Suknie z duszą

26-07-2018, 22:00

Christian Dior porównywał projektowanie strojów do pisania wierszy. Adam Leja, właściciel jednej z największych w Europie kolekcji historycznych sukien, porównuje konstrukcje strojów haute couture do… poezji.

Adam Leja wygląda jak z innej epoki — szczupły, wysoki, starannie wystylizowany. Świadomość piękna i wartości ręcznie robionych przedmiotów towarzyszy mu od dzieciństwa. Gdy miał osiem lat, wyjechał z rodzicami do USA — jego ojciec, pracownik centrali handlu zagranicznego, dostał tam kontrakt. Dzięki temu wyjazdowi Adam Leja jako nastolatek praktykował w firmie jubilerskiej Holmberg & Douglas na najbardziej prestiżowej ulicy w Bostonie. Do Polski rodzina wróciła w środku stanu wojennego. Dziś Adam Leja jest historykiem sztuki. Od 1992 r. prowadzi w Warszawie Galerię 32 specjalizującą się w sztuce art déco, jednak jego pasją są suknie. Zgromadził kolekcję liczącą ponad 5 tysięcy obiektów, z których najstarsze pochodzą z połowy XIX w.

Wyświetl galerię [1/10]

Christian Dior porównywał projektowanie strojów do pisania wierszy. Adam Leja, właściciel jednej z największych w Europie kolekcji historycznych sukien, porównuje konstrukcje strojów haute couture do… poezji. FOT. KRZYSZTOF JARCZEWSKI

Pudełko starych guzików

— Ta pasja ma chyba korzenie w dzieciństwie, gdy babcia dawała mi do zabawy pudełko starych guzików. Dla mnie to była wtedy skrzynia ze skarbami. Druga babcia opowiadała mi historie związane z przedwojennym domem przy ulicy Wilczej w Warszawie i ze swoim pierwszym balem, na którym poznała dziadka. Te opowieści działały na moją wyobraźnię i wywołały zainteresowanie tym, co stare i piękne. Początkowo zbierałem rzemiosło artystyczne art déco i modę z lat 20. i 30. Ubiory i akcesoria jednak sprzedawałem muzeom, nie zatrzymywałem niczego dla siebie. Kiedyś ktoś znajomy powiedział: „Wyszukujesz tak piękne elementy rzemiosła, a nie patrzysz na urodę ówczesnych sukni, niczego nie zatrzymujesz, dlaczego?”. To było trochę zgubne, bo teraz zatrzymuję wszystko... — wspomina Adam Leja.

To nie jest tanie hobby i wiąże się z decyzjami: pojechać na wycieczkę zagraniczną czy kupić suknię? Stara się kupować je okazyjnie, bo nie jest sztuką wydać na suknię 10 tys. euro, ale nie o to chodzi w tej formie polowania czy hazardu, jaką jest tworzenie kolekcji.

Moda i życie

Patrząc na zmiany w modzie, można się stać obserwatorem zmian społecznych. W okresie secesji noszono gorsety, nadające sylwetce charakterystyczny kształt litery S. Gdy Adam Leja wypożyczył część swojej kolekcji na wystawę w Muzeum Miasta Łodzi w 2015 r., kuratorzy musieli wycinać talie styropianowym manekinom, żeby dopiąć na nich suknie szyte do gorsetów.

— Można sobie tylko wyobrazić, jak takie ściśnięcie wpływało na oddech czy możliwości poruszania się dam z wyższych sfer… Z kolei lata 20.0, czas emancypacji, to fascynujący okres. Po pierwszej wojnie światowej kobiety przejęły role zawodowe wcześniej zarezerwowane dla mężczyzn. Zrzuciły krępujące gorsety, zaczęły się ubierać coraz swobodniej i wygodniej. Dzięki naszemu rodakowi Antoniemu Cierplikowskiemu, słynnemu Antoine de Paris, obcięły włosy. Pojawiła się luźna, krótka, prosta sukienka w formie koszulki, odsłaniająca nogi. Na zabawy, kochane przez nasze frywolne prababki, stroje zdobiono koralikami, kolorowymi jedwabiami, srebrnymi i złotymi nićmi, a także poruszającymi się w rytm charlestona frędzlami. Kryzys końca lat 20. miał również wpływ na obyczajowość — zaczęto tańczyć tango, suknie wydłużono, nabrały kształtów futerału podkreślającego biust, talię i biodra. Na salonach, zamiast brunetek, królowały blondynki we fryzurach ułożonych w fale — opowiada kolekcjoner.

Do ciekawych wniosków można dojść, obserwując dodatki — buty, rękawiczki, bransoletki. Kolekcjoner zwraca uwagę, że o ile w luźną suknię z lat 20. współczesna kobieta ubrałaby się bez trudu, o tyle dłoni w rękawiczkę ani stopy w bucik raczej nie dałaby rady wcisnąć. Są maleńkie.

— Może kobiety z wyższych sfer, które nosiły te ubrania, przez brak pracy fizycznej i wyręczanie przez służbę miały drobniejsze ręce? — przypuszcza Adam Leja.

Nadeszła druga wojna światowa, czas biedy i ograniczeń. Po jej zakończeniu, 12 lutego 1947 r., odbył się pokaz mody, który z Christiana Diora uczynił międzynarodową sławę. Prezentowana kolekcja otrzymała przydomek The New Look i stała się symbolem luksusu w kraju borykającym się z biedą i powojennym kryzysem. Zrywała z ubogimi strojami przypominającymi wojskowe mundury.

— Christian Dior uwielbiał symbolikę, a ósemkę uważał za swoją szczęśliwą liczbę. Położona ósemka jest symbolem nieskończoności, ósemka przypomina sylwetkę kobiecą, do niej właśnie nawiązuje styl New Look, a nawet flakon pierwszych perfum Miss Dior — przypomina Adam Leja. Kreacje Diora mocno podkreślały talię i biust, charakteryzowały się rozkloszowanym dołem (suknie miały 3-5 metrów w obwodzie) i legendarną już długością 39,5 cm od ziemi. Spódnice podszywano sztywnym tiulem, dzięki czemu poruszały się delikatnie w rytm kroków właścicielki. Całość, wbrew powojennym restrykcjom, była szyta z luksusowych materiałów.

Projektanci konstruktorzy

— Za naprawdę przepiękny uważam kostium z 1959 r. z firmy Christian Dior, zaprojektowany przez Yvesa Saint Laurenta. Ma wspaniałą linię i proporcje, jednak gdy się spojrzy na konstrukcję od wewnątrz, widać prawdziwą poezję. To majstersztyk. Dziurki od środka są obłożone metalowymi kółeczkami, a każde z nich obszyto materiałem, by wzmocnić tkaninę w tych miejscach. Tego się w normalnych strojach nie robi. Kreacje haute couture są cały czas szyte ręcznie, starymi technikami. Główne szwy robi się maszynowo, ale całe wykańczanie, nawet brzegów od środka, jest ręczne. Dlatego te kreacje, poza tym, że szyte dla konkretnej klientki, są dopasowywane do wymagań jej figury, w tym mankamentów. Tę niezwykle wysoką jakość może zagwarantować tylko bardzo wprawiona krawcowa — twierdzi Adam Leja. Dlatego na trwającej właśnie wystawie w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, poświęconej twórczości Christiana Diora i innych wybitnych projektantów (26 kwiecień-26 sierpień 2018 r.), na którą Adam Leja udostępnił swoją kolekcję, jeden model pokazano od podszewki — widać, że nie jest doskonale symetryczny, czego wymagała technika dopasowania go do figury klientki. Jednym z ulubionych obiektów kolekcjonera jest współczesny żakiet z 2011 r., zaprojektowany przez Francka Sorbiera. Został uszyty z... worka po ryżu i ozdobiony ręcznym haftem z motywami malarstwa Joana Miró. Jest opatrzony pieczątką i datą pokazu.

Polowanie i konserwacja

Adam Leja swoje zbiory poszerza głównie dzięki aukcjom. Kopalnią jest Paryż, jego sklepy z ubraniami vintage, targi staroci, no i internet. Powojenna bieda w Polsce spowodowała, że zachowane ubrania znaszało się do ostatniej nitki, dlatego w kolekcji mało jest sukni polskich.

— Kreacje są wymagające pod względem konserwacji, trzeba je odpowiednio przechowywać — każda, przełożona bibułką, trafia do pudła z tektury bezkwasowej. Nie mogą wisieć na wieszakach, bo się podrą — zwłaszcza te zdobione ciężkimi szklanymi koralikami. Kupuję suknie używane kiedyś przez kogoś. Jeśli to kreacja haute couture, użytkowniczka zakładała ją tylko raz. I pojawiają się pytania — czy sukni komuś nie podarowano, czy nie była przerabiana, jak ją wyczyścić. Staram się ją przywrócić do pierwotnego stanu, naprawiam rozdarte szwy, koronki. Czasem zasięgam rady konserwatorów. Bywa, że suknie do czyszczenia trzeba rozmontować, bo inaczej pierze się koronkę, inaczej welur, inaczej szyfon. Taka suknia jest fotografowana, bym umiał ją później złożyć. Staram się stosować nici z epoki — jedwabie, bawełny, a nie poliestry — wyjaśnia Adam Leja.

Nie ukrywa, że z kolekcją jest związany emocjonalnie. Bywa proszony o wypożyczenie sukni do filmu — przyznaje, że było mu żal, bo bał się, jak będą traktowane. To stare tkaniny. Specjalne przechowywanie przedłuża sukniom życie. W muzeach, w których prezentowane są suknie z epoki, kolekcje są zmieniane co trzy miesiące. Im częściej będą pokazywane, tym krótszy będzie ich żywot.

— Ale trzymanie ich wyłącznie w pudłach to żadna atrakcja — przyznaje kolekcjoner. W tym roku suknie zostały wydobyte z robionych na zamówienie kartonowych pudeł, by w pełnej krasie, na manekinach, zaprezentować się publiczności.

— Na łódzkiej wystawie po raz pierwszy widzę je w pełni urody — są wyeksponowane, oświetlone, zaopatrzone w dodatki. Mam świadomość tego, że kolekcja powoli mnie przerasta, ale — jako prawdziwy kolekcjoner — nie mogę przestać. Te suknie zaczynają nawet eksmitować mnie z domu — mam swobodną już tylko ścieżkę od drzwi do łóżka, resztę zajmują pudła... — ujawnia Adam Leja.

W przyszłości chciałby stworzyć prywatne muzeum, bo uważa, że kolekcję warto zachować w całości dla przyszłych pokoleń i nie pozwolić jej się rozdrobnić. 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EWA TYSZKO

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Suknie z duszą