Stoczniowa reaktywacja pod egidą państwa

Resort gospodarki morskiej szacuje polski popyt na statki na 25 mld zł. Pomoże firmom powalczyć o zlecenia.

Na terenie dawnej Stoczni Szczecińskiej działają obecnie przedsiębiorcy tacy jak Erbud czy Makrum, wykonujący konstrukcje na własne potrzeby. Paweł Brzezicki, wiceminister gospodarki morskiej, chce tam wznowić produkcję statków. Jak twierdzi, część majątku wydzierżawi pobliska Gryfia, by wspólnie walczyć o zamówienia. Rządowi urzędnicy wybrali tereny szczecińskiej stoczni do prezentacji nowych rozwiązań prawnych, które pomogą rozwinąć biznes na polskim Wybrzeżu. Zapotrzebowanie jest ogromne.

— W najbliższej dekadzie szacujemy tylko krajowy popyt na 25 mld zł, a możliwe jest przecież także pozyskiwanie zleceń zagranicznych — twierdzi Paweł Brzezicki. Mowa m.in. o kontraktach na budowę jednostek dla marynarki wojennej (programy Czapla, Miecznik i Orka), gazowców LPG i bukierek LNG, ropaksów i kutrów rybackich.

Lista ułatwień

W realizacji tych zamówień — nie tylko w Szczecinie, ale także w firmach z Trójmiasta, które radzą sobie lepiej — pomóc ma nowa ustawa podatkowa.

— Zacznie obowiązywać od 2017 r. — mówi Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej. — Termin nie jest przypadkowy. Budżet na ten rok jest zamknięty — wyjaśnia Paweł Szałamacha, minister finansów. Ustawa rozszerza katalog statków, w których zastosowanie będzie miała 0-procentowa stawka VAT. Rząd chce także wprowadzić zwolnienie z VAT na etapie budowy i dostarczania materiałów.

— Przedsiębiorcy będą mieli także możliwość wyboru, czy płacić CIT, czy 1 proc. podatku od wartości produkcji sprzedanej — dodaje Paweł Brzezicki. Na tym nie koniec. Zgodnie z nowymi rozwiązaniami prawnymi, tereny pod produkcję okrętową mogą być objęte przywilejami strefowymi. Stocznie będą mogły skorzystać z unijnych funduszy na programy innowacyjne.

— Konieczne jest przygotowanie wytycznych, by firmy z sektora okrętowego mogły inwestować fundusze z regionalnych programów operacyjnych — podkreśla Marek Gróbarczyk. Opracowywany jest też program kredytowy polskich banków dla stoczni na rozwój technologii i biur projektowych. Kolejnym zapowiadanym przez rząd instrumentem wsparcia są gwarancje Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych na 80 proc. wartości statku. By je otrzymać, firmy będą musiały spełnić warunek: 30 proc. materiałów musi pochodzić z Polski.

Chłodne Trójmiasto

Z rozwiązań zaproponowanych przez resorty finansów i gospodarki morskiej cieszy się Andrzej Strzeboński, który właśnie został prezesem Szczecińskiego Parku Technologicznego, zarządzającego aktywami stoczni. — Dzięki temu łatwiej będzie nam odzyskać zaufanie armatorów i zbudować system finansowania kontraktów — podkreśla Andrzej Strzeboński.

Przedstawiciele firm trójmiejskich nie spodziewają się rewolucji, choć zastrzegają, że propozycje rządu wymagają analizy. Przypominają, że już teraz firmy korzystają z gwarancji KUKE. Podatek od obrotów to też marna pokusa, bo opłaca się dopiero przy 5-procentowej rentowności — w stoczniach osiągalnej tylko w czasach najlepszej prosperity.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane