Sprawy ważne nieszczególnie

opublikowano: 12-11-2013, 00:00

Przy okazji gruntujących polityczne podziały obchodów Narodowego Święta Niepodległości ożył problem relacji machiny państwa do jego obywateli.

Okazją stało się odrzucenie przez Sejm niemal w wigilię święta, stosunkiem głosów 232:222, obywatelskiego wniosku o przeprowadzenie referendum oświatowego.

Konstytucja RP łączy literę referendalnego prawa z jego duchem. Art. 125 przewiduje przeprowadzanie referendum ogólnokrajowego „w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa”. Podkreślam znaczenie „szczególności”. Referendum może zarządzić m.in. Sejm, przyjmując bezwzględną większością głosów wniosek podpisany przez co najmniej pół miliona wyborców. Kapitalne znaczenie mają przepisy przeciwdziałające wypaczaniu woli sygnatariuszy. Po przyjęciu wniosku, późniejsza techniczna uchwała Sejmu nie może na karcie do głosowania zmieniać merytorycznej treści pytań. Nie głosuje się żadnych propozycji poprawek, w tym również ewentualnych autopoprawek wnioskodawców.

To procedura wyjątkowa, niespotykana przy jakiejkolwiek innej ustawie czy uchwale. Każdy inny projekt poddawany jest w Sejmie obróbce i w wersji końcowej często istotnie różni się od wyjściowej. Później dochodzą jeszcze poprawki Senatu. Tymczasem referendum procedowane jest zero-jedynkowo. Sto procent wpływu na treść mają autorzy pytań, będący zarazem zbieraczami podpisów. Zabezpiecza to przed zmanipulowaniem woli obywateli przez polityków, ale zarazem nakłada na inicjatorów referendum ogromną odpowiedzialność. Muszą przestrzegać zasady „szczególnego” znaczenia dla państwa, wykazać się wiedzą prawniczą, logiką i precyzją sformułowań, dbałością o finanse publiczne itd.

Niestety, inicjatorzy referendum oświatowego pod ciężarem tej odpowiedzialności padli na łopatki. Ich wniosek trafi do akademickich podręczników jako przykład wypaczenia idei referendum. Początkowe hasło inicjatywy brzmiało „Ratuj maluchy”, ale zostało uzupełnione dopiskiem „…i starsze dzieci też” oraz dodatkowymi pytaniami. 99,9 proc. debaty społecznej, zaangażowania sygnatariuszy wniosku oraz starć polityków dotyczyło pytania: „Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?”.

Ale przecież identyczną wagę prawną miały cztery dodatkowo przemycone: „Czy jesteś za zniesieniem obowiązku przedszkolnego pięciolatków?”, „Czy jesteś za przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów?”, „Czy jesteś za stopniowym powrotem do systemu: 8 lat szkoły podstawowej plus 4 lata szkoły średniej?”, „Czy jesteś za ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli?”. Rozbiór logiczny miażdży ich chaotyczność i niejasność. Takie wycinkowe pytania można byłoby stawiać setkami w każdej dziedzinie życia i organizować referenda co niedzielę.

Referendum ogólnokrajowe jest ważne, gdy bierze w nim udział więcej niż połowa uprawnionych. Gdyby Sejm zatwierdził w piątek wniosek ze wszystkimi pytaniami (a innego nie mógł!), głosowanie skończyłoby się frekwencyjnym blamażem i kompromitacją idei referendum na lata. To szczęście dla Polski, że tak chaotyczny projekt trafił do kosza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu