawny sposób tam, gdzie jest to możliwe, przeszła w tryb pracy zdalnej, która przebiega bez zakłóceń — podkreśla Robert Stankiewicz.

Obecnie nie rozważają

— Działamy bez zmian. Skupiamy się na zapewnieniu maksymalnego bezpieczeństwa naszym pracownikom i klientom — mówi z kolei Aleksandra Smyczyńska, rzeczniczka Innogy.

Innogy to warszawski sprzedawca prądu, a zależny Innogy Stoen Operator zarządza warszawską siecią dystrybucji. Jest też aktywny w branży fotowoltaicznej i carsharingu. W podobnym tonie odpowiada Fortum, który produkuje ciepło na południu Polski, jest też sprzedawcą prądu i gazu.

— Nie rozważamy obecnie zwolnień ani obniżek pensji. Priorytetem jest bezpieczeństwo pracowników. Tam, gdzie to możliwe, wprowadziliśmy pracę zdalną, a tam gdzie niemożliwe, zorganizowaliśmy wszystko tak, żeby zapewnić ludziom maksymalne bezpieczeństwo — twierdzi Jacek Ławrecki, rzecznik prasowy Fortum.

Tauron to jedyna z państwowych firm energetycznych, która odniosła się do naszych pytań.

— W obliczu pogarszającej się koniunktury i niekorzystnych prognoz gospodarczych działamy, by narastający kryzys nie skutkował drastycznymi konsekwencjami dla naszych pracowników. Doceniając dotychczasowe prace nad tarczą antykryzysową, analizujemy na bieżąco, które z możliwości możemy zaimplementować w Tauronie, by utrzymać stabilność finansową, zapewnić bezpieczeństwo zatrudnienia i bezpieczeństwo energetyczne kraju. Wszelkie kwestie dotyczące działań dotyczących pracowników, ich bezpieczeństwa i warunków pracy są na bieżąco konsultowane z przedstawicielami strony społecznej — mówi Łukasz Zimnoch, rzecznik prasowy Tauronu.

Pozostałe firmy kontrolowane przez skarb państwa, czyli PGE, Enea i Energa, nie odpowiedziały na pytanie o cięcia w kadrach.