Start był kiepski, a jest jeszcze gorzej

Paulina Sztajnert
opublikowano: 14-07-2005, 00:00

W pierwszym półroczu na IKE zdecydowało się jedynie 86 tys. klientów. Jeśli w 2005 r. rynek powtórzy zeszłoroczny wynik, będzie to duży sukces.

Hurraoptymizm resortu polityki społecznej, który zakładał, że w minionym roku otworzonych zostanie minimum 1,5 mln indywidualnych kont emerytalnych (IKE), nadal nie udzielił się przyszłym emerytom. Co więcej — nikłe zainteresowanie nimi jeszcze słabnie. Przypomnijmy, że przez ostatnie cztery miesiące zeszłego roku, pierwsze miesiące istnienia IKE, zostało podpisanych 175,5 tys. umów.

Ginący gatunek

Tegoroczne dane są jeszcze bardziej przygnębiające. Pierwsze półrocze przyniosło zaledwie 86,4 tys. nowych umów. Po połowie roku liderem jest Pioneer Pekao Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych (PP TFI), który podpisał 25,3 tys. umów (w ubiegłym roku — 28,7 tys.). W sumie na kontach IKE w PP TFI zgromadzonych jest 119,45 mln zł.

— Taki wynik zawdzięczamy m.in. dużej sieci sprzedaży oraz faktowi, że w ramach IKE sprzedawane są fundusze, które cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Nie sądzę, aby sprzedaż drastycznie się zmieniła — mówi Adrian Adamowicz, dyrektor ds. sprzedaży Pioneer Pekao TFI.

Na drugiej pozycji jest nadal grupa PZU, która zebrała w pierwszym półroczu 15,7 mln zł, co przełożyło się na 35 mln zł aktywów. Na trzecim miejscu znalazło się PKO BP (14,09 tys. umów). Czwarty ING Nationale-Nederlanden (ING NN) z 13 tys. kont.

— W tym roku sprzedaż IKE jest zgodna z planami. Przewidujemy, że do końca roku, mimo niesprzyjających warunków w postaci braku zachęt, sprzedamy około 30 tys. IKE — twierdzi Beata Zduńczyk-Skup, rzecznik ING NN TUnŻ.

Zainteresowanie liczone w tysiącach umów odnotowały w tym roku jeszcze tylko: grupa Millennium — 5,17 tys. umów, KBC TFI — 3,5 tys., Generali — 2,8 tys., grupa Allianz — 2,2 tys., Skarbiec TFI —1 tys.

Magiczny argument

Nic nie wskazuje także na to, aby w drugiej połowie roku miał się zdarzyć cud.

— Niewykluczone, że pod koniec roku możemy odczuć lekkie przyśpieszenie. Sprzedawcy będą dążyć do wykorzystania rocznego limitu (każdy może wpłacić rocznie 3,6 tys. zł bez opodatkowania). To może także nieco zmobilizować klientów. Pobicie zeszłorocznego wyniku jest raczej niemożliwe. Byłoby dobrze, gdyby udało się dojść do ubiegłorocznego poziomu. Trzeba pamiętać, że nadal jest to produkt sprzedawany, a nie kupowany. I to raczej się nie zmieni — prognozuje Adrian Adamowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paulina Sztajnert

Polecane