Operator sieci Wi-Fi chce przestać tracić na bieżącej działalności w 2006 r. Ma mieć wtedy kilkadziesiąt hot spotów.
Spotnet, warszawska spółka budująca sieć publicznych hot spotów, chce osiągnąć rentowność na poziomie operacyjnym w pierwszych miesiącach 2006 roku.
— Aby zrealizować ten cel, przy 100 lokalizacjach jeden hot spot powinien przynosić 700-800 zł miesięcznie, czyli mieć 2-3 klientów dziennie. Przy 50 lokalizacjach średnie obroty każdego z hot spotów powinny być o 200-300 zł większe — uważa Paweł Misiurewicz, prezes Spotnetu.
Według niego, w niektórych z już istniejących punktów obroty sięgają kilkuset złotych, w innych sprzedaje się zaledwie kilka kart zdrapek miesięcznie. Są one na razie jedynym sposobem pobierania opłat za usługi. Ich nominały to 5, 8, 12, 40 zł. Pozwalają na korzystanie z sieci przez 30 minut i 1, 2, 24 godziny. Jako alternatywę spółka planuje w przyszłości wprowadzenie oferty abonamentowej.
— Na razie chętnych na taki abonament byłoby zbyt mało. Trudno zresztą, aby było ich więcej, skoro i samych hot spotów nie jest wiele — zaznacza Paweł Misiurewicz.
Operator świadczy obecnie swoje usługi w 11 miejscach. Są to hotele i różnego rodzaju bary. Cztery z nich należą do sieci Daily Cafe i wraz z jej rozwojem systematycznie wzrastać też będzie sieć hot spotów Spotnetu. W 2005 roku ma przybyć kolejne osiem kawiarni, a do roku 2007 ma ich być już 28. To one będą stanowić trzon punktów objętych ofertą abonamentową. Abonament będzie bowiem powiązany z kartą stałego klienta sieci Daily Cafe.
