Styczniowy upgrade w twojej głowie

opublikowano: 14-01-2018, 22:00

Człowiek jest jak komputer, a jego przekonania jak zainstalowane na nim oprogramowanie. Czas uaktualnić swój software!

Samochwała w kącie stała, pokorne cielę dwie matki ssie, pierwszy milion trzeba ukraść… Powtarzamy takie ludowe mądrości, nie wnikając, czy mają sens. Przyjmujemy je za pewnik. Choć „to, że coś jest oczywiste, nie oznacza jeszcze, że jest prawdą”, jak trafnie zauważył brytyjski pisarz Terry Pratchett. A może to być straszliwe kłamstwo, które zatruwa człowiekowi życie, przeszkadza mu w rozwoju i dążeniu do doskonałości. Fałszywe przekonania dotyczące siebie, świata i mechanizmów biznesu nie ułatwią nam kariery i pracy. Są jak źle napisane aplikacje, które obniżają sprawność komputera. Może powinniśmy wykorzystać początek roku na odświeżenie swojego mentalnego oprogramowania?

ZAPROGRAMO- WANI: O jakości naszej pracy, osiągnięć, życia decyduje sposób, w jaki myślimy. Sukces — lub porażka — zaczyna się w głowie — mówi dr Marcin S. Przybyłek, trener biznesu i pisarz.
Zobacz więcej

ZAPROGRAMO- WANI: O jakości naszej pracy, osiągnięć, życia decyduje sposób, w jaki myślimy. Sukces — lub porażka — zaczyna się w głowie — mówi dr Marcin S. Przybyłek, trener biznesu i pisarz. Fot. Marek Wiśniewski

Jaskółki i spółki

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego, ma dla nas dwie wiadomości. Dobrą: w pojedynkę Polacy są mistrzami w ułatwianiu sobie życia. I złą: nijak to nie wpływa na innowacyjną pracę. Jeśli ktoś wpadnie na genialny pomysł, prawdopodobieństwo jego komercjalizacji jest nikłe. Wiąże się to z brakiem zaufania. Jedna z naszych narodowych mantr brzmi: ćwierkały jaskółki, że najgorsze są spółki.

— Spełniamy elementarny warunek innowacyjności — pod względem ilorazu inteligencji zajmujemy wysokie miejsca w Europie i na świecie. Problemem zaczyna się, gdy urynkowienie naszych wynalazków wymaga pomocy innych — uważa prof. Janusz Czapiński.

Ukradziony milion

Wielki przekręt na starcie — czy nie tak przeciętny Kowalski wyobraża sobie receptę na sukces w biznesie? „Pierwszy milion trzeba ukraść” — tym powiedzonkiem wsławił się Jan Krzysztof Bielecki, jeden z pierwszych premierów III RP. Z drugiej strony, choćby efektywny przedsiębiorca lub inwestor był czysty jak łza, zawsze ktoś przyklei mu etykietę złodzieja. — Gwoli sprawiedliwości: na początku transformacji ustrojowej wiele fortun było pochodną szemranych układów, a nie wynikiem genialnych koncepcji rynkowych. Natomiast dzisiaj tym, co zniechęca do kadry zarządzającej, są wątpliwe moralnie praktyki korporacyjne — twierdzi dr Marcin S. Przybyłek, trener biznesu i pisarz. Jest też prostsze wyjaśnienie naszej niechęci do „krwiożerczych kapitalistów” — zazdrość. Towarzyszy jej traktowanie ludzi przedsiębiorczych z góry, nazywanie ich dorobkiewiczami. „Gdy upadło powstanie, Wokulski wziął się za zarabianie pieniędzy. Powiodło mu się, lecz bohaterem narodowym nie został po dziś dzień” — zauważył w jednym ze swoich felietonów na łamach „Tygodnika Powszechnego” nieodżałowany Stefan Kisielewski.

Chwalipięctwo

Zza oceanu dotarło do nas wiele wynalazków — fast foody, dżinsy, napój gazowany na bazie karmelu, którego nazwy nie trzeba nawet wymieniać. Wśród tych importowanych hitów ważne miejsce zajmuje marketing osobisty, który polega na eksponowaniu swoich atutów na rynku pracy. W Stanach Zjednoczonych z usług specjalistów od wizerunku, oprócz menedżerów, korzystają m.in. lekarze, prawnicy i architekci. Ostatnio także programiści.

— Stylistyczna i PR-owa obróbka przydałaby się wielu ludziom biznesu w Polsce. Często jednak nie widzą potrzeby zmieniania czegokolwiek w sobie. Nie chcą się szkolić, rozwijać, słuchać innych. Z każdym awansem maleje ich skłonność do samokrytyki — ocenia Marcin S. Przybyłek.

Kaprysy fortuny

Trener Jacek Walkiewicz nie lubi zwrotu „udało się”. Ani przysłowia o fortunie, która kołem się toczy. Taki język kojarzy się mu z bezwolnością, brakiem ambicji, ślepą wiarą w magiczne siły. Są w życiu rzeczy, na które możemy mieć wpływ — przekonuje. Mówienie o szczęściu i pechu jest w ich przypadku nieporozumieniem.

— Dziecku, pracownikowi, olimpijczykowi nie „udało się”. Oni zasłużyli na sukces. Pierwszy zdał maturę, drugi zrealizował projekt, trzeci zdobył medal. Te osiągnięcia są wynikiem wieloletniej pracy — argumentuje Jacek Walkiewicz. Król siedzi na kole, by za chwilę znaleźć się pod nim — tak przez stulecia malarze przedstawiali fortunę. Jednak w XV wieku zaczęto ukazywać ją jako żeglarza. Od tego, jak ustawi żagiel, zależy prędkość, zwrotność i bezpieczeństwo łodzi. Szczęście to nie kwestia ślepego losu. Jest wynikiem właściwego przyjęcia uwarunkowań, choćby najgorszych. Wzburzone morskie fale mogą zatopić statek, ale dla doświadczonego kapitana, sternika i majtka sztorm to świetna okazja do popisania się swoim kunsztem.

Cielęca pokora

Kto liczy na to, że swoją potulnością zaskarbi sobie życzliwość kierownictwa, może się srodze przeliczyć. Marcin S. Przybyłek zetknął się kiedyś z badaniami, według których menedżerom łatwiej zwolnić spolegliwego pracownika — prawdopodobnie nie zrobi awantury i nie poda pracodawcy do sądu. Może nawet będzie współczuł szefowi, który z powodu ekonomicznych problemów ekonomicznychmusi ciąć zatrudnienie i przeprowadzać trudne rozmowy.

— To nie znaczy, że mile są widziani awanturnicy, buntownicy czy po prostu ludzie asertywni. Niemniej powiedzenie „pokorne cielę dwie matki ssie” wskazuje głupią strategię, kiedy w biznesie nie ma miejsca na wdzięczność, zaufanie czy życzliwość — podkreśla Marcin S. Przybyłek.

Negatywne wzmocnienie

Magazyny biznesowe przedstawiają sylwetki menedżerów, którzy po kryzysie stali się silniejsi. W takich tekstach zwykle pojawia się komentarz „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. A co z biznesmenami, którzy zbankrutowali i nie umieją się podnieść finansowo i psychicznie? Co z ofiarami wypalenia, molestowania seksualnego, mobbingu, które tylko dzięki antydepresantom funkcjonują?

— Na każdą osobę, która rozwinęła się po traumie, przypada wielu ludzi przetrąconych, zrezygnowanych, potrzebujących terapii. Tylko że o nich nie pisze się w branżowych mediach, bo nie pasują do propagandy sukcesu uwielbianej przez korporacje i start- -upy — wskazuje dr Marek Suchar, socjolog i prezes firmy doradczo-rekrutacyjnej IPK.

Jego zdaniem, do rozwoju potrzebujemy przede wszystkim samoświadomości i zmysłu obserwacji. Jeśli człowiek ich nie ma, z żadnej traumy, swojej czy cudzej, nie wyciągnie lekcji. Gdy zagrożenie minie, wpakuje się w następne kłopoty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Styczniowy upgrade w twojej głowie