Czy akcje nie podrożały zbyt mocno? — to pytanie coraz częściej zadają sobie uczstnicy rynku. Argumentacja zwykle mówi o pojawieniu się, poprzez wszelkiego rodzaju programy stymulacyjne na całym świecie, ogromnych ilości pieniądza w systemie finansowym. To głównie działania banków centralnych i rządów wywołały inflację aktywów takich jak np. akcje, podczas gdy gospodarka realna jest nadal bardzo słaba. Bez wątpienia w argumentach tych jest element prawdy. Bez solidnego konsumenta, czy to indywidualnego, czy korporacyjnego, nie jest możliwy zdrowy wzrost gospodarczy. Wzrost, jaki obserwowaliśmy, w dużej mierze wyeliminował z wycen scenariusz depresyjny. W obecnych cenach uwzględniono całkiem optymistyczny scenariusz na przyszłość i możliwa jest jakaś korekta.
Jedną z pomocnych metod oceny, czy dane aktywa stanowią dobrą inwestycję, jest analiza stopy zwrotu, przez porównanie ceny aktywów do np. spodziewanego zysku, dywidendy lub odsetek, jakie możemy uzyskać. Porównując w ten sposób akcje do obligacji, czyli dzieląc spodziewany zysk z akcji przez ich cenę, następnie spodziewane przepływy z obligacji do ceny obligacji, okazuje się, że akcje oferują wyższą stopę zwrotu. Na najbardziej płynnym rynku amerykańskim stopa zwrotu z akcji wynosi obecnie około 6 proc., natomiast stopa zwrotu z obligacji jest w okolicach 2,5 proc. Mamy więc przewagę 3,5 proc. na korzyść akcji. Znaczy to mniej więcej tyle, że akcje są w stanie zarobić o 3,5 proc. rocznie więcej niż obligacje — i to rok w rok.
W tych rozważaniach trzeba wziąć również pod uwagę możliwość, że obligacje mogą być po prostu za drogie, a nie akcje za tanie. Różnica stóp zwrotu to twardy dowód. Pokazuje, w które aktywa lepiej w danym momencie inwestować. Oczywiście akcje niosą ze sobą nieco większe ryzyko inwestycyjne, więc premia powinna istnieć. Jeżeli jednak jesteśmy w stanie na nie się zgodzić, obecna różnica w ujęciu historycznym jest wysoka i przemawia na korzyść akcji.