Stolica może zasypać Polskę śmieciami

Małgorzata Zgutka
opublikowano: 1998-10-14 00:00

Stolica może zasypać Polskę śmieciami

Małe firmy oczyszczania miasta utrzymują największego konkurenta

W JEDNOŚCI SIŁA: Tylko działając razem firmy prywatne będą mogły oferować konkurencyjne do MPO ceny na wywóz śmieci — mówi Czesław Staszczak z Lobbe. fot. Borys Skrzyński

Mimo dużej konkurencji, firmy oczyszczające Warszawę nie mogą narzekać na brak pracy. Śmieci jest pod dostatkiem. Problem jest z ich zbyciem. Walka o dostęp do wysypisk przypomina wolno-amerykankę. Liczą się układy.

Największą firmą oczyszczającą miasto jest wciąż Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania (MPO). Żadna z pięciu największych prywatnych firm nie jest na tyle silna by bezpośrednio zagrozić jego pozycji.

— Ono jest uprzywilejowane. MPO ma największe wysypisko w stolicy — Łubną. Narzuca nam cenę, a my nie możemy wybrzydzać — twierdzi Krzysztof Kędzierski, dyrektor ds. eksploatacji w Trans-Formerze.

Limit w kompostowni

Firmy jak najwięcej śmieci chciałyby wywozić do kompostowni w Radiowie. Tam jednak wprowadzone są limity.

— Do Radiowa jest znacznie bliżej, a ceny są takie same jak w Łubnej. Jednak Radiowo również należy do MPO. Większość śmieci, które trafiają do kompostowni, pochodzi właśnie od nich — mówi Czesław Staszczak, prezes Lobbe - Cleanexpol.

Firmy narzekają, że w Warszawie wywóz śmieci w porównaniu z innymi miastami Polski kosztuje najwięcej. Za jedną tonę śmieci zwożonych na Łubną i do Radiowa firmy płacą 90 zł. Od listopada będą musiały wyłożyć 110 zł.

Eugeniusz Góra z MPO twierdzi, że Łubna i Radiowo nie należą do nich. Oni są jedynie zarządcami wysypisk i żadnych profitów z tego nie czerpią.

— Płacimy tak jak wszystkie firmy. Pieniądze uzyskane z wysypisk wpływają na konto i są przeznaczone na rekultywację wysypisk w stolicy — wyjaśnia Eugeniusz Góra.

— Jeżeli nawet takie konto istnieje, to na pewno nie wpłaca na nie pieniędzy MPO — ripostuje, chcący zachować anonimowość, prezes jednej z firm prywatnych.

Tłumaczy, że ujawnienie tożsamości mogłoby firmie utrudnić działanie na rynku. Jest zdania, że wszystkie prywatne firmy, płacące horrendalne sumy za wysypisko w Łubnej i Radiowie, utrzymują MPO.

Odeszli i wrócili

Eugeniusz Góra twierdzi, że w momencie pojawienia się prywatnych firm część klientów odeszła od MPO. Zaznacza jednak, że wkrótce do nich wrócili.

— Trudno mówić o zagrożeniu ze strony konkurencji, gdy ma się 70 lat tradycji — uważa Eugeniusz Góra.

Prywatne firmy twierdzą, że MPO nadaje się tylko do restrukturyzacji. W obecnej sytuacji muszą oni płacić za długi MPO z przeszłości.

— MPO twierdzi, że podwyżki są konieczne, bo trzeba rekultywować nieczynne już wysypiska w Otwocku i Markach. Zostały one zamknięte, gdy nie było jeszcze firm prywatnych. My z nich nie korzystaliśmy, dlaczego więc mamy za ich rekultywację płacić — oburza się Henryk Klimaszewski, prezes Asmabel.

Dmuchać na zimne

Niedługo zamkniąte zostanie również wysypisko Łubna. Firmy mają podpisane umowy na wywóz tam śmieci do końca roku. Na pewno jednak wysypisko będzie działać dłużej. Eugeniusz Góra przypuszcza, że jeszcze 2 lata. Firmy jednak już teraz załatwiają sobie nowe wysypiska.

— Łubna II nie powstaje, bo nie zgodzili się na nią mieszkańcy. Spalarnia przy ul. Zabranieckiej wszystkiego nie spali. Wybudowanie nowego wysypiska to sprawa władz stolicy. Jednak jest to również nasz interes. Musimy gdzieś wozić śmieci — podkreśla Czesław Staszczak.

Według niego, jeżeli nie zorganizuje się kilku wysypisk dla stolicy, to powtórzy się sytuacja Łodzi, której śmieci wywożone są po całej Polsce.

Czesław Staszczak deklaruje, że za kilka miesięcy Lobbe będzie mogła uniezależnić się od MPO i wysypiska w Łubnej. Firma widzi szanse wywożenia warszawskich śmieci ponad 150 km od stolicy. Opłaca się to, bo w Polsce za składowanie tony śmieci płaci się około 50 zł.

— Nie da się dobrze działać, będąc od kogoś uzależnionym. Najlepiej byłoby, gdybyśmy mieli możliwość segregacji i utylizacji śmieci we własnym zakresie — wyjaśnia Czesław Staszczak.

Twierdzi, że prowadzone są wstępne rozmowy pomiędzy większymi firmami oczyszczania, by utworzyć własną sortownię. Do tego pomysłu tak entuzjastycznie nie podchodzi prezes Asmabel.

— Nie jesteśmy pewni, że stali klienci nie odejdą od nas. Umowy są roczne lub 2-letnie, i mogą być rozwiązane z miesięcznym wypowiedzeniem. By zainwestować pieniądze, trzeba mieć stałe umowy — tłumaczy Henryk Klimaszewski.

Spokojnie podchodzi on do perspektywy zamknięcia Łubnej.

— Na razie nie załatwiamy sobie wysypisk w Polsce. Nie wykluczamy, że w przyszłości będziemy do tego zmuszeni. Warszawa jest większa od Łodzi i w końcu Polska może nie przyjąć wszystkich jej śmieci. Zapłacą za to przede wszystkim mieszkańcy stolicy — wyjaśnia Henryk Klimaszewski.