Używana odzież zalała Polskę w latach 90. Z biegiem lat to coraz marniejszy interes. Tylko pomysłowi przedsiębiorcy na nim nie stracą.
— Na początku sprzedawaliśmy używane ubrania z Niemiec na warszawskim placu Defilad. Codziennie ze wspólnikami rozkładałem je na łóżku polowym... Kiedyś podszedł do mnie biznesmen z firmy Dohmann i zaproponował współpracę. Niemcy chcieli zainwestować w Polsce w rozwój firmy z odzieżą używaną. Był kapitał, doświadczenie i dobry pomysł. I powstał Texpol — tak rok 1990 wspomina Andrzej Sztanka, prezes firmy z Tłuszcza.
Dziś Texpol ma trzy hurtownie i sortownie odzieży używanej, dwa zakłady przemysłowe oraz sieć 17 sklepów z tanimi ubraniami.
Sorty
Pierwszym krokiem było otwarcie hurtowni i sortowni odzieży w Tłuszczu. Transport przyjeżdżał z Niemiec — jak i dziś. Importowana odzież pochodzi ze zbiórek ulicznych, kontenerów i akcji różnych organizacji (m.in. Czerwonego Krzyża), za granicą jest dezynfekowana w komorach parowych, ma też certyfikat sanitarny.
— Towar transportujemy kilka razy w tygodniu tirami, mieszczącymi 20 ton ubrań. W Polsce go segregujemy: osobno rzeczy nadające się do sprzedaży (przyczepiamy metki z kodem kreskowym, ceną i rozmiarem), osobno surowiec dla zakładów przetwórczych — tłumaczy Andrzej Sztanka.
W 1992 roku firma wygrała przetarg na zakup upadającego zakładu przemysłowego Wtórpol w Kałuszynie. Wtedy zajęła się także przetwarzaniem surowców tekstylnych. I tym dziś głównie się zajmuje.
— Odpady — rzeczy zaplamione, rozerwane, zaciągnięte, zmechacone i niemodne — wykorzystujemy do produkcji czyściwa fabrycznego. Znajdują zastosowanie m.in. w przemyśle stoczniowym, motoryzacyjnym, hutnictwie. A do czego się ono przydaje? Choćby do mycia samochodów, przecierania szyb, lakierów, czyszczenia wałków drukarskich, różnych maszyn i ciężkiego sprzętu — wymienia prezes Texpolu.
80 proc. produkcji trafia na zachód Europy i Ukrainę.
Koło — kółko? — historii
Rzeczy, których Texpol nie może przerobić, sprzedaje jako półfabrykaty — głównie do Indii, Pakistanu i Unii Europejskiej. Tamtejsze zakłady przemysłowe używają ich do wytwarzania papieru (m.in. papowego), dywanów, wygłuszeń samochodowych i wypychania kołder.
Firma zajmuje się także zbiórką odzieży w kraju.
— Systemem kontenerowym — na Mazowszu. Rzeczy dezynfekujemy i segregujemy w hurtowni w Tłuszczu. Część trafia do sklepów z tanią odzieżą na wschodnich rynkach — jak w latach 90. robili to nasi zachodni sąsiedzi.... Pozostałe ubrania przydają się na czyściwo — opowiada Andrzej Sztanka.
