Początek roku zdefiniowany został przez słowa Christine Lagarde, prezes EBC sprzed trzech tygodni:
„Mamy do czynienia ogromną niepewnością, niektórzy wręcz mówią o bezprecedensowej niepewności (ang. phenomental uncertainty - red.)". W ciągu kilku tygodni możemy być świadkami początku recesji, ale również dobrze możemy stać u progu mocniejszego ożywienia, szczególnie w Europie. W sensie politycznym świat dawno nie był tak niestabilny jak obecnie, ale w sensie ekonomicznym widać wiele sygnałów normalizacji po bardzo zmiennych latach. Wszystko wygląda jak rzut monetą. Ja zakładam, że ona nie spadnie na recesyjną stronę.
A oto pięć zjawisk makroekonomicznych w Europie i w Polsce moim zdaniem wartych szczególnej uwagi na przełomie kwartałów.
1) Ożywienie przemysłowe walczy z wojną handlową
W pierwszych miesiącach roku widać było wiele sygnałów ożywienia w sektorze przemysłowym na świecie. Rosły indeksy PMI, z różnych branż docierają sygnały o przełamaniu negatywnych trendów w zakresie zamówień. Prezes Siemens Polska Maciej Zieliński mówił w wywiadzie dla Pulsu Biznesu: „Obserwujemy przyspieszenie już od ostatnich miesięcy zeszłego roku (…). Firmy, z którymi współpracujemy, zaczęły zamawiać nowe maszyny, linie produkcyjne”.
Kłopot polega na tym, że jednocześnie wojna handlowa przybiera rozmiary większe od oczekiwań. Jeszcze w styczniu na rynkach panowało przekonanie, że cła będą rosły, ale w umiarkowanym tempie, a tymczasem Donald Trump podnosi je radykalnie. To zaburza przewidywalność i wpłynie negatywnie na inwestycje.
Jak skończy się to starcie? Moje założenie jest takie, że wojna celna nie wywoła recesji czy stagnacji. Z dwóch powodów. Po pierwsze, w pewnym momencie Doland Trump zacznie ustępować, bo już teraz widać negatywny wpływ jego decyzji na popyt konsumencki Amerykanów. Po drugie, w UE reakcją na wojnę celną w krótkim okresie będą niższe stopy procentowe i wyższe wydatki publiczne.
2) Europa zyskuje zaufanie inwestorów, choć z trudem dźwiga tę rolę
W pierwszych trzech miesiącach roku europejskie indeksy giełdowe rosły, a amerykańskie spadały. Inwestorzy szukali szans w spółkach przecenionych przez trzy lata kryzysu energetycznego. Gra toczyła się o to, że europejskie dane makroekonomiczne zaczną zaskakiwać wkrótce na plus, a amerykańskie na minus. Zyskiwały szczególnie banki, operatorzy logistyczni, firmy z branży lotniczej i obronnej, przetwórcy metali, producenci materiałów budowlanych. Wszystko wygląda na grę pod wzmożone inwestycje publiczne.
Problem polega na tym, że wciąż wiele ważnych branż nie załapało się na tę falę optymizmu. Wśród nich jest motoryzacja, serce europejskiego przemysłu. Na razie inwestorzy grają scenariusz przyszłości, a nie bieżące ożywienie.
Czy w drugim kwartale uda się podtrzymać ten relatywny optymizm Europy? Zakładam, że tak, ponieważ Stary Kontynent ma więcej możliwości reakcji na ewentualną dekoniunkturę wywołaną wojną celną niż USA. W UE będzie to impuls dezinflacyjny, umożliwiający obniżenie stóp, w USA impuls inflacyjny, wiążący ręce bankowi centralnemu.
3) Niemcy chcą przemodelować gospodarkę
Dawno nie było tak dużej zmiany w niemieckiej polityce gospodarczej. Kanclerz in spe Friedrich Merz zapowiedział duży wzrost wydatków na inwestycje infrastrukturalne i obronę narodową. Zaś kończący kadencję Bundestag dokonał zmian w konstytucji, które wyłączą część wydatków obronnych z reguł limitujących zadłużenie publiczne. 8 marca doszło do nadzwyczajnego wydarzenia: największego wzrostu rentowności niemieckich obligacji od dokładnie 35 lat. Wtedy, u progu zjednoczenia, inwestorzy wyceniali ogromny wzrost wydatków związanych z połączeniem RFN i NRD. Teraz wyceniają ogromny wzrost wydatków związanych z chęcią Niemiec, by zredukować zależność polityczną i ekonomiczną od USA.
Czy stoimy u progu znacznego przyspieszenia niemieckiej gospodarki? Jeszcze nie. To będzie stopniowy proces, Niemcy niczego nie robią raptownie. Pierwsze salwy polityczne wybrzmiały i wywołały skutek po stronie oczekiwań, ale realne ożywienie będzie odbywało się stopniowo. W tym roku wzrost PKB Niemiec nie przekroczy 0,5 proc. i dopiero w przyszłym roku ma szansę wrócić na historyczną trajektorię ok. 1,2 proc.
4) Polska rośnie poniżej trendu i czeka na falę inwestycji
Wzrost gospodarczy w Polsce raczej nie podniósł się w pierwszym kwartale. Czyli wynosi lekko powyżej 3 proc. rok do roku. Nie mamy jeszcze danych z całej gospodarki, ale statystyki dotyczące przemysłu, budownictwa i handlu nie wskazują na jakąś znaczącą zmianę trendów w porównaniu z ostatnim kwartałem zeszłego roku. Najwięcej pozytywnych rzeczy dzieje się w budownictwie, które wychodzi z okresu obniżonych inwestycji publicznych i mieszkaniowych. Lepsze nastroje panują w przetwórstwie, ale jeszcze nie widać tego w wolumenach produkcji.
Najważniejszym zjawiskiem w polskiej gospodarce ma być duże ożywienie inwestycyjne, wiedzione wydatkami z Krajowego Planu Odbudowy. Ale ono się cały czas przesuwa, teraz oczekiwane jest w drugiej połowie 2025 r. Niektórzy liczą, że podniesie wzrost gospodarczy do 4 proc., ale to będzie trudne.
5) Inflacja w Polsce wyraźnie ustępuje
Dużo za to dzieje się w polskiej gospodarce jeśli chodzi o ceny. Dynamika płac jest coraz niższa i wkrótce wróci do historycznej normy. Hamowanie widać też we wskaźnikach inflacyjnych. Wstępne dane GUS sugerują, że inflacja bazowa – bez żywności i energii – mogła w lutym spaść do 3,5 proc., czyli najniższego poziomu od połowy 2021 r. Widać, jak z opóźnieniem działają wysokie stopy procentowe.
Czy NBP będzie skłonny do reakcji i redukcji stóp? Na razie nie. Prezes Adam Glapiński przez ostatnie cztery miesiące powtarzał, że nie ma przestrzeni do obniżenia kosztu pieniądza. Jego zdaniem powrót inflacji do celu banku (2,5 proc.) będzie bardzo długi. Zanim zmieni zdanie, musi minąć kilka miesięcy, więc redukcja stóp może nastąpić dopiero w drugiej połowie roku.
