Nie za dużo nas, Polaków na polach golfowych. Jeszcze?
Powoli przybywa amatorów, nawet wyznawców, ale lansowany tu i ówdzie optymistyczny lejtmotyw, że to — nawet potencjalnie — sport masowy, nie trafił do przekonania rodakom. Z racjonalnych powodów. Podstawowa barierą nie jest już nawet brak obiektów, ale przeświadczenie, że to przyjemność nietania (sporo kosztuje utrzymanie pól, w tym horrendalne opłaty na rzecz gmin). Zwłaszcza przy dochodach Polaków. Swoje zrobiło także i to, że trudno golfowe przyjemności uznać za sport popularny, narodowy, skoro przez dziesięciolecia była wokół niego cisza. A jeśli już ktoś coś pisnął, to zwykle, by podkreślić, że to rozrywka dla burżua i arystokracji.
Pewne efekty daje program PlayGolf, umożliwiający za znacznie mniejsze pieniądze korzystanie z dobrodziejstw hektarów golfowych trawników. Sporo robią także właściciele golfowych połaci. Ot, weźmy na przykład Krakow Valley Golf Country Club w Paczółtowicach. W podkrakowskiej wsi, kilkaset metrów od fascynującego zabytkowego drewnianego kościoła pojawiło się profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe. I nie tylko. Jeszcze strzelnica, hotel, centrum konferencyjne, dla amatorów — konie pod wierzch. Zimą — wyciągi plus trasy dla nart biegowych i skuterów śnieżnych. Tuż obok malowniczego, trudnego dla graczy pola (projektował je znany kalifornijski majster — Ronald Fream) wkrótce staną z gustem zaprojektowane apartamenty. Wszechstronna oferta, prawda? I to dla całych rodzin.
Może zatem nie pogrążać się w mrzonkach typu "kupą mości panowie na pola golfowe". Może postawmy sobie cel skromniejszy, choć w naszych warunkach przecież ambitny: niech to będzie sport masowy wśród biznesowych elit. Znajomy menedżer cztery lata temu odwiózł córkę na pole. Miał poczekać, aż ta skończy lekcję.
— Napiłem się trochę wina, przeczytałem cały "National Geographic" i z nudów wziąłem cudzy kij do ręki. No i wsiąkłem. Córka za kilka tygodni zajęła się baletem, a ja — jak często mogę — urywam się na pole. A przy okazji: i kilka spraw biznesowych — w kręgu nowych znajomych — tam załatwiłem — opowiada.
Przekonujmy do golfa. Zwłaszcza tych, którzy pracują w pośpiechu i stresie. To lek, a potem — wielokrotnie — także pasja. Nasza golfowa wkładka to właśnie zdanie w cierpliwej golfowej perswazji.