Czytasz dzięki

Sukces pisany na wodzie

  • Materiał partnera
opublikowano: 31-03-2020, 08:07

Wodna Formuła 1 to najnowsza technologia, ogromne prędkości, ale też pełna kontrola i precyzja zawodników. W najbardziej prestiżowej i widowiskowej serii motorowodnej od 2011 r. ściga się Bartłomiej Marszałek, nowy zawodnik ORLEN Team

O tym, jak ekstremalnie trudne jest prowadzenie wodnego bolidu, przekonał się jeszcze w latach 80. Niki Lauda. Legendarny kierowca F1 po zdobyciu mistrzowskiego tytułu miał okazję spróbować sił za sterami łodzi wyścigowej. Przyzwyczajony do przyczepności nie odnalazł się w maszynie mającej niewielką styczność z podłożem.
— To jak jazda bolidem F1 z pełną prędkością po zaoranym polu — wypalił po przejażdżce.
Łodzie startujące w wodnej F1 są skonstruowane tak, by przy ogromnej szybkości zachować maksymalną zwrotność. W rozwijaniu prędkości są co najmniej tak samo skuteczne jak ich „naziemne” odpowiedniki. Wyposażone w silniki o mocy 450 KM rozpędzają się do 100 km/h w mniej niż 2,5 sekundy, a ich maksymalna prędkość to 250 km/h. W ramach zabawy doszło nawet kiedyś do wyścigu łodzi z klasycznym bolidem. W brytyjskim programie rozrywkowym „You bet!” zawodnicy ścigali się na dystansie ćwierć mili na terenie portu lotniczego w londyńskiej dzielnicy Royal Docks. Lepszy wówczas okazał się Jonathan Jones, dwukrotny mistrz wodnej F1.
Oczywiście jak w każdym sporcie motorowym łodzie muszą spełniać restrykcyjne przepisy bezpieczeństwa. Kokpit przechodzi test zderzeniowy, podobny do tego w samochodowej wersji F1 z minimalną siłą 3000 niutonów. W zakręty piloci wchodzą z prędkością ponad 150 km/h, a manewrom towarzyszą przeciążenia sięgające 8 G, czyli większe niż w jakiejkolwiek maszynie wyścigowej na kołach. Przy tym wszystkim łodzie nie mają ani hamulców, ani skrzyni biegów.
— Kluczowym elementem prowadzenia łodzi jest kontrola systemu power trim, czyli zmiana kąta nachylenia silnika. Na prostych łódź niemal nie dotyka wody, a unosi się tuż nad nią. Na zakrętach zmieniamy parametr trymu i wtedy konstrukcja łodzi wbija się w wodę, dając niesamowitą przyczepność. Zwroty są najtrudniejsze, ale też dają największą frajdę i są niezwykle widowiskowe. To na nawrotach często decydują się losy wyścigu, bo łatwo tu o błąd i wypadek — tłumaczy Bartłomiej Marszałek, nasz jedyny przedstawiciel w F1H2O, startujący w tej serii od 2011 r.

Kontynuacja legendy
Zawodnik ORLEN Teamu to syn Waldemara Marszałka, jednego z najbardziej utytułowanych motorowodniaków na świecie, sześciokrotnego mistrza świata, osiem razy wybieranego do czołowej dziesiątki plebiscytu na Sportowca Roku w Polsce. Bartek od dziecka przyglądał się sukcesom taty, a zanim sam wsiadł za stery łodzi, godziny spędzał w warsztacie, poznając jej konstrukcję. Bez wiedzy o telemetrii i serwisowaniu silnika o sukces w F1H2O jest o wiele trudniej.
Podobnie jak w przypadku tej najbardziej znanej Formuły 1, droga do elity wśród motorowodniaków również prowadzi przez wiele niższych serii. W przypadku Bartłomieja Marszałka były to m.in. starty w zawodach F2, Formule 250 (mistrzostwo Polski), Formule 350 (wicemistrzostwo świata). Różnica polega na tym, że w wodnej odmianie F1 technologia nie gwarantuje aż takiej przewagi i więcej zależy od umiejętności pilota.
— Stawka jest bardzo wyrównana, niezwykle rzadko zdarza się, że mistrza poznajemy jeszcze przed ostatnim wyścigiem. Ścigamy się w różnych warunkach, jest wiele zmiennych, także pogodowych, tworzą się fale. Zdarzają się wyścigi na gładkiej wodzie, ale też takie z dużymi falami, jak chociażby w Evian na Jeziorze Genewskim. Można wiele nadrobić umiejętnościami, doświadczeniem i odpowiednim p oziomem agresji w prowadzeniu bolidu — mówi Bartłomiej Marszałek.
— Dla mnie przełomowy był wyścig przed trzema laty. Wtedy ostatecznie zniknęły obawy, a została czysta przyjemność z kontroli nad łodzią przy ogromnej prędkości. Dojście do tego poziomu zajęło mi sześć lat w samej F1H2O, a łącznie 10 lat startów w różnych klasach — dodaje Bartłomiej Marszałek.
Od początku swojej sportowej drogi stara się samodzielnie zadbać o przygotowania, kwestie techniczne, konstrukcyjne i logistyczne. Nie otacza się wianuszkiem inżynierów, współpracując przede wszystkim z wąską grupą zaufanych polskich specjalistów. Korzysta z doświadczeń taty, ale też polskich firm i ośrodków naukowych. Bartłomiej Marszałek osobiście koordynuje pracę zespołu, nie korzysta z usług żadnego menedżera. Takie podejście pozwala kilkukrotnie zredukować koszty, a przy tym wciąż ściągać się z najlepszymi na świecie.
— Dużo pomogły kontakty taty i uznanie, jakim cieszy się w środowisku motorowodniaków. Jednak wchodząc do wyższych serii, musiałem też więcej działać samodzielnie. Żeby nauczyć się o tym sporcie czegoś nowego, jeździłem w różne zakątki świata, często były to wielogodzinne podróże busem. To trwało latami, zajęło mi kawał życia, ale dziś mogę z dumą powiedzieć, że inwestując mniej środków i otaczając się wyłącznie polską ekipą, możemy złożyć bolid na tyle mocny, by walczyć nawet o miejsce w pierwszej trójce — opowiada Bartłomiej Marszałek.

Nowe możliwości
Pierwsze historyczne miejsce na podium nasz zawodnik wywalczył w ostatnim wyścigu ubiegłego sezonu, podczas rozgrywanego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich Grand Prix Szardży. Marszałek dokonał sztuki rzadko spotykanej w wodnej Formule 1, przebijając się na trzecie miejsce z dziewiątej pozycji wywalczonej w kwalifikacjach. W klasyfikacji końcowej sezonu Polak zajął najlepsze w karierze piąte miejsce, jako jeden z zaledwie trzech zawodników w stawce punktował w każ- dym wyścigu.
— Staram się skupić na konsekwentnej, systematycznej jeździe, bo można jeden wyścig wygrać, a w kolejnym się wywrócić i wrócić bez punktów. W sportach motorowych nie da się osiągać dobrych wyników bez cierpliwości i chłodnej głowy. To przychodzi z czasem. Gdy walczę o wysokie miejsce, to wiem, że nie muszę wykonywać szaleńczych ataków na 10. okrążeniu, bo przede mną kolejnych 40. Takie podejście dało mi w poprzednim sezonie pierwsze podium i piąte miejsce na koniec sezonu. Doświadczeni zawodnicy często powtarzają, że kiedy już pokona się tę barierę, to później już łatwiej utrzymać się w czołówce. Mam nadzieję, że to zadziała również w moim przypadku — mówi zawodnik.
W zrobieniu kolejnego kroku pomóc ma współpraca z PKN ORLEN. Przed nowym sezonem Bartłomiej Marszałek dołączył do szerokiego grona wspieranych przez koncern zawodników reprezentujących różne sporty motorowe, w tym m.in. Formułę 1, rajdy płaskie i cross-country, karting, żużel i motoparalotniarstwo.

Marzenia o Grand Prix Polski
Dla Marszałka to partnerstwo ma wymiar nie tylko sportowy. 36-letni zawodnik patrzy szerzej na rozwój dyscypliny i liczy, że w przyszłości uda się w Polsce zorganizować rundę wodnej Formuły 1. Co prawda mazurskie jeziora w poprzednich latach były już areną zawodów motorowodniaków, ale żadne nie dorównywały rangą mistrzostwom F1H2O.
— Moim marzeniem jest Grand Prix Polski. Natura stworzyła nam do tego świetne warunki, nie musielibyśmy lać asfaltu. Chciałbym, żeby polscy kibice mogli zobaczyć, jak widowiskowa jest ta dyscyplina i ile emocji jej towarzyszy.
Chętnie zaangażowałbym się w organizację takiego wydarzenia i myślę, że jesteśmy na dobrej drodze — podkreśla Marszałek.
Ubiegłoroczne mistrzostwa rozgrywano w pięciu krajach (Chiny, Francja, Portugalia, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie), ale w przeszłości zawody odbywały się też m.in. na Ukrainie, w Rosji, Finlandii, Malezji czy Korei Południowej. To pokazuje globalny zasięg rozgrywanych od 1981 r. mistrzostw, z transmisjami telewizyjnymi dla ponad miliarda osób. Kolejne 30-40 tys. kibiców ogląda zmagania na żywo, frekwencja dopisuje zwłaszcza w krajach Zatoki Perskiej. Są państwa, w których nauka prowadzenia łodzi należy do programu edukacji szkolnej, w Polsce dyscyplina dopiero zyskuje na popularności, rozwija się również w wydaniach amatorskim i rekreacyjnym.
Dlatego dla Marszałka ważny jest też społeczny aspekt kariery sportowej. Dotychczas niemal cała historia wyścigów motorowodnych w Polsce ograniczała się do jednego nazwiska. Zawodnik ORLEN Teamu chciałby to zmienić i już zastanawia się, jak stworzyć warunki do rozwoju młodym osobom zafascynowanym ściganiem się na wodzie.
— Często dostaję pytania od rodziców. Chciałbym, żeby moja wiedza i doświadczenie były przekazywane dalej, czuję tę odpowiedzialność. Wiem, że mogę otworzyć młodym zawodnikom wiele dróg, a potem pomóc się rozwijać. Mam wiele pomysłów, jak pomóc dzieciakom w starcie do profesjonalnej kariery i w przyszłości chętnie wezmę pod skrzydła kolejne pokolenie zawodników — zapowiada.
To plan na dalszą przyszłość, a na razie priorytetem pozostaje wynik sportowy. Dobre rezultaty z końcówki poprzedniego sezonu rozbudziły apetyty. 36-letni Marszałek jest już na tyle ukształtowanym zawodnikiem, że może się włączyć do walki o mistrzostwo. W końcu wodna Formuła 1 to cykl, w którym sukcesy odnoszą przede wszystkim doświadczeni zawodnicy, a wiek nie jest żadną barierą. W poprzednim sezonie podium końcowej klasyfikacji obsadzili: 41-letni Shaun Torrente, 45-letni Jonas Andersson oraz 43-letnia Marit Stromoy.

Trzeba czekać
Na razie jednak wszyscy muszą uzbroić się w cierpliwość. Pandemia koronawirusa zmusiła sportowe rozgrywki do zacią- gnięcia hamulca i F1H2O nie jest pod tym względem wyjątkiem. Pierwsze dwie rundy tegorocznych mistrzostw — Grand Prix Arabii Saudyjskiej i Grand Prix Portugalii — zostały przesunięte na późniejszy termin, a sezon ruszy najwcześniej w czerwcu. Nasz zawodnik stara się efektywnie wykorzystać ten czas.
— Łódź została już przetransportowana do Arabii Saudyjskiej na pierwsze zawody, a teraz mój sprzęt jest zblokowany w kontenerach w Portugalii. Sportowa zaradność nie pozwala nam jednak bezczynnie czekać i będziemy we własnym zakresie pracować w Polsce. Z Kanady zdążyłem przywieźć dwa nowe silniki, z różnych stron świata niemal codziennie przychodzą paczki z komponentami. Zamieniliśmy domową spiżarnię w mały warsztat, w pokoju obok jest siłownia. Mamy drugi dwuosobowy bolid i jak tylko sytuacja pozwoli, rozpoczniemy testy nad Zalewem Zegrzyńskim. Zaczynamy pracę od zera, ale to nas nie zatrzyma — zapowiada Bartłomiej Marszałek.

2,5 sekundy
W takim czasie łodzie F1H2O rozpędzają się do prędkości 100 km/h, a w trakcie pokonywania zakrętów na pilota działa przeciążenie sięgające 8 G, czyli więcej niż w bolidach lądowej formuły F1.

"Moim marzeniem jest Grand Prix Polski. Natura stworzyła nam do tego świetne warunki, nie musielibyśmy lać asfaltu. Chciałbym, żeby polscy kibice mogli zobaczyć, jak widowiskowa jest ta dyscyplina i ile emocji jej towarzyszy. Chętnie zaangażowałbym się w organizację takiego wydarzenia i myślę, że jesteśmy na dobrej drodze."

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane