Stary odchodzi, nowy tuż-tuż

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 04-01-2007, 00:00

Szukanie na wariackich papierach szefa NBP nie powinno zachwiać rynkami. Szkoda, że wszystko dzieje się za pięć dwunasta.

Gdy Leszek Balcerowicz, jeszcze przez tydzień prezes Narodowego Banku Polskiego, odbierał wczoraj — w uznaniu szczególnych zasług dla rozwoju bankowości polskiej — nagrodę specjalną Związku Banków Polskich, nazwisko jego następcy wciąż nie było znane. Kancelaria prezydenta nie podała go też do momentu zamykania tego wydania „PB” (bieżące informacje na ten temat znajdą państwo na stronach www.pb.pl). Maciej Łopiński, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta, widział taką szansę jeszcze w środę.

— Sądzę, że prezydent do wieczora przedstawi swojego kandydata w piśmie do marszałka Sejmu — mówił Maciej Łopiński.

Problemy z PR

Ekonomiści uspokajają, że problemy z wyłonieniem prezydenckiego kandydata na szefa banku centralnego mają znaczenie raczej wizerunkowe i pozostają problemem bardziej ze sfery działań PR niż ewentualnego wpływu na rynki finansowe.

— Inwestorzy przyzwyczaili się do takiego sposobu prowadze- nia polityki i są spokojni. Choć lepiej byłoby, gdyby wybór kandydata nie odbywał się na wariackich papierach — uważa Marta Petka, ekonomistka Raiffeisen Banku.

Zdaniem Ryszarda Petru, głównego ekonomisty Banku BPH, zwlekanie z przedstawieniem kandydata wygląda niepoważnie.

— W krajach stabilnych, a nawet w Polsce sześć lat temu, taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Ta osoba powinna być znana od miesięcy, by jej zaprzysiężenie nie wywoływało nerwowości wśród inwestorów. Dziś rynek kompletnie nie ma pojęcia, kto zastąpi Leszka Balcerowicza. Oczekuję dużego zaskoczenia — mówi Ryszard Petru.

Rafał Benecki, ekonomista ING, uspokaja, że nawet ewentualna kilkudniowa zwłoka w nominowaniu nowego prezesa NBP nie zakłóci funkcjonowania banku centralnego.

— Mogłaby, gdyby istniała potrzeba zmian poziomu stóp procentowych. Ale dziś oczekiwania uczestników rynku na podwyżki raczej są odraczane — uważa ekonomista ING.

Jego zdaniam, problemy z wyłonieniem następcy Leszka Balcerowicza mają bardzo umiarkowany wpływ na rynki finansowe, bo inwestorzy postrzegają nas przez pryzmat fundamentów gospodarki i sytuacji na rynkach wschodzących. A te są dobre.

Mówić z głową

Ekonomiści spodziewają się, że kandydat prezydenta będzie im słabo znany (podobnie było w przypadku prof. Jana Sulmi-ckiego, który zrezygnował z kandydowania). To spowoduje, że rynki będą szukały jego publikacji i czekały na pierwsze wypowiedzi, z których będą chciały odczytać jego poglądy na temat m.in. polityki pieniężnej, wejścia Polski do strefy euro czy interwencji walutowych.

— Dobrze byłoby, gdyby kandydat o tym powiedział. Ważne jednak, by był przy tym oszczędny w słowach — dodaje Ryszard Petru.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane