Stany Zasiłkowe Ameryki

opublikowano: 04-05-2021, 20:00

Najnowsze dane o budżetach domowych Amerykanów pokazały, że transfery socjalne stanowiły ponad jedną trzecią dochodów amerykańskiego konsumenta

W wielu umysłach zakorzeniony jest stereotyp, że Stany Zjednoczone są ostoją„wilczego kapitalizmu”, państwa minimum i indywidualnej odpowiedzialności za własne życia. Cóż, tak już od dawna nie jest. Od pół wieku Ameryka powoli przeistacza się w państwo coraz bardziej „opiekuńcze”. Ale jeszcze nigdy wcześniej „kapitan państwo” nie opiekował się Amerykanami tak intensywnie, jak to czyni teraz.

Ameryka zasiłkami stoi

W marcu 2021 r. annualizowane (czyli tyle wyniosłyby przez 12 miesięcy, gdyby w następnych miesiącach utrzymałby się wynik z marca) dochody Amerykanów wyniosły 24,2 bln USD – poinformowało rządowe Biuro Analiz Ekonomicznych.

Oznacza to, że dochody gospodarstw domowych w USA były o 29 proc. wyższe niż rok wcześniej. Aby uświadomić sobie skalę tego wyniku, trzeba powiedzieć, że do roku 2020 palmę pierwszeństwa dzierżyły 12-procentowe zwyżki osiągnięte w silnie inflacyjnym otoczeniu gospodarczym lat 70. i początku lat 80. XX wieku. Rekordy te zostały podbite dopiero w kwietniu 2020 (+14,3 proc. r/r) oraz styczniu 2021 (+13,3 r/r).

Czy to oznacza, że w USA mamy do czynienia z takim boomem gospodarczym, że Amerykanie dostają 30-procentowe podwyżki wynagrodzeń? Nic z tych rzeczy! W marcu 2021 r. niespełna połowa (49,5 proc.) dochodów gospodarstw domowych pochodziła z pracy. Za to aż 33,8 proc. stanowiły transfery otrzymywane od rządu.

Był to bowiem miesiąc, w którym na masową skalę ruszyło wypłacanie Covidowych zasiłków zafundowanych przez administrację prezydenta Joe’ego Bidena. Prawie każdy Amerykanin otrzymał od Departamentu Skarbu czek opiewający na 1400 USD Do tego doszła kolejna już federalna dopłata do zasiłków dla bezrobotnych, tym razem w kwocie 400 USD tygodniowo.

To już trzeci pakiet fiskalny w ciągu poprzednich 12 miesięcy. Według deklaracji rządzących ma on na celu wsparcie gospodarki zrujnowanej zeszłorocznymi lockdownami. Rok temu prezydent Donald Trump wypłacił Amerykanom po 1200 USD per capita, a na odchodnym dorzucił po 600 USD. Podobnie jak w przypadku pakietu Bidenowego pieniądze te zostały w znacznej mierze wykreowane przez Rezerwę Federalną, u której Departament Skarbu zaciągnął wielobilionowe pożyczki (a dokładnie wyemitował obligacje skarbowe, które Fed masowo skupuje od marca 2020 roku).

Stymulacja, o jakiej się nie śniło

Skala stymulacji fiskalnej i monetarnej w Stanach Zjednoczonych jest absolutnie bezprecedensowa. Od marca 2020 dług publiczny USA wzrósł o ok. 5 bln USD. dolarów. Rezerwa Federalna w ramach nielimitowanych operacji QE wykreowała blisko 3,7 bln USD utrzymując przy tym praktycznie zerowe stopy procentowe. Tylko w zeszłym roku budżetowym manko w kasie Białego Domu sięgnęło 3,1 bln USD, co stanowiło niemal 15 proc. PKB Stanów Zjednoczonych.

Tylko w czasie II wojny światowej Ameryka zadłużała się szybciej, niż to robi obecnie. Różnica jest jednak zasadnicza. 80 lat temu wydatki Wuja Sama finansowały ogromny wysiłek wojenny dający w zamian pełne zatrudnienie i dominację Stanów Zjednoczonych nad resztą świata. Teraz tsunami dolarów finansuje bezwarunkowe transfery socjalne, którymi Amerykanie płacą za towary sprowadzane z całego świata.

NEP po amerykańsku

Wszystko wskazuje na to, że na naszych oczach rodzi się nowa polityka ekonomiczna. O ile jednak leninowski NEP przywracał choć część mechanizmów rynkowych w sowieckiej gospodarce, o tyle obecna polityka gospodarcza Ameryki kieruje kraj w objęcia socjalizmu. W oficjalnych deklaracjach mowa jest o jednorazowych zasiłkach wypłacanych po to, aby rozruszać gospodarkę. Założenie jest takie, że gdy już Amerykanie zaczną wydawać pieniądze, to w reakcji na zwiększony popyt przedsiębiorcy zwiększą produkcję, do czego muszą zatrudnić ludzi i zwiększyć nakłady inwestycyjne.

To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
×
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Tyle teorii. W praktyce jest mało prawdopodobne, aby Covidowe zapomogi okazały się zdarzeniem jednorazowym. Zresztą już nim nie są, ponieważ mówimy o trzeciej fali fiskalnej stymulacji. Tak naprawdę Stany Zjednoczone już zastosowały politykę tzw. dochodu bazowego – czyli powszechnego zasiłku wypłacanego obywatelom za sam fakt istnienia. Trudno sobie wyobrazić, aby administracja Joe’ego Bidena i Partia Demokratyczna odmówiły swoim wyborcom kolejnych „stymulansów”. Ludzie bardzo łatwo przyzwyczajają się do łatwych pieniędzy. Tak samo jak cała amerykańska gospodarka, która „kręci się” tylko dlatego, że rząd i bank centralny „dosypują” do niej kilka bilionów dolarów rocznie.

Rzecz jasna skala fiskalnej stymulacji będzie musiała zostać ograniczona w kolejnych kwartałach. Nawet takie supermocarstwo jak USA nie może sobie pozwolić na wydawanie kwot dwukrotnie większych od tych, jakie zbiera z podatków (taki wynik osiągnięto w roku budżetowym 2020). Niemniej jednak presja na zwiększenie transferów socjalnych już uległa nasileniu i trudno oczekiwać jej złagodzenia.

Do lat 70. XX wieku transfery od rządu odpowiadały za mniej niż 10 proc. dochodów Amerykanów. W kolejnej dekadzie odsetek ten wzrósł do 12-13 proc. Po kryzysie w 2008 r. zwiększył się do 17 proc. Po koronakryzysie zapewne ustabilizuje się wyraźnie powyżej 20 proc.

Na razie problem ten nie zaprząta głów ani polityków, ani większości ekonomistów. Jednakże prędzej czy później coś trzeba z tym będzie zrobić. Sfinansować żądania elektoratu można tylko na dwa sposoby. Po pierwsze, można podnieść podatki, co zresztą administracja prezydenta Joe’ego Bidena niedawno zapowiedziała. Tyle że wyższe obciążenia podatkowe pogorszą konkurencyjność gospodarki i w długim terminie zredukują wzrost produktywności. Będzie więc mniej dochodu „do podzielenia” na coraz liczniejszą rzeszę Amerykanów nieprzywykłych do pracy. Po drugie, można spróbować utrzymać gigantyczny deficyt fiskalny. To jednak zmusi Rezerwę Federalną do zwiększenia programu skupu obligacji, aby nie dopuścić do gwałtownego wzrostu rynkowych stóp procentowych.

Jednakże zwiększenie QE po ustaniu stanu covidowego zagrożenia może doprowadzić do niekontrolowanej deprecjacji dolara i w konsekwencji wysokiej inflacji cenowej w Stanach Zjednoczonych. W rezultacie spadną realne dochody Amerykanów - zarówno tych pracujących jak i tych żyjących z transferów socjalnych. Byłoby to wejściem do błędnego koła kredytowanych wydatków rządowych prowadzących do długiego okresu stagflacji, z jakim w USA mieliśmy do czynienia w latach 70. Z tą różnicą, że Ameryka wchodzi w obecną dekadę z silniejszą postawą roszczeniową niż pół wieku temu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane