Marek Szymański, prezes firmy Franke Polska, dostarczającej wyposażenie kuchenne, nie spędził dzieciństwa w kuchni. Wolał przyglądać się pracy ojca, mechanika samochodowego. Fascynacją wszystkim, co ma cztery koła i silnik, zaraził już swojego syna.
Jest pan fanem motoryzacji?
Jeśli nazwać tak kogoś, kto śledzi wyścigi F1, rajdy WRC i stara się korzystać z dostępnych w Polsce torów, by zmierzyć się ze sobą i z samochodem, a także szuka możliwości stałego doskonalenia umiejętności, to tak, jestem fanem. To zamiłowanie narodziło się w warsztacie ojca. Był mechanikiem samochodowym. Myślę, że to on zaszczepił je we mnie. Dlaczego myślę, a nie wiem? Bo nie pamiętam momentu, kiedy to się zaczęło. Od zawsze fascynowało mnie wszystko, co miało cztery koła i silnik spalinowy. Kunszt profesjonalnych kierowców sportowych, sposób, w jaki panują nad maszyną, wzbudzają we mnie podziw.
Każdy motomaniak chowa w garażu jakiś skarb. Co znajdziemy w pańskim?
Subaru Imprezę GT. W pełni odnowioną i wzmocnioną. Wiele rzeczy zrobiłem przy niej sam. Oczywiście to auto do zabawy i nauki. Na co dzień podróżuję BMW X3, to wybór z rozsądku. Sercem zdecydowanie jestem z Imprezą. Mimo że konstrukcja ma już niemal 20 lat, wciąż daje radę w konfrontacji z najnowocześniejszymi propozycjami. Kiedyś obiecałem sobie, że zanim skończę 40 lat, kupię sobie Ferrari. Wcześniej kupiłem Imprezę i… już nie marzę o Ferrari. Staram się dogonić umiejętnościami moją Imprezę. To daje mi wiele radości i satysfakcji. Zakochałem się w tym samochodzie. Zakochałem się w silniku typu bokser.
Motomarzenia?
Lotus eleven. Chciałbym mieć kiedyś takie auto. Spróbować sił za jego kierownicą na torze wyścigowym.
Kiedy już pan kupi Lotusa, to sprzeda Subaru?
Nie. Śmiejemy się z synem, że będziemy jeździć Imprezą, dopóki będą istniały paliwa kopalne. Później przerobimy ją na prąd.
Syn podziela pańskie zainteresowania?
Owszem, towarzyszy mi w przygodach samochodowych. Ostatnio kupił sobie za pierwsze zarobione pieniądze Toyotę GT 86 — bliźniaka Subaru BRZ. To wspaniałe auto. I też napędzane „bokserem”.
