Sportowy duch vs ułomność logistyki

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-07-29 20:00

W tle zmagań sportowców na Igrzyskach XXXIII Olimpiady przebiega intensywna operacja policyjno-wojskowa zagwarantowania olimpijskiego pokoju.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W obwarowanym Paryżu raczej niewyobrażalny jest jakiś grubszy zamach terrorystyczny, przynajmniej w okolicach aren igrzysk, chociaż trochę dalej – jak najbardziej. Ambicją francuskich władz stało się zatrzymanie sprawców aktów dywersji na szlakach kolei dużych prędkości TGV dokonanych 26 lipca, czyli w dniu otwarcia igrzysk. Bardzo zasadnie założono, że tym razem nie wchodzą w grę terroryści muzułmańscy – wszak nie było okazji do okrzyków – ani też ekstremiści prawicowi, lecz akurat skrajnie lewicowi. Co prawda zbrodnicza Akcja Bezpośrednia już blisko cztery dekady temu została rozbita i obecnie działania jej następców to jedynie słabe echa, ale w dniu inauguracji igrzysk uderzyli oni dotkliwie.

Oprócz zagrożenia zamachami, od początku igrzysk problemem numer jeden stał się transport. Co oczywiście nie mogło być żadną niespodzianką, ze skali wyzwania zdawali sobie sprawę organizatorzy, już składając w 2017 r. do MKOl kandydaturę stolicy Francji do zorganizowania Igrzysk XXXIII Olimpiady w 2024 r. oraz przez siedem lat przygotowań. Zwłaszcza że główną wioskę olimpijską – bardzo nowoczesne i sympatyczne wizerunkowo osiedle – wzniesiono daleko na północy na styku peryferyjnych dzielnic Saint-Denis i Saint-Ouen, natomiast obiekty poszczególnych dyscyplin zostały rozrzucone punktowo po całym mieście, zarówno w historycznym centrum, jak też na peryferiach południowych. Przedostanie się przez rozległą metropolię to naprawdę karkołomne przedsięwzięcie logistyczne. Oczywiście zorganizowany został olimpijski transport autokarowy, z parkingów przy wiosce bez przerwy odjeżdżają specjalne połączenia do poszczególnych aren, ale busy są przepełnione, duszne i czekają w korkach, chociaż teoretycznie mają wydzielone pasy. Wielu sportowców z różnych państw narzeka na duchotę, ścisk i zmęczenie. Paradoks polega na tym, że z/do wioski naprawdę całkiem normalnie można dostać się… zwyczajnym paryskim metrem, konkretnie liniami nr 13 i 14. Od bramek wioski do stacji szedłem spacerkiem dosłownie kilka minut. A gdy się już wsiądzie, to z palcem na planie sieci można się relatywnie szybko (szybciej niż w korkach) dostać do większości obiektów, przynajmniej tych w zasięgu metra oraz kolejki RER. Trzeba tylko wziąć poprawkę, że stacje przy samych arenach są nieczynne, pociągi przez nie przelatują bez zatrzymania. No tak, ale zwyczajne korzystanie przez olimpijczyków z komunikacji publicznej jest niewyobrażalne. Metrem podróżuje wiele osób z akredytacjami na szyi, ale wszelkich innych kategorii – nie sami sportowcy.

Poza spodziewanym problemem transportowym zaskakują powszechne narzekania olimpijczyków w zupełnie innym obszarze. Otóż bardzo krytykowane jest… wyżywienie w wiosce olimpijskiej. Biorąc pod uwagę, że igrzyska odbywają się w stolicy właśnie Francji – może to szokować. Sportowcy oczywiście nie oczekiwali w swojej stołówce wykwintnych paryskich frykasów, ale są przyzwyczajeni do standardów żywieniowych wiosek olimpijskich na wcześniejszych igrzyskach. Tymczasem w Saint-Denis według opinii wielu mieszkańców osiedla istnieje dosyć marny wybór potraw, produktów jest po prostu za mało i z konieczności ustawiają się długie kolejki.

Igrzyska Paryż 2024 w wymienionych obszarach przegrywają np. z Tokio 2020 (tzn. dosłownie 2021). Tam było wszystko na czas oraz luźno, najbardziej na… trybunach, gdzie hulał epidemiczny wiatr. Areny paryskie są natomiast pełne kibiców, zwłaszcza te wzniesione prowizorycznie w samym sercu miasta – na przykład do siatkówki plażowej przy wieży Eiffla. Per saldo to jednak zdecydowanie większa wartość igrzysk, po latach o uciążliwościach logistycznych nikt nie będzie pamiętał…