Branża jubilerska ma szansę na rekordowy, czwarty kwartał. Najlepiej o tym wiedzą przedstawiciele trzech największych firm biżuteryjnych z Poznania: Apart, Yes i należący do giełdowej grupy Vistula Wólczanka, W. Kruk.
— Nie spodziewaliśmy się takiego popytu w tak niepewnym dla gospodarki czasie. Okazało się jednak, że Polacy traktują złoto jako bezpieczną lokatę kapitału. Naiwnością byłoby jednak ignorowanie kryzysu — mówi Krzysztof Madelski, prezes firmy Yes.
Negatywnych zmian, w związku ze światowym załamaniem gospodarki, na razie nie odczuł również Wojciech Kruk, założyciel W. Kruka.
— Zauważamy większe niż jeszcze kilka miesięcy temu, zainteresowanie brylantami. Myślę, że część Polaków, przestraszona niebezpiecznymi lokatami, w ten sposób chroni swój majątek — mówi Wojciech Kruk.
Kryzysoodporni?
Według szacunków w ubiegłym roku wartość
polskiego rynku jubilerskiego wyniosła 1,7 mld zł. Tegoroczna prognoza zakładała
15-procentowy wzrost. Jest realna?
— Jestem spokojny o realizację prognoz, zarówno jeśli chodzi o naszą firmę, jak i całą branżę, bo zahamowanie popytu jeśli w ogóle, to dotrze do nas z opóźnieniem, pewnie w pierwszym kwartale przyszłego roku — twierdzi Krzysztof Madelski.
Yes na koniec tego roku liczy na 140 mln zł obrotu i 9 mln zł zysku netto.
Spadków nie przewiduje też największy gracz na rynku, Apart, który w ubiegłym roku miał 313 mln zł przychodów i według nieoficjalnych informacji ponad 30 mln zł zysku.
— Zbliża się okres świąteczny, który zawsze jest dla branży jubilerskiej bardzo pomyślny — mówi Piotr Rączyński, prezes Apartu.
O wynikach na razie nie chcą mówić przedstawiciele W. Kruka.
— Grudzień jest najważniejszym miesiącem i wtedy się tak naprawdę okaże, czy spowolnienie dotknęło nas czy faktycznie ominęło — mówi Wojciech Kruk.
(Nie)poprawni optymiści
Mimo respektu do rynku,
poznańscy jubilerzy patrzą w przyszłość przez różowe okulary.
— W porównaniu z innymi branżami, rynek jubilerski jest daleki od nasycenia, więc trochę niezależnie od zewnętrznej sytuacji przez kilka lat konsumpcja będzie rosnąca — mówi Krzysztof Madelski.
— Nawet jeśli gospodarka zwolni, to przez kilka kolejnych lat przychody jubilerów będą rosły ponad rynek, bo w Polsce nadal jest to niszowa branża — mówi Wojciech Kruk.
A jeśli klienci zaczną jednak zaciskać pasa?
— Wprowadzimy nowe, tańsze linie biżuterii — mówi Krzysztof Madelski, prezes Yes.
Do końca roku w Polsce ma działać 73 salonów z logo Yes, a rocznie ma przybywać po kilkanaście sklepów. Z kolei W. Kruk, który w ubiegłym roku miał 123 mln zł przychodów, 15,2 mln zł zysku i 52 salony, rozważa wprowadzenie drugiej, tańszej marki i sieci z biżuterią. Zarząd firmy Apart, która ma 125 salonów, nie szykuje nowości, planuje jak dotąd nadal otwieranie kilkunastu placówek rocznie i jedyne zagrożenie realizacji planów widzi w nieterminowym oddawaniu centrów handlowych do użytku.