Sukces Fruli zaskoczył właścicieli

Kamil Kosiński
opublikowano: 2009-06-17 00:00

Sprzedali jedną trzecią poprzedniego biznesu Kulczyk Holding. Założyli nowy, który po czterech miesiącach jest rentowny.

Sprzedali jedną trzecią poprzedniego biznesu Kulczyk Holding. Założyli nowy, który po czterech miesiącach jest rentowny.

Niedawno pisaliśmy o złych wynikach sklepu Merlin.pl. A jednak na handlu w sieci można zarobić. I to sprzedając nową sokowirówkę Philips HR1865 za 80,16 zł, gdy jej cena rynkowa to około 650 zł. Udowadniają to Agnieszka i Adrian Szymulowie. 20 listopada 2008 r. uruchomili sklep internetowy Fruli.pl. Dziś — mimo kryzysu — już nie dokładają do interesu. W marcu firma zarobiła symboliczne 5,66 zł. Teraz jej rentowność to 6-8 proc.

— Zakładaliśmy, że odzyskamy zainwestowany kapitał po 2-3 latach. Teraz sądzimy, że nastąpi to wcześniej. Próg rentowności osiągnęliśmy w marcu 2009 r., a wedle planów miało to być dopiero w czerwcu — mówi Adrian Szymula.

Ale nie ujawnia przychodów.

Przez sześć lat prowadzili internetowe biuro podróży Blizejslonca.pl. Na przełomie 2007 i 2008 r. spółkę przejęły Kulczyk Holding i LM Inwestycje (należy m.in. do Piotra Multana, współzałożyciela giełdowego Travelplanet. pl). Zaczęli szukać po świecie czegoś, czego w Polsce jeszcze nie było. Ich uwagę przykuł serwis Swoopo niemieckiej spółki Entertainment Shopping. Działa w pięciu krajach i łączy sprzedaż sklepową z aukcyjną.

Skopiowali ten pomysł. Fruli sprzedaje nowe produkty, ale za wylicytowaną cenę. Do licytacji służą jednostki doładowań zwane frutkami. Kupuje się je za 0,80-1,20 zł. Podbicie stawki o frutka podwyższa cenę produktu o osiem groszy i przedłuża aukcję o 10 sekund. Kończy się ona, gdy wyzeruje się biegnący wstecz stoper.

Zwycięzca do wylicytowanej ceny musi doliczyć kupione frutki. Przegrani nie dostają za nie zwrotu. Spółka zarabia, choć sprzedaje nowe przedmioty poniżej cen rynkowych.

Siostrzana spółka, Fruli.hu, działa od 23 maja 2009 r. na Węgrzech.

— Spodziewamy się tam znacznie szybszego niż w Polsce osiągnięcia rentowności. Kolejny serwis ruszy w lecie. Zarejestrowaliśmy jeszcze dwie spółki. Która zacznie działać wcześniej, zależy od tego, gdzie wcześniej uda się nam skompletować zespół — mówi Agnieszka Szymula.

Szymulowie uważają, że rękojmią sukcesu są lokalni pracownicy. Lepiej dostosują ofertę sklepu do lokalnych warunków — np. na Węgrzech hitem są legalne tam antyradary — i usprawnią komunikację z miejscowymi klientami.

Fruli ma konkurenta — serwis Podbij.pl, prowadzony przez spółkę Irena Enterprise. Ona też nie ujawnia danych finansowych. Deklaruje, że ma ponad 160 tys. użytkowników, gdy Fruli 70 tys. I twierdzi, że zarabia na 25-30 proc. aukcji. Fruli — na 63 proc.