Sukcesy i porażki miesiąca - wrzesień 2014

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-09-26 00:00

"Plus, minus", czyli Jacek Zalewski typuje na łamach "PB Weekend" sukcesy i porażki miesiąca.

W górę: Ewa Kopacz

Dość niespodziewanie nawet dla siebie została drugą w historii Polski kobietą premierem — po Hannie Suchockiej, kierującej rządem w latach 1992–93. Ewa Kopacz na fotel prezesa Rady Ministrów przesiadła się z wyższego protokolarnie stanowiska marszałka Sejmu, będącego zastępcą prezydenta RP. Ale uwzględniając konstytucyjne uprawnienia i polityczne realia, to premier jest w Polsce decyzyjnym numerem jeden, nawet przed wybieraną bezpośrednio głową państwa. Uprawnienia szefa rządu bezwzględnie wykorzystywał Donald Tusk, podejmując strategiczne decyzje jednoosobowo. I w takim trybie wyznaczył bliską sobie panią marszałek na następczynię, co musieli przyjąć do wiadomości zarówno koalicjanci PO i PSL, jak i prezydent Bronisław Komorowski. Ewa Kopacz ma pozycję polityczną niezrównanie słabszą od swojego pryncypała, dlatego znacznie trudniej było jej sformować gabinet. Musiała uwzględnić interesy różnych frakcji w PO i zdanie prezydenta. Nowy rząd będzie działał tylko przez rok, do planowych wyborów we wrześniu 2015 r. W interesie Polski leży, by nie był to okres wyłącznie kampanii wyborczej i jedynie jałowego administrowania.

W górę: Elżbieta Bieńkowska

Dotychczasowa „superministra” infrastruktury i rozwoju jest drugą damą, która jednoosobową decyzją Donalda Tuska otrzymała bardzo wysokie stanowisko — tym razem w Unii Europejskiej. W kadencji 2014-19 zasiądzie w przynależnym Polsce fotelu członka Komisji Europejskiej (KE). Jej kandydatura idealnie trafiła w zapotrzebowanie przewodniczącego Jeana-Claude’a Junckera, który miał kłopoty z zachowaniem w unijnym gabinecie parytetu płciowego. Komisarz Elżbieta Bieńkowska otrzymała bardzo ważną dla gospodarki tekę rynku wewnętrznego i usług, przemysłu, przedsiębiorczości oraz małych i średnich przedsiębiorstw. W dotychczasowej kadencji KE resort w takim kształcie nie istniał. Żegnając się z polityką krajową, wicepremier wywalczyła u Donalda Tuska i Ewy Kopacz, aby sklejone niecały rok temu specjalnie dla niej Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju nie zostało podzielone.

W dół: Mariusz Grendowicz

Odwołanie ze stanowiska prezesa Polskich Inwestycji Rozwojowych, które Mariusz Grendowicz zajmował od marca 2013 r., było tylko kwestią czasu i uchwała rady nadzorczej z 16 września jedynie postawiła kropkę nad i. Nie chodziło tylko o to, że prezes obsadzony został przez poprzedniego ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego, albowiem Włodzimierz Karpiński nie czyści kadrowo spółek dla samej zasady. PIR generalnie okazały się wielkim zawodem. Cała Polska zapamiętała poetycką frazę klasyka Sienkiewicza, ale nie Henryka, lecz Bartłomieja: „Ch…, d… i kamieni kupa”. Pomijając subtelność słowną, płynąca z ust konstytucyjnego ministra (już byłego), szczera ocena merytoryczna dorobku PIR okazała się bardzo celna. Gdy Donald Tusk triumfalnie ogłaszał ideę tej spółki, miała być lokomotywą gospodarki. Okazało się, że nie wiadomo, po jakich torach ma jechać. Najnowszą koncepcją jest zintegrowanie PIR z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, co miałoby dać efekt synergii w postaci „polskiego EBOR”. Minister Karpiński chciałby to zrobić do końca kadencji w 2015 r. i doszedł do wniosku, że Mariusz Grendowicz sobie nie poradzi.

W dół: Jan Dworak

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) jest najbardziej odpowiedzialna za skandal nietransmitowania w telewizji ogólnodostępnej meczów naszych siatkarzy w mistrzostwach świata, organizowanych przez Polskę. Organ kierowany przez Jana Dworaka strawił aż trzy lata na analizowaniu i konsultowaniu rozporządzenia, mieszczącego się na jednej stronie i obejmującego osiem punktów. To nakazana przez ustawę lista imprez sportowych o szczególnym znaczeniu dla życia społecznego, gospodarczego i politycznego, z których transmisje nie mogą zostać zamknięte w kanałach płatnych. Podczas siatkarskiego Mundialu ogólnodostępne musiałyby być przekazy z meczów Polaków oraz z półfinałów i finałów. Niestety, strasznie spóźnione rozporządzenie KRRiT wejdzie w życie mniej więcej za rok…

Sukces: Polak wdrapał się na dach Unii Europejskiej

Z achowując oczywiście szacunek i wszelkie proporcje oraz uwzględniając duchowy wymiar Jana Pawła II — trzeba obiektywnie przyznać, że poza polskim papieżem żaden rodak nigdy w historii nie wdrapał się w strukturach międzynarodowych tak wysoko, jak obecnie Donald Tusk. Objęcia przez premiera (na razie na 2,5 roku, z bardzo realnym przedłużeniem do 5 lat) funkcji stałego przewodniczącego Rady Europejskiej nawet nie wypada porównywać ze stricte technicznym marszałkowaniem Jerzego Buzka w Parlamencie Europejskim. Z drugiej strony trzeba tonować bezpodstawne, wręcz lizusowskie tytułowanie Donalda Tuska… prezydentem Unii Europejskiej czy nawet Europy. Kolektywna głowa wspólnoty widoczna jest na poniższym zdjęciu — to zbierający się co najmniej raz na kwartał szczyt szefów państw i rządów (wśród nich zdecydowana większość to premierzy). Przewodniczący tylko zwołuje, przygotowuje i kieruje obradami, nawet nie uczestnicząc w formalnych głosowaniach, które notabene zdarzają się niezwykle rzadko — decyzje konsultuje się i zakulisowo uciera aż do skutku, czyli do osiągnięcia jednomyślności. Dysponując niemałym przybocznym gabinetem, przewodniczący Rady Europejskiej ma jednak wielki wpływ na przygotowywanie tzw. konkluzji szczytów, które są strategicznymi dokumentami wytyczającymi unijne kierunki rozwoju. Obecnie najtrudniejszym zadaniem Donalda Tuska staje się opanowanie języka angielskiego przynajmniej w stopniu umożliwiającym poprowadzenie 18 grudnia jego pierwszego szczytu.

Porażka: Społeczna nieodpowiedzialność biznesu

Dzięki postawie reprezentacji Polski organizowane pierwszy raz w naszym kraju mistrzostwa świata w siatkówce mężczyzn mogły stać się fantastyczną imprezą, budującą ogromny kapitał społeczny i wizerunkowo przykrywającą nawet fatalne dla nas sportowo EURO 2012. Na Stadionie Narodowym oraz w halach sportowych sześciu miast rzeczywiście tak było. Niestety, z punktu widzenia milionów Polaków, którym pozostał przekaz telewizyjny, ustanowiony został światowy rekord niewykorzystania szansy promocji nie tylko siatkówki, lecz umocnienia uczuć patriotycznych. Telewizja Polsat skastrowała przekaz meczów naszej reprezentacji, oprócz uroczystego otwarcia, do oferty płatnej. Przedłożenie pazerności na kasę ponad publiczne funkcje telewizji — każdej, także komercyjnej! — jest wyjątkowym przykładem społecznej nieodpowiedzialności biznesu. Polacy, którzy odmówili się poddania dyktatowi Polsatu, równie masowo, co nielegalnie ściągali polskie mecze z internetu. Żenujące jest przerzucanie się przez komercyjnego nadawcę, rząd oraz siatkarski związek odpowiedzialnością za wyrządzoną narodowi sportową krzywdę. Gdyby na czas ukazało się rozporządzenie KRRiT (czytaj obok) — problemu by nie było…