Strefa Schengen ma dwa oblicza

opublikowano: 15-04-2015, 00:00

POLSKA W UNII EUROPEJSKIEJ Wejście Polski do strefy Schengen w 2007 r. zgodnie oceniamy jako jedno z największych dobrodziejstw

Obok strumienia pieniędzy, związanych z naszą przynależnością do UE. Ale zniesienie wewnętrznych granic ma także drugie oblicze. Przesadne byłoby przywoływanie marchewki i kija, ale czasem okazuje się ono bardzo niewygodne. Czujemy to obecnie w związku z planami przejazdu przez Polskę rosyjskich grup szlakiem walk Armii Czerwonej z 1945 r.

Frankfurt nad Odrą. Straż graniczna sprawdza samochód na polsko-niemieckim przejściu granicznym (2003 r.)
Zobacz więcej

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Frankfurt nad Odrą. Straż graniczna sprawdza samochód na polsko-niemieckim przejściu granicznym (2003 r.) Bloomberg

Koniecznie trzeba przypomnieć elementarz systemu Schengen. Jeśli obywatele państw spoza UE chcą odwiedzić tylko konkretne państwo, to ubiegają się o wizę w jego ambasadzie/konsulacie. Jeśli planują odwiedzić kilka, to zgłaszają się do placówki państwa, które jest ich celem głównym. A jeśli nie można takowego określić, zwracają się do ambasady/konsulatu państwa, którego granicę przekraczają jako pierwszą. Rosyjscy kierowcy i motocykliści nie występują o wizy schengeńskie do placówek tranzytowej Polski, lecz oczywiście Niemiec — bo to Berlin jest ich prawdziwym celem głównym. I bez problemów je dostają, z wyjątkiem konkretnych osób wpisanych na unijną czarną listę wynikającą z nałożonych na Rosję sankcji.

Straż Graniczną obowiązuje przestrzeganie przepisów schengeńskich, co nadzoruje unijna agencja Frontex.

Dlatego karkołomnym zadaniem staje się znalezienie podczas kontroli rosyjskich kolumn jakichś haków, które spowodowałyby anulowanie schengeńskich wiz i uniemożliwiłyby tranzyt przez Polskę. Papiery na pewno wszyscy będą mieli idealne, a pomysły np. użycia analizatorów spalin motocykli tzw. Nocnych Wilków lub… alkomatów to mrzonki. Jako sygnatariuszom Schengen przyjdzie nam po prostu pocieszyć się, że rajd wnuków pod patronatem Władimira Putina będzie miał niezrównanie mniejsze następstwa niż ich dziadków z Józefem Stalinem na ustach w 1945 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu