Kończy 70 lat i ani myśli o emeryturze. Choć szron na głowie, choć nie to zdrowie, wciąż raz za razem ratuje świat.
Wejście miał mocne. Wdarł się do domu gubernatora, aby uratować skazaną niesłusznie na śmierć kobietę przed wykonaniem wyroku, potem uratował inną niewiastę przed maltretującym ją mężem. Wreszcie dał nauczkę oprychom nastającym na cześć Lois Lane. Taką historyjkę mogli obejrzeć czytelnicy pierwszego numeru „Action Comics” z czerwca 1938 r. Opowiastka, jakich w komiksach wiele. Lecz jej bohater okazał się niezniszczalny. I na komiksowym papierze, i w rzeczywistości.
Niechciany bohater
Historia Supermana zaczęła się od przyjaźni. Na początku lat 20. dziesięcioletni wówczas Joe Shuster przepro- wadził się z rodziną z Toronto do Cleveland w Ohio. W szkole poznał Jerome’a Siegela i połączyła ich przyjaźń, zamiłowanie do fantastyki oraz komiksy. Razem próbowali wydawać nawet pisemko, ale bez większego powodzenia. Współpracowali z wieloma wydawnictwami komiksowymi, tworząc kilka ciekawych postaci z Dr. Occultem na czele.
W 1933 r. pierwszy raz pojawił się bohater nazwany Supermanem, wówczas jako czarny charakter. Siegel uznał, że Superman powinien być dobrym facetem i namówił Szustera do stworzenia historyjki z nową postacią. W 1934 r. komiks był gotowy i zaczęty się schody. Wydawcy uznali historię za zbyt idiotyczną. Bohater spoczął w szufladzie.
Dopiero w 1938 r. dwóch biznesmenów przejęło wydawnictwo dla którego pracowali Siegel i Shuster (u góry). Postanowili zaryzykować i dać szansę tajemniczemu facetowi w niebieskich trykotach i w pelerynie. 1 czerwca 1938 r. „Action Comics” ukazał się w sprzedaży. Siegel i Shuster dostali 10 dolarów za stronę komiksu (historyjka w tym numerze miała 13 stron). Nieopatrznie — jak się później okazało — za owe 130 dolarów oddali wydawnictwu również prawa do postaci. Ale na razie wszyscy byli zadowoleni. Zwłaszcza Superman, przed którym otworzyła się wspaniała przyszłość.
Komiks to za mało
Historia nieśmiałego i nieco niezgrabnego dziennikarza Clarka Kenta, który w mgnieniu oka mógł przedzierzgnąć się w superbohatera o nadnaturalnych zdolnościach, zafascynowała komiksowy światek. Gwoli sprawiedliwości przypomnijmy, że nawet Superman musiał ciężko na swoje zdolności pracować — w pierwszych komiksach nie potrafił latać. Skakał wprawdzie na kilkaset metrów, ale przyznajmy, taki skok to — jak na Supermana — wynik dość kompromitujący.
W miarę jak jego zdolności krzepły, w komiksach pojawiali się coraz to trudniejsi i bardziej niebezpieczni przeciwnicy. Cóż, doskonałość nie od dziś budzi zawiść, więc przeciwników przybywało. Na początku lat 40. poja- wił się jeden z ulubionych wrogów Supermana — Lex Luthor.
Rosły jednocześnie ambicje Supermana. Po dwóch latach okazało się, że kartki komiksu to dla niego za mało. 12 lutego 1940 r. przygody Supermana zadebiutowały w radiu. Rok później rozpoczęto produkcję kreskówek z przybyszem z planety Krypton (Clark Kent poznał szczegóły swojego pozaziemskiego pochodzenia dopiero pod koniec lat 40.) W 1948 r. wkroczył triumfalnie na duży ekran. Chociaż od połowy lat 60. komiksy o superbohaterach traciły na popularności, Superman przetrwał w filmach i w niezliczonych serialach.
Wielki powrót
Przez dziesiątki lat historia o Supermanie obrosła tysiącami wątków. W połowie lat 80. właściciele praw do tej postaci — DC Comics postanowili odświeżyć postać i uporządkować historię. Nie uratowało to, niestety, popularności bohatera. Ten jednak nie byłby sobą, gdyby nie znalazł na to sposobu. Radykalnego.
W 1992 r. Superman umarł na skutek ran odniesionych w walce ze złowrogim Doomsdayem. Nic tak nie ożywia akcji jak trup, więc po kilku miesiącach, gdy zainteresowanie serią nieco wzrosło, powrócił w glorii chwały. Do komiksu i na duży ekran. I wciąż ciężko pracuje. Czy w takiej sytuacji można myśleć o emeryturze? Więc Clark Kent ponownie rozrywa sobie koszulę na piersiach i rusza, aby stawić czoła kolejnym złoczyńcom. Tak jak przed 70 laty.
