Stygmatyzacja przedsiębiorców

Tadeusz Markiewicz
23-03-2009, 00:00

Miną jeszcze dwa-trzy tygodnie, zanim sprawę senatora Misiaka powoli zacznie przykrywać kurz. Jej skutki mogą być dużo bardziej negatywne niż dziś nam się może wydawać.

Obawiam się, że w oczach przeciętnego Kowalskiego, który już zaczyna odczuwać spowolnienie gospodarki, utrwali się obraz przedsiębiorcy-cwaniaka. Obraz "byznesmena", który nie dorobił się własną, ciężką pracą, ale wykorzystał koneksje i znajomości, by załatwić sobie lukratywny kontrakt. Obawiam się, że takiego postrzegania biznesu przed następnymi wyborami parlamentarnymi mogą się też przestraszyć partyjni bossowie. I — by nie mieć w przyszłości powtórki z historii senatora Misiaka — prewencyjnie zaczną wykreślać z list kandydatów uczciwych przedsiębiorców. Ich sejmowy głos wówczas zaniknie, co niestety będzie mieć negatywny skutek dla jakości procesu legislacyjnego i reprezentowana interesów całego środowiska. Dziś reprezentanci przedsiębiorców są w Sejmie dobrze słyszalni. Mimo kilku wpadek przyzwoicie wykonują robotę, na przykład wycinając w pień bzdurne przepisy, krępujące biznes. A jak będzie za dwa lata?

Moje obawy trochę rozwiał… Jarosław Kaczyński, którego wypowiedzi w tej kwestii przeszły bez większego echa. A szkoda. Komentując sprawę senatora Misiaka prezes Prawa i Sprawiedliwości stwierdził, że nie może dojść do "stygmatyzacji" przedsiębiorców. "Posiadanie dóbr nie jest żadną ujmą, wręcz przeciwnie, może świadczyć o zapobiegliwości" — podkreślił. Jasno zasugerował, że nadal widzi przedsiębiorców wśród przedstawicieli swojej partii. I dobrze, bo akurat w tej kadencji ich głos jest słabo słyszalny.

Tadeusz Markiewicz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Stygmatyzacja przedsiębiorców