Sportowe zacięcie i styl dżentelmena

Anna Dermont
opublikowano: 28-06-2006, 00:00
Obserwuj w MójPB:

Wełna z tasmańskich i australijskich owiec, kaszmir z himalajskich kóz, chiński jedwab,

tweed z brytyjskich Hybryd — z tego szyje firma Twins.

Nawet im się nie śniło, że po wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego będą żyli z ekskluzywnego krawiectwa. W dodatku w 1978 r. ich drogi się rozeszły. Judoka Bogdan Zieniewicz wyjechał do Norwegii. Pracował w porcie, w klubach sportowych w Oslo jako trener judo, przez trzy lata prowadził norweską reprezentację juniorów. Kolarz Adam Rutkowski szczęścia szukał w Niemczech — pracował przy czym się dało. Pod koniec lat 80. wrócił do kraju i otworzył mały zakład szyjący dżinsy. W 1989 r. spotkali się znowu we Wrocławiu i zaczęli wspólną przygodę z biznesem.

— Znajomi Norwegowie poprosili, żebym znalazł w Polsce firmę, która będzie dla nich szyła odzież sportową. Pomyślałem: a po co mam szukać — wspomina z uśmiechem Bogdan Zieniewicz.

Rok później założyli firmę Twins. Zaczęli szyć dresy, spodenki sportowe i kurtki.

— Zleceniodawcy byli tak zadowoleni, że ubrali w nie norweską reprezentację na olimpiady w Lillehammer i Albertville — mówi z dumą Adam Rutkowski.

Niemiecka szansa

W 1995 r. kooperanta w Polsce szukali przedstawiciele niemieckiej firmy Regent, szyjącej ekskluzywne garnitury. Odwiedzili wiele zakładów, ale żaden im się nie podobał. Na koniec towarzyszący im agent zaproponował wizytę w Twinsie. Nie chcieli już z nikim rozmawiać, ale dali się zaprosić na kawę. Spodobało im się podejście Rutkowskiego i Zieniewicza do pracy.

— Wiedzieliśmy, że chcą krawiectwa na najwyższym poziomie. I to im zaproponowaliśmy — mówi Adam Rutkowski.

— Pomysł z szyciem garniturów bardzo mi się spodobał. Zawsze lubiłem się ubrać i nawet pierwsze zarobione pieniądze zainwestowałem w dobry garnitur — uśmiecha się Bogdan Zieniewicz, prezes Twinsa.

Niemcy dostarczyli nowoczesne maszyny i przeszkolili załogę firmy.

— Szwaczki, brygadzistki, konstruktorzy — wszystkich trzeba było uczyć pracy od nowa. Nagle z szycia z dokładnością co do centymetrów musieli przestawić się na dokładność co do milimetra — opowiada Adam Rutkowski.

Szybko jednak przyjęli nowy styl pracy. Przez pięć lat szyli garnitury dla Regenta, którego klientami byli m.in. Richard Gere, Anthony Hopkins, Helmut Kohl i Gerhard Schröder.

Na własny rachunek

Dzięki współpracy z Niemcami działalność Twinsa nabrała rozpędu. Jego właściciele postanowili wreszcie wykreować własną markę garniturów — Twins Handtailored.

— Regent otworzył nam drzwi do wielkiej mody, ale z własną marką trzeba było budować wszystko od nowa. Dotyczyło to przede wszystkim współpracy z markowymi tkalniami — z niektórymi rozmawialiśmy nawet osiem lat. Trzeba było je przekonać, że nasze garnitury spełniają światowe standardy — mówi Bogdan Zieniewicz.

Kiedy to udowodnili, zyskali pierwszych klientów — obcokrajowców, którzy szukali w Polsce markowej firmy krawieckiej. Potem zadziałała już poczta pantoflowa — jeden zadowolony klient przyprowadzał drugiego. W ten sposób do Twinsa zaczęli zaglądać i polscy dżentelmeni.

— Wyzwaniem było uszycie garnituru dla Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Potem napisał, że tak dobrze skrojonego i uszytego nigdy wcześniej nie miał. List oprawiliśmy w ramki i to jest dla nas najlepszy certyfikat — opowiada Bogdan Zieniewicz.

Mocna strona: jakość

Klientami marki Twins są dziś: Wojciech Mann, Andrzej Olechowski, Jan Jakub Kolski, Mateusz Kusznierewicz, Adam Hanuszkiewicz i hollywoodzki aktor Steven Seagal, który chętnie odwiedza butik firmy w warszawskim hotelu Bristol. Co ich przyciąga do tych garniturów? Po pierwsze — tylko ręcznie można tak doskonale obszyć dziurkę, przyszyć kołnierz i wszyć rękaw. Po drugie — podszewka z jedwabiu, guziki z bawolego rogu czy macicy perłowej. Po trzecie — żadnych klejeń. I po czwarte — tkaniny z najlepszych brytyjskich i włoskich tkalni — Ermenegildo Zegna, Cerruti czy Carlo Barbera.

— Nasz garnitur może kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Żeby powstał, trzeba wykonać ponad dwieście czynności, które zajmują nawet trzy tygodnie — mówi Mariusz Ociesa, public relations manager.

Garnitury Twins, trafiają do butików przy 5th Avenue w Nowym Jorku i na londyńską Savile Row — ulicę okrzykniętą Everestem światowego krawiectwa. A skoro firma jest już na topie, Bogdan Zieniewicz może poświęcić więcej czasu swoim pasjom: historii sztuki, architekturze wnętrz i olimpijskim sportom walki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont

Polecane