Spożywcy liczą na rządowe wsparcie

opublikowano: 09-09-2019, 22:00

Każdy z sektorów branży spożywczej ma własne bolączki. Każdy ma też swoje pomysły na ich rozwiązanie z pomocą władzy.

Złe lub nieskuteczne przepisy, wirusy, klęski żywiołowe, zły system współpracy i nierówno naliczany podatek — takie kwestie stoją na przeszkodzie rozwoju różnych części branży spożywczej. Zebraliśmy najważniejsze kwestie trapiące przedsiębiorców i zapytaliśmy ich samych, jakiej pomocy oczekują od polityków. Dzisiaj część druga, całość na www.pb.pl/ wybory. [REDAKCJA]

1. Przemysł mięsny

Główny problem: ASF

Od lutego 2014 r., czyli od wykrycia wirusa ASF u padłych dzików na terenie Polski, producenci i przetwórcy wieprzowiny mają zablokowany eksport do wielu krajów pozaunijnych, w tym do Chin, które traktowane były jako najbardziej przyszłościowy kierunek zagranicznej sprzedaży. Kolejny rok nie przynosi większych zmian w walce z wirusem — w 2019 r. wprawdzie wykryto mniej ognisk, ale wirus pojawia się w coraz większych gospodarstwach i liczba likwidowanych zwierząt znacząco przewyższa wyniki z lat wcześniejszych.

Polityczne rozwiązanie problemu

WITOLD CHOIŃSKI, prezes Związku Polskie Mięso

Dla nas kluczowe jest, by rząd rozpoczął skuteczną walkę z ASF, stosując wszelakie dopuszczalne metody, z odstrzałem dzików włącznie. Powinien jednak także oferować odszkodowania nie tylko dla rolników (jak do tej pory), ale także dla przetwórców. Ci drudzy muszą na własny koszt wycofywać z obrotu mięso zakupione na farmie, na której już po zakupie stwierdzono występowanie wirusa. Konieczne jest powołanie odpowiedniego zespołu do walki z wirusem oraz doinwestowanie weterynarii, tzn. stworzenie miejsc pracy dla weterynarzy, którzy będą zajmować się przede wszystkim tym problemem.

2. DROBIARSTWO

Główny problem: najwięksi a nieważni

Polskie drobiarstwo od kilku już lat jest największe pod względem wielkości produkcji w Unii Europejskiej. Na szczyt czołówki przebiliśmy się ceną przy — jak podkreśla branża — jakości nie gorszej od droższej konkurencji. Równocześnie od lat słychać, że ta dobra passa musi się kiedyś skończyć, a na plecach czuć już oddech ukraińskiej konkurencji — tańszej i ze względu na niższe koszty siły roboczej, i ze względu na inne niż unijne obostrzenia produkcyjne. Branża przekonuje, że musi dalej inwestować i zwiększać skalę, żeby się na rynku utrzymać, ale jest hamowana przez prawo i protesty aktywistów.

PIOTR KULIKOWSKI, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa

Potrzebujemy stabilności i przewidywalności, a wiec prawa, które jest jednoznaczne i pozwala przewidzieć, w jakim terminie i na jakich warunkach możemy działać i się rozwijać. To kwestia zmian w szeregu ustaw. Jednocześnie wraz ze wsparciem politycznym przy budowaniu relacji międzynarodowych — otwieraniu nowych rynków eksportu i rozwoju tych dotychczasowych — będziemy w stanie szybciej zwiększać sprzedaż zagraniczną, a tym samym więcej inwestować w Polsce, więcej płacić tu podatków i więcej zatrudniać. Jesteśmy najwięksi w UE, a nie czujemy się traktowani jak istotny element polskiej gospodarki.

3. ALKOHOLE MOCNE

Główny problem: poczucie dyskryminacji

Producenci wódki przekonują, że są traktowani gorzej niż wytwórcy innych alkoholi, zwłaszcza browarnicy, bo sposób naliczania akcyzy preferuje branżę piwną nawet wówczas, gdy ta produkuje piwo o wysokiej zawartości alkoholu. W przypadku piwa o wysokości podatku akcyzowego decyduje stopień Plato, czyli zawartość ekstraktu, a nie alkohol. Dlatego np. w przypadku mocnych piw niskiej jakości (a więc z niewielką zawartością ekstraktu) akcyza jest relatywnie niska. Branża spirytusowa wyliczyła wręcz, że gdyby policzyć akcyzę od zawartości alkoholu, jak w wódce, powinna być ona dla piwowarów 2,7 razy wyższa niż obecnie.

RYSZARD WORONOWICZ, rzecznik prasowy Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy

Nasz główny apel do polityków i urzędników to taka zmiana prawa, która zrówna podstawę naliczania akcyzy, a w perspektywie kilkuletniej doprowadzi do tego, żeby podatek akcyzowy na wszystkie alkohole był taki sam. Alkohol to alkohol bez względu na to, pod jaką postacią go spożywamy.

4. MLECZARSTWO

Główny problem: górki i dołki

Mleczarze żyją od hossy do bessy i od bessy do hossy. Hossa cenowa zawsze trwa za krótko, bessa się przedłuża. Do tego, jak podkreślają, nie są w stanie na jedną i drugą wpłynąć, bo to rynek globalny i nawet cena lokalnie dostarczanego sera dojrzewającego jest zależna od światowej ceny takiego produktu.

WALDEMAR BROŚ, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich

Potrzebujemy stabilizacji cen zbytu, np. poprzez przywrócenie mechanizmów interwencji na rynku mleka, takich jak wykup nadwyżek. Ponadto nierozwiązany jest problem dominacji sieci handlowych nad dostawcami. Handel dyktuje ceny, a ustawa o przewadze kontraktowej, która miała przeciwdziałać nieuczciwym praktykom i nadużywaniu pozycji rynkowej, nic tu nie zmieniła. Konieczne jest również wsparcie promocji spożycia mleka i przetworów na rynku krajowym.

5. SŁODYCZE

Główny problem: koszty, koszty, koszty

Producenci słodyczy od lat należą do przedsiębiorców najmniej narzekających na specyficzne, branżowe problemy. Wprawdzie obawiali się zalewu słodkich produktów z UE, ale tu sytuacja pozostaje unormowana, czy podatku od cukru — ale ten pozostał w sferze spekulacji.

MAREK PRZEŹDZIAK, prezes Polbisco Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych

Kluczowa dla nas jest stabilność i bezpieczeństwo, jeżeli chodzi o stanowienie prawa i prowadzenie działalności. Nie mam na myśli czegoś specyficznego dla branży, ale np. drastyczny wzrost kosztów energii elektrycznej. Nie produkujemy z dnia na dzień, tylko robimy dłuższe plany, również te inwestycyjne. Ważna jest więc dla nas również przejrzysta polityka funkcjonowania handlu — np. wolne niedziele odbiły się na tej części branży, która wytwarza słodycze impulsowe (np. batony). Im rzadziej konsument bywa w sklepie, tym rzadziej je kupuje. Oczywiście nie rozłożyło to branży na łopatki, ale negatywnie odbiło się na wynikach niektórych graczy.

6. ROLNICTWO

Główny problem: przetwórstwo i klęski

Rolnictwu od zawsze problemów nastręcza pogoda.Przechodzą od klęski urodzaju w jednym roku do nieurodzaju w kolejnym. Narzekają na dociskające ich punkty skupu surowców i przetwórców, którzy nie liczą się z kosztami produkcji, tylko zaniżają stawki za towar, tłumacząc to grą popytu i podaży.

MARIAN SIKORA, przewodniczący Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych

Rolnikom potrzeba mniejszej zależności od przetwórców. Chcemy przy pomocy państwa kupić zakład przetwórczy, dzięki czemu moglibyśmy dostarczać na rynek produkty z większą wartością dodaną, a nie tylko surowce. Czekamy też na wprowadzanie idei umów kontraktacyjnych w życie — tzn. żeby przestały być tylko teorią i były ustalane ze związkami branżowymi, a nie pojedynczymi rolnikami, którzy mają mniejszą siłę negocjacyjną. Liczmy też na pomoc w ubezpieczaniu na okoliczność suszy itd. Dziś nie jesteśmy w stanie zapłacić stawek, których oczekują ubezpieczyciele, potrzebne jest ich urealnienie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu