Życie wyczynowego sportowca to ciągła pogoń: za formą, za wynikami i za sponsorami.
Mateusz Sawrymowicz
pływak
Utrzymuję się tylko ze stypendium ministerstwa sportu i miasta Szczecina. Ciągle borykam się z problemem braku stałego sponsora prywatnego. Zdobycie tytułu mistrza świata na 1500 m stylem dowolnym jak dotąd nie przekonało do mnie żadnego z nich. Zarówno w moim imieniu, jak i kilku innych pływaków starania o dodatkowe fundusze podejmuje mój trener, a od niedawna także menedżer, z którym podpisałem umowę.
Z tego co wiem, dużo łatwiej zdobyć sponsora na przykład w Niemczech. Mam jednak nadzieję, że moja sytuacja poprawi się po igrzyskach olimpijskich w Pekinie. W przeciwnym razie nie wykluczam wyjazdu za granicę. Marta Domachowska
tenisistka
W Polsce do tej pory tenis nie był zbyt popularny, więc młodym zawodnikom dość trudno znaleźć sponsora. Firmy, które mają pieniądze i są zainteresowane sponsoringiem, wolą je przeznaczyć na sporty bardziej faworyzowane przez media, na przykład piłkę nożną czy siatkówkę.
Jeśli zawodnik jest młody, utalentowany i osiąga sukcesy poza Polską, to łatwiej mu znaleźć sponsora za granicą. Najlepszym sposobem jest podpisanie umowy z firmą menedżerską, np. IMG, SFX czy Oktagon, która wyszukuje sponsorów, kontrakty reklamowe itp.
W tenisie, zależnie od typu umowy, sponsor pokrywa koszty wyjazdów na turnieje, trenerów itp., a zawodnik w zamian zobowiązuje się np. do noszenia naszywek danej firmy na strojach oraz do oddawania sponsorowi procentu z wygranych (10-40 proc.).
Z kolei w ramach umowy reklamowej zawodnik dostaje pieniądze w zamian za występowanie w strojach danej firmy, pojawianie się w nich na konferencjach prasowych, robienia sesji zdjęciowych itp. Nie musi zwracać procentu z wygranych — przekazuje firmie swój wizerunek. Podobnie jest z umowami na rakiety tenisowe.
Kwota, jaką dostaje zawodnik w ramach umowy, zależy od jego miejsca w rankingu i jego możliwości. Jeśli ma kontrakt z firmą menedżerską, to ona załatwia mu umowę sponsorską i bierze najczęściej 5-15 proc. od sumy, jaką udało się jej wynegocjować. Paweł Januszewski
były lekkoatleta
Trenowałem, startowałem i oczekiwałem na sponsora. Przez lata wydawało mi się, że wystarczy osiągnąć bardzo dobry wynik sportowy, a wtedy sponsor sam do mnie przyjdzie. Od 15. roku życia dostawałem pieniądze z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, klubu i za zwycięstwa w mityngach. Nie narzekałem na brak pieniędzy, ale to nie były wielkie sumy. Jednego sponsora „złapałem”, lecąc samolotem na mityng lekkoatletyczny, a drugi został nim przy okazji sponsorowania sztafety 4x400 m. Pierwszy profesjonalny kontrakt sponsorski podpisałem dopiero z Elite Cafe, firmą, która przez kilka lat wsparła finansowo około 20 sportowców. Pionierami podpisywania takich umów byli wśród polskich lekkoatletów Artur Partyka i Sebastian Chmara.