Sprawdź, z kim robisz interesy

Dawid Tokarz
opublikowano: 2002-11-08 00:00

Dlaczego wielka spółka budowlana Energopol Trade i Emmerson, renomowany warszawski pośrednik na rynku nieruchomości, zdecydowały się robić interesy z ludźmi, na których ciąży wiele prokuratorskich zarzutów?

Pytania się mnożą: Czy przynajmniej niektóre z ponad dwustu osób odzyskają pracę, a kilkudziesięciu pechowców wprowadzi się do mieszkań, na które wpłacili oszczędności całego życia? Czy wierzyciele odzyskają choć część z prawie 20 mln zł, które winny jest im bankrut — Energopol Trade Olsztyn?

Olsztyńska prokuratura prowadzi śledztwo, które zapewne wyjaśni olbrzymie wątpliwości, narosłe wokół upadłości ETO. Trochę łatwiej będzie o odpowiedzi po 13 listopada, kiedy to XX Wydział Gospodarczy Sądu Okręgowego w Warszawie rozstrzygnie apelację, kluczową dla dalszych losów osiedla mieszkaniowego przy ul. Strumykowej na warszawskim Tarchominie.

W 1999 roku Energopol Trade zdecydował się zainwestować w tarchomińskie nieruchomości. Budowa osiedla przy Strumykowej okazała się złotym interesem — także dla wykonawcy, jego spółki córki, Energopolu Trade Olsztyn. Na początku. Po pogorszeniu koniunktury w branży budowlanej Energopol Trade przestał płacić swej olsztyńskiej spółce. Wierzytelności urosły w końcu do takich rozmiarów, że ETO przejęło nieruchomość na Tarchominie — w zamian za długi spółki matki. Ta operacja nie uśmierzyła jednak kłopotów ETO. Mimo że mieszkania sprzedawały się dobrze, firmie nadal brakowało pieniędzy na bieżące finansowanie inwestycji.

— W trudnej sytuacji rynkowej nie sposób finansować budowę tylko z wpłat od klientów. Trzeba mieć i inne źródła — najczęściej kredyt. To oczywistość, elementarz — twierdzi szef stołecznego biura handlu nowymi mieszkaniami.

Problem w tym, że — jak wynika z naszych wiarygodnych informacji (do ówczesnego prezesa ETO Sławomira Tyburskiego, mimo wielokrotnych prób, nie udało nam się dotrzeć) — kilka banków pod koniec 2001 r. odmówiło kredytu olsztyńskiej spółce. ETO próbował jeszcze szukać nabywcy całej inwestycji. Bez skutku.

Partnerem ETO stał się znany warszawski pośrednik w handlu nieruchomościami — firma Emmerson, która miała wyłączność na sprzedaż mieszkań przy Strumykowej. Właśnie do Emmersona zgłosili się — jesienią 2001 r. — Adam N. i jego żona, Anna S.-N., podając się za reprezentantów niemieckiej firmy Profilhaus, wznoszącej biurowce i mieszkania z wykorzystaniem nowoczesnej technologii profili mieszkalnych. Marek Krajewski, szef Emmersona, skojarzył ich z ETO. Wkrótce Profilhaus Trockenbausysteme Polska zobowiązał się dostarczyć technologię budowy mieszkań i biur, pożytkującą profile, które produkowałby ETO. Te przedsięwzięcia plus wykonawstwo innych inwestycji miało zapewnić olsztyńskiej spółce górę pieniędzy. Emmerson zarabiałby na późniejszej sprzedaży lokali.

Kilku naszych rozmówców — poszkodowanych — uznaje, że Marek Krajewski — „promotor” małżeństwa N. — także przyczynił się do upadłości olsztyńskiej firmy. Nie sprawdził ani ich wiarygodności, ani ich poprzednich interesów — a przecież już wówczas szczecińska prokuratura prowadziła przeciw nim dochodzenie. I za tę elementarną niedbałość winien odpowiedzieć...

