Stalowe oszustwa biją w uczciwych

Przestępcy wciągają nas w proceder wyłudzania VAT – alarmują dostawcy wyrobów stalowych. I ostrzegają odbiorców przed „skażonymi” fakturami

Dystrybutorzy wyrobów hutniczych mają coraz większy problem z funkcjonowaniem na rynku stalowym. Z jednej strony rynek jest dezorganizowany przez oszustów, z drugiej — kontrole skarbowe dręczą głównie legalnie działające firmy.

— Kiedy głośno zaczęliśmy mówić o sprawie wyłudzania VAT na rynku dystrybucji prętów zbrojeniowych, jako branża ściągnęliśmy sobie na głowę kontrolę urzędów skarbowych. Dziś nękają one niemal wszystkie firmy z sektora — mówi Iwona Dybał, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali (PUDS).

Skomplikowane i niejednoznaczne przepisy podatkowe powodują, że wielu przedsiębiorców obawia się posądzenia o łamanie prawa.

— Jeśli dystrybutor działający na rynku sprzeda wyroby hutnicze i odliczy VAT, a okaże się, że przy wcześniejszych transakcjach handlowych dotyczących tego wyrobu VAT odliczały firmy-słupy, to faktura legalnego dystrybutora jest tzw. fakturą skażoną. Nie ma on prawa do odliczenia podatku i podczas kontroli skarbowej może być pociągnięty do odpowiedzialności — przestrzega Iwona Dybał.

Problem dotyczy nie tylko stalowego rynku.

— Firmy wyłudzające VAT celowo próbują włączyć w obrót nieświadomych, legalnie działających, dostawców, by uwiarygodnić swój proceder. Do finalnych odbiorców na rynku sprzedają stal nawet 20 proc. taniej od cen rynkowych, a profesjonalnie działającym dystrybutorom — we wtórnym obrocie — proponują na przykład 2-procentowy upust, by uśpić ich czujność — twierdzi szefowa PUDS.

Łańcuch dostaw

PUDS przygotował szczegółowe opracowanie, w którym pokazuje, na czym polega proceder wyłudzania VAT, oraz przedstawił kilka pomysłów, jak bronić się przed „wkręceniem” w podatkową karuzelę. Jej mechanizm działa tak.

— Podatnik VAT mający siedzibę w jednym z krajów członkowskich Unii Europejskiej (spółka A) sprzedaje towary podatnikowi z innego kraju członkowskiego (spółka B). Wewnątrz-wspólnotowa dostawa towarów z A do B jest opodatkowana w kraju A zerową stawką VAT — tłumaczą przedstawiciele PUDS.

Spółka B, którą dystrybutorzy nazywają też znikającym handlowcem, musi wykazać w swoim kraju VAT z tytułu wewnątrzwspólnotowego nabycia od A (organizator przestępstwa) i sprzedać towar spółce C, która jest buforem i wcale nie musi być świadoma, że została włączona w przestępczy handel. C działa w tym samym kraju co B. B nabywa prawo do odliczenia VAT, więc zgarnia kasę z podatku i kiedy już wyłudzi dostatecznie dużą ilość pieniędzy — znika.

Nigdy nie składa też żadnych deklaracji podatkowych i nigdy nie płaci VAT. Bufor natomiast sprzedaje towar firmie D, która płaci VAT, ale sprzedaje towar do firmy A i znów go odlicza. A ponownie sprzedaje towar do B i karuzela się kręci. A fiskus, producenci i dystrybutorzy tracą krocie.

— Firmy z branży szacują, że z powodu tego procederu ich sprzedaż jest niższa nawet o 40 proc. — mówi Iwona Dybał. Gdyby nielegalny handel nie kwitł, legalni dystrybutorzy mogliby sprzedać rocznie nawet 500 tys. ton prętów budowlanych więcej (obecne zużycie to 1,2 mln ton), dzięki czemu ich przychody byłyby o 1,5 mld zł wyższe — szacuje PUDS.

Uwaga — przestępca

PUDS przestrzega także swoich odbiorców. Oni również są narażeni na wciąganie w podatkową karuzelę.

„Elementem weryfikacji transakcji jest porównanie oferty z cenami rynkowymi oraz dokładna analiza świadectwa jakości (atest). W przypadku, gdy ceny są zaniżone w stosunku do cen rynkowych, w szczególności gdy kontrahent oferuje wyroby poniżej ceny producenta, możemy narazić się na zarzut świadomego uczestnictwa w oszustwie podatkowym. Często superokazja może stać się przyczyną poważnych problemów karno-skarbowych” — czytamy w apelu PUDS.

Duże firmy drogowe wierzą, że handlują tylko z legalnymi dostawcami, bo małe firmy-krzaki nie są w stanie zrealizować ich dużych zleceń. — Nasza grupa zamawia rocznie 75 tys. wyrobów stalowych. Małe, nieznane firmy nie są w stanie zaspokoić takiego popytu, więc handlujemy tylko z dużymi firmami — twierdzi Krzysztof Kozioł, rzecznik Budimeksu.

— Tylko do budowy obwodnicy Gdańska kupiliśmy 20 tys. ton wyrobów — mówi Mateusz Gdowski, rzecznik Bilfinger Berger Budownictwo.

— W takich przypadkach handel jest czysty, bo firma składa duże zlecenie, u jednego znanego dostawcy. Towar z huty trafia właściwie prosto na budowę lub jest przetwarzany w zakładzie produkującym zbrojenia budowlane. Ale przy transakcjach wymagających kompletowania różnorodnych wyrobów dystrybutorzy muszą się posiłkować zakupami na rynku wtórnym, i wówczas nie wiadomo, czy towar nie jest obarczony „skażoną” fakturą. Coraz częściej też firmy-słupy próbują bezpośrednio dotrzeć do końcowego odbiorcy. Wielu deweloperów coraz częściej mówi, że ma kontrahenta, który oferuje im pręty o 200 zł taniej za tonę niż aktualna cena rynkowa. Mówię im: kupujcie, tylko żeby wasz zysk nie zamienił się w stratę, kiedy przyjdzie kontroler skarbowy — mówi anonimowo jeden z przedstawicieli dystrybutorów wyrobów stalowych.

Złom na wagę złota

Minął rok od zmiany przez rząd przepisów dotyczących opodatkowania złomu. Obecnie VAT od obrotu płaci tylko ostateczny odbiorca, czyli np. huta. Skala wyłudzeń VAT w handlu złomem była szacowana na 300-400 mln zł rocznie.

Dzięki zmianie przepisów proceder został niemal całkowicie wyeliminowany. Życie nie znosi jednak próżni. Firmy wyłudzające VAT przerzuciły się na wyroby stalowe i półwyroby z aluminium czy miedzi. Próbują także obchodzić przepisy dotyczące opodatkowania złomu, usiłując klasyfikować ten surowiec jako wyrób czy półwyrób.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Stalowe oszustwa biją w uczciwych