Lepszą od prognoz inflację zawdzięczamy cenom żywności i transportu, które — zamiast wzrosnąć — spadły.
W ujęciu rocznym inflacja spadła z 4,4 proc. w grudniu do 4 proc. w styczniu. Tymczasem rynek spodziewał się, że wyniesie około 4,5 proc., choć nie brakowało analityków przewidujących jeszcze wyższą inflację. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,1 proc. — wynika ze wstępnych danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny.
— To bardzo dobre dane. Zdecydowanie lepsze od prognoz rynkowych — uważa Agnieszka Decewicz, analityk rynków finansowych Pekao.
Zdaniem ekonomistów, niska inflacja związana jest z lepszym od przewidywań kształtowaniem się cen żywności.
— Założyliśmy, że nastąpi ich wzrost. Podobnie spodziewaliśmy się skoku cen paliw. Rzeczywistość okazała się jednak inna — mówi Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Jedzenie i napoje bezalkoholowe potaniały od grudnia o 0,3 proc. Ceny związane z transportem spadły o 1,6 proc. Według GUS, ceny paliw do prywatnych środków transportu spadły „znacznie”, tańsze były też samochody osobowe.
O tym, że w najbliższych miesiącach nie pojawi się zagrożenie wzrostem inflacji, świadczy wskaźnik przyszłej inflacji (WPI), który spada. Zdaniem Marii Drozdowicz z Bureau for Investments and Economic Cycles (BIEC), w gospodarce trudno dostrzec jakiekolwiek przejawy presji inflacyjnej, zarówno u producentów — po stronie kosztów wytwarzania, jak i po stronie czynników kształtujących popyt. Korzystne kształtowanie się cen jest argumentem dla Rady Polityki Pieniężnej, przemawiającym za szybszymi obniżkami stóp procentowych.
— Spodziewamy się, że rada zmieni nastawienie na neutralne już w lutym, natomiast pierwszej obniżki spodziewamy się w okresie maj-lipiec. W całym roku spodziewamy się na razie 50-pkt redukcji. Jeśli jednak dobre dane o inflacji utrzymają się, pierwsza obniżka nastąpi prawdopodobnie w maju, a skala redukcji może okazać się większa — uważa Agnieszka Decewicz.