Strajku generalnego nie będzie. Na razie

Agata Hernik
opublikowano: 2007-12-20 00:00

Stojące pociągi i tłumy pasażerów niemogących dojechać do domu na święta. Oto czarny scenariusz. Na szczęście — mało prawdopodobny.

Od kilku tygodni zarząd PKP negocjuje ze związkami zawodowymi

Stojące pociągi i tłumy pasażerów niemogących dojechać do domu na święta. Oto czarny scenariusz. Na szczęście — mało prawdopodobny.

O groźbie strajku generalnego maszynistów, konduktorów i dyżurnych ruchu media zaczęły informować w połowie zeszłego tygodnia. Strajk miałby się odbyć 22 grudnia, jeśli kolejarze nie dostaną

50 proc. podwyżki. Sprawa wywołała burzę — okazało się, że to burza w szklance wody.

Kaczka dziennikarska?

„Nie jest planowana żadna akcja strajkowa w spółkach Grupy PKP. Klienci przewoźników grupy będą mogli dalej bezpiecznie korzystać z usług kolei” — brzmi komunikat przewoźnika.

Michał Wrzosek, rzecznik zarządu PKP, zapewnia, że władze spółki od kilku tygodni prowadzą rozmowy ze związkami zawodowymi.

— Ustalane są terminy kolejnych spotkań i procedura rozmów. Po obu stronach widać chęć dojścia do porozumienia — dodaje.

Dopóki trwają negocjacje, pociągi się nie zatrzymają, a na dworcach nie pojawią się strajkowe transparenty. Ale jeśli rozmowy zostaną zerwane?

— Żeby mogło dojść do legalnego strajku, wymagane jest zastosowanie trwającej co najmniej kilka miesięcy procedury przewidzianej przez ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych — uspokaja Michał Wrzosek.

Grupa PKP zatrudnia blisko 14 tys. maszynistów. Do wykonywania tej pracy potrzebne są kwalifikacje. Maszyniści ponoszą ogromną odpowiedzialność — w ich rękach spoczywa bezpieczeństwo podróżnych. Dlatego należą do lepiej opłacanych pracowników w Grupie PKP. Co z tego, skoro ich zarobki nie osiągają średniej krajowej?

Nie są samobójcami

Medialnym doniesieniom o rychłym strajku dziwi się też Leszek Miętek, przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych. Twierdzi, że to nieprawdziwe pogłoski. Związki nie tylko nie ustaliły terminu, ale nawet nie podjęły decyzji, czy będą strajkować.

— Chcę wszystkich uspokoić. Nawet jeśli dojdzie do strajku — a to ostateczność — na pewno nie przed świętami. Co więcej, zachęcam do korzystania z przedświątecznej oferty PKP. Jeżeli będziemy strajkować, to powiadomimy o tym dużo wcześniej — zapowiada Leszek Miętek.

Płacowe postulaty kolejarzy nie są nowe — podwyżek domagają się od kilku miesięcy.

— Nie rozumiem, dlaczego wrzawa podniosła się teraz. Nasze żądania płacowe zgłosiliśmy do pracodawców — spółek PKP — we wrześniu. Wystąpiliśmy o 50 proc. podwyżki dla pracujących przy bezpieczeństwie ruchu. Naszym celem nie jest strajk, lecz rozwiązanie problemów. Z kolei uciekają specjaliści, bo chcą godnie zarabiać. Wytworzyła się niebezpieczna luka pokoleniowa — średnia wieku pracowników to 48 lat. Młodzi nie garną się do tej pracy. Początkującemu maszyniście PKP proponuje 1 tys. zł pensji. Nikt nie przyjdzie pracować za takie pieniądze. Dlatego kolejarze muszą lepiej zarabiać — tłumaczy Leszek Miętek.

Niczym bumerang wraca temat konkurencyjności przewozów kolejowych wobec drogowych. Jak twierdzi Leszek Miętek, kolej traci na rzecz ciężarówek i będzie tracić nadal. Drogowe przewożenie towarów jest kilkakrotnie tańsze od kolejowego. Dysproporcja jeszcze się powiększy, bo wzrosną stawki dostępu do torów. Infrastruktura kolejowa znajduje się w tak złym stanie, że w niektórych rejonach pociągi wloką się po kilka kilometrów na godzinę. To rysuje smutny obraz kolei.

— Jesteśmy przygotowani do pracy w realiach wolnorynkowych i chcemy zapracować na swoje podwyżki. Ale żeby to było możliwe, konkurencja między koleją a transportem drogowym musi być uczciwa. Bez tego kolej zawsze będzie deficytowa — sumuje Leszek Miętek.