— Może wykazałem się za małą czujnością co do kontrahentów... Ale nasz partner — Energopol Trade Olsztyn — był w bardzo fatalnej sytuacji finansowej i współpraca z Profilhausem Polska wydawała się wyjściem z kryzysu. Jedynym! Państwo N. snuli zresztą ambitne plany — nowych osiedli na Tarchominie i w Młocinach czy też apartamentowca w Konstancinie. Zamierzali także przejąć nieruchomość po jednym z upadłych stołecznych deweloperów — broni się Marek Krajewski.

Nieuchwytny dawny preses ETO Sławomir Tyburski rzecz jasna także nie wyjaśnił, dlaczego nie zweryfikował przeszłości partnerów — małżeństwa N., co było przecież jego obowiązkiem. Co najmniej lekkomyślność...

Jak bardzo Marek Krajewski mylił się w ocenie biznesowych partnerów niech świadczą informacje, do których udało nam się dotrzeć w Szczecinie, gdzie państwo N. robili interesy kilka lat.

— Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód prowadzi kilka spraw, w których Anna S.-N. i Adam N. są podejrzanymi. Idzie głównie o przywłaszczenie wartych kilka milionów złotych przedmiotów leasingu i oszustwa. Grozi im kara do 10 lat pozbawienia wolności. Anna S.-N. jest ścigana listem gończym, a Adam N. — po postawieniu zarzutów — pozostaje pod dozorem policji — mówi Anna Gawłowska-Rynkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Nasze źródła informują, że przestępstw dokonywano pod szyldem nie tylko Profilhaus Polska, ale i agencji reklamowej SG&R (jeszcze kilka lat temu organizatora turniejów i bali golfowych m.in. w podwarszawskim Rajszewie i pomorskim Kołczewie). Owcześni współpracownicy państwa N. nie wspominają ich dobrze.

— Działali z rozmachem... Do pewnego momentu. Potem raptem zniknęli, zostawiając spore długi — mówi przedstawiciel First Warsaw Golf and Country Club.

Niemal identyczne zdania usłyszeliśmy od innych ludzi i firm, którzy spotkali małżeństwo N. na swojej drodze. Co ciekawe, pod żadnym z adresów, które podawali jako siedziby swoich firm, para ta jest nieosiągalna. Nic dziwnego, zważywszy, że np. Profilhaus Polska długo miał siedzibę w warszawskim Hotelu Europejskim. W poszukiwaniu państwa N. przeczesaliśmy z pół kraju: Szczecin, Częstochowę, Warszawę... — ale ani pod adresami ich firm, ani pod wieloma domowymi nie udało się ich odnaleźć. Do czasu (patrz: wywiad).

Marek Małecki, pełnomocnik państwa N., sądzi, że nie popełnili przestępstw, które zarzuca im szczecińska prokuratura.

— W tamtejszej prokuraturze złożyłem dokumenty, potwierdzające niewinność pani Anny S.-N. Postępowanie jest tam na takim etapie, że moja mocodawczyni gotowa jest złożyć obszerne wyjaśnienia osobiście. Jestem przekonany, że po analizie zebranych faktów i przesłuchaniu świadków prokuratura odstąpi od listu gończego... — mówi adwokat Małecki.

Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że toczy się jeszcze kilka prokuratorskich dochodzeń, badających interesy państwa N. — m.in. we Wrocławiu.

28 stycznia 2002 z inspiracji państwa N. — twierdzą nasi informatorzy — powstała spółka BCB Bausysteme Development Strumykowa 2001. Udziały objął ETO — 99,8 proc., oraz Marek Krajewski — 0,2 proc. W skład pierwszego zarządu weszli: Marek Krajewski oraz prezes ETO — Sławomir Tyburski. 15 lutego 2002 r. doszło do umowy sprzedaży udziałów ETO w BCB. Ochotę na nie miał Profilhaus Polska: zobowiązał się zapłacić za 99,8 proc. akcji spółki 4 mln zł. Podpisano także drugi dokument — o zbyciu gruntu przy Strumykowej wraz z mieszkaniami, za co BCB (kontrolowane już przez Profilhaus Polska) powinno było zapłacić 20 mln zł. Przypomnijmy: to dzisiaj wysokość długu ETO.

Mamy wiadomości, że z tej kwoty na konto ETO wpłynęło do dziś zaledwie około 5 mln zł (głównie sumy, wpłacane przez przyszłych lokatorów i cesje wierzytelności). Kolejne terminy płatności za udziały w BCB i nieruchomość przy Strumykowej Profilhaus Polska odraczał. Emmerson wstrzymał zatem sprzedaż mieszkań, ekipa budowlana ETO zeszła z budowy, a prezes tej spółki zamierzał się wycofać ze współpracy z Profilhaus Polska.

28 maja 2002 r. doszło do zmiany zarządu w firmie matce ETO — stołecznym Energopolu Trade.

— Po objęciu stanowisk sprawdziliśmy kondycję wszystkich naszych spółek (w strukturze holdingu pozostaje ich kilkanaście — przyp. aut.). I zdecydowaliśmy się na wymianę zarządu Energopolu Trade Olsztyn. Nowo powołany prezes po przejrzeniu dokumentacji nie miał wyjścia —złożył w sądzie wniosek o upadłość spółki, a my zawiadomiliśmy prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez poprzednie władze firmy. Tyle mogę powiedzieć w tej sprawie... — mówi Józef Sapuła, prezes Energopolu Trade, który jeszcze w 2000 r. miał niewielki zysk przy przychodach wysokości prawie 400 mln zł (teraz spółka nie chce podać danych za 2001 r., ale przyznaje, że zarówno przychody, jak i wynik netto są znacznie gorsze).

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wpłynęło do olsztyńskiej prokuratury 3 lipca 2002 r.

— 3 sierpnia Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie, przy nadzorze Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Południe, wszczęła dochodzenie w sprawie działania — przez poprzednie władze ETO — na szkodę tej spółki w latach 2001-2002. Rozrastające się śledztwo powinno zakończyć się do końca roku — twierdzi Mieczysław Orzechowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Udało nam się dowiedzieć, że organa ścigania prowadzą śledztwo pod kątem nie tylko działania na szkodę spółki byłego prezesa Sławomira Tyburskiego, ale i wyłudzenia udziałów w BCB przez Profilhaus Polska.

— Nie chodzi zresztą tylko o zakup udziałów... Po zajęciu dokumentów BCB okazało się, że ze spółki tej do Profilhaus Polska wyprowadzono wielkie sumy, wpłacone przez przyszłych lokatorów budynku przy Strumykowej. Jak? Głównie poprzez ustanowienie bardzo wysokich wynagrodzeń dla często zmienianych członków zarządu (prezesami firmy był m.in. szczecinianin — wierzyciel Profilhausu Polska, a także... kierowca państwa N.). Podejrzewa się także, że pieniądze „wypłynęły” do Irlandii. Niejasny pozostaje też sposób odzyskania podatku VAT — twierdzi nasze dobrze poinformowane źródło.

Prokuratura bada również zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa fałszerstwa i wyłudzeniu mienia, jakiego miał się dopuścić w spółce BCB Sławomir Tyburski i inny członek zarządu tej spółki. Takie wniosek złożyli... państwo N.

Powołany w czerwcu 2002 r. zarząd ETO wypowiedział wszystkie umowy z Profilhaus Polska i próbował odzyskać kontrolę nad inwestycją przy Strumykowej. Po upadłości spółki (30 sierpnia 2002 r.) wysiłki te kontynuował wyznaczony przez sąd syndyk Tadeusz Grabowski. Odmówił rozmowy z nami, tłumacząc się dziwacznie dobrem powierzonego sobie bankruta.

Energopol Trade poręczył spółce zależnej kredyt (6 mln zł), który teraz przyjdzie mu spłacić. Bank już się o to upomniał.

— To dla nas wielka strata! Trzeba też pamiętać o społecznych konsekwencjach — ponad 200 osób straciło pracę w ETO, lokalne firmy budowlane także wpadły w tarapaty. No i ludzie, którzy mieli zamieszkać przy Strumykowej — niejednokrotnie wpłacili oszczędności życia, które mogą przepaść — martwi się przedstawiciel Energopolu Trade.

Marek Krajewski, prezes Emmersona, uważa jeszcze szczęśliwy finał za możliwy.

— Zaawansowanie budowy przy Strumykowej jest większe, niż wskazywałyby wpłaty przyszłych właścicieli. Jedynie ci, którzy uiścili tylko część należności, mają do uregulowania niemal 5 mln zł. Te pieniądze, sprzedaż pozostałych mieszkań i lokali użytkowych II etapu budowy czy ziemi pod III etap pozwoliłby uzyskać ponad 15 mln zł. A taka suma dałaby już syndykowi możliwość ukończenia inwestycji przy Strumykowej i — przynajmniej częściowego — zaspokojenia żądań wierzycieli — ocenia Marek Krajewski.

Według nieoficjalnych informacji ETO jest winne wierzycielom prawie 20 mln zł. Ponieważ syndyk nie chciał z nami rozmawiać, więc nie udało się nam ustalić, czy jego plany są zbieżne z kreślonymi przez Marka Krajewskiego. To jednak bardzo możliwe — radca prawny, reprezentujący przed sądem syndyka jest także pełnomocnikiem prezesa Emmersona (oraz byłego prezesa ETO — Sławomira Tyburskiego).

Pomysł wyjścia z sytuacji mają także państwo N.

— Zarząd spółki BCB i jej aktualni wspólnicy chcą doprowadzić budowę przy Strumykowej do końca. Dlatego mój klient zawarł umowę o generalne wykonawstwo z Przedsiębiorstwem Budownictwa Uprzemysłowionego Północ, które już od ponad dwóch tygodni prowadzi prace budowlane. Zarząd BCB jest także blisko porozumienia z prawnikami, reprezentującymi tych, którzy wpłacili pieniądze na mieszkania — twierdzi Marek Małecki.

— To nie tak... Rzeczywiście prowadzimy rozmowy, ale jednocześnie z dwiema stronami: państwem N. i syndykiem. Jakiekolwiek porozumienie będzie możliwe dopiero po decyzji sądu z 13 listopada. Wtedy rozstrzygnie się, kto jest właściwie prawnym właścicielem BCB — oponuje adwokat Piotr Świątkowski, jeden z czterech prawników reprezentujących interesy 76 niedoszłych lokatorów nieruchomości przy Strumykowej, już kilka miesięcy bezskutecznie oczekujących na decyzje w sprawie ich mieszkań.

13 listopada właśnie stołeczny sąd okręgowy rozpatrzy apelację pełnomocników państwa N. od decyzji sądu rejonowego, który w lipcu odmówił wpisu do akt rejestrowych spółki BCB nowych wspólników i zarządu tej firmy (chodzi o Profilhaus Polska i ludzi, wyznaczonych przez to małżeństwo). Sąd rejonowy argumentował, że umowę zakupu udziałów w BCB przez Profilhaus (15 lutego 2002 r.) zawarto przed datą wpisania tej spółki do Krajowego Rejestru Sadowego (8 marca 2002 r.). To, zdaniem sądu, zgodnie z kodeksem spółek handlowych, przesądziło o nieważności dokumentu. A zatem spółka Profilhaus Polska nie była wspólnikiem BCB. Wobec tego nie mogła zmienić zarządu 2 i 17 kwietnia — głosi decyzja sądu rejonowego.

Z taką interpretacją nie zgadza się adwokat Marek Małecki, pełnomocnik Profilhaus Polska i państwa N.

— Umowa nabycia udziałów w BCB przez Profilhaus Polska była warunkowa — stawała się skuteczna w momencie rejestracji spółki w Krajowym Rejestrze Sądowym. Zarówno praktycy, jak i doktryna prawnicza uznają takie rozwiązanie za dopuszczalne... Poza tym — moim zdaniem — referendarz w sądzie rejestrowym nie ma uprawnień do badania ważności umowy zbycia udziałów — twierdzi Marek Małecki. I dodaje, że takie uprawnienia ma sąd gospodarczy.

Według nieoficjalnych informacji, syndyk próbuje unieważnić umowę zawiązania spółki BCB przed sądem gospodarczym. Stara się też o przepisanie na pozostający w upadłości ETO hipoteki działki przy ul. Strumykowej.

— Mam nadzieję, że 13 listopada nie okaże się dla nas pechowy i rzeczywiście będzie to początek szczęśliwego końca tej historii — liczy jeden z mieszkańców, którego napotkaliśmy przy ul. Strumykowej.

Zobaczymy.