Spowiedź wrażliwego gangstera

opublikowano: 31-05-2016, 17:03

„Shantaram” Gregorego Davida Robertsa to powieść awanturnicza, ale i… zmysłowa. To niesłychane, jak papier i słowa mogą oddziaływać na wzrok, węch i dotyk.

„Shantaram” ma wszystko, czego możecie chcieć od powieści. Wartka akcja? Jest. Wielka miłość? Obecna. Filozofia Wschodu? Jak najbardziej. Przyjaźń po grób? Oczywiście. Do tego narkotyki, gangi, skrajna bieda i imponujące bogactwo. A w centrum powieści Bombaj, pulsujący muzyką, kolorem i nie zawsze przyjemnymi zapachami. Znajdzie się coś dla każdego.

Zobacz więcej

Wydawnictwo Marginesy

Gregory David Roberts, autor książki przekonuje, że opisał w niej swoje wyjątkowo bujne życie.

Uzależniony od heroiny Australijczyk trafia do najbardziej strzeżonego więzienia na kontynencie. Wydostaje się z niego w czasie brawurowej ucieczki i ucieka do Indii, gdzie musi rozpocząć wszystko od nowa. Radzi sobie jak może – z drobnego handlarza haszyszem staje się z czasem żołnierzem arabskiej mafii. Gangster ma też drugą twarz – dobroczyńcy i samozwańczego lekarza biedaków. Oddanych przyjaciół zyskuje w slumsach i wśród bombajskich ekspatów, a wszyscy oni tworzą barwną galerię postaci.  A gdy Shantaram (indyjskie imię bohatera) nie zbawia świata lub nie popełnia przestępstw, oddaje się (szczególnie na haju) rozmyślaniom o miłości, naturze ludzkiego życia i niesprawiedliwości społecznej.

To powieść awanturnicza, ale i… zmysłowa. To niesłychane, jak papier i słowa mogą oddziaływać na wzrok, węch i dotyk. Czuć w „Shantaramie” zapach slumsów, kłęby haszyszu, dotyk i kolor tkanin, upał i strumienie deszczu. 
„Shantaram” wymaga od czytelnika zanurzenia się, jego lektura pochłania wiele czasu, z pewnością nie jest to jednak czas stracony. Przyjemność z czytania zawdzięczamy też z pewnością Maciejce Mazan, moim zdaniem jednej z najlepszych tłumaczek w Polsce. Z jednym zastrzeżeniem – Genova to nie Genewa, lecz Genua, a ciągnięcie przez kilka stron wątku o Genewie na Wybrzeżu Liguryjskim było dość nieprzyjemnym zgrzytem. Tak, czy owak, czeka na mnie kontynuacja, czyli „Cień góry”.  I już nie mogę się doczekać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Latek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu