Supersnow zasypie świat

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2015-11-30 22:00

Fabryka urządzeń naśnieżających na Podhalu pracuje pełną parą, a spółka otwiera oddziały za granicą. Pierwszy w Austrii

Trzy lata od podjęcia decyzji o inwestycji w nowy zakład i pół roku od uruchomienia w nim produkcji Supersnow buduje zagraniczną sieć sprzedaży.

NIEDALEKO PADA…:
NIEDALEKO PADA…:
Piotr Dziubasik zjadł zęby na armatkach śnieżnych, bo od lat pracuje w tym biznesie — najpierw przy wyciągach swojego ojca, Józefa Dziubasika, który z drugim synem zbudował hotel Bania z parkiem wodnym, potem we własnej spółce.
ARC

— Powołaliśmy firmę w Tyrolu w Austrii. To będzie nasz oddział także na Szwajcarię, Włochy i Niemcy. Rozważamy otworzenie jeszcze 2-3 oddziałów na innych kontynentach i uruchomienie dilerów w 10 krajach. To wszystko w perspektywie dwóch lat — mówi Piotr Dziubasik, właściciel firmy Supersnow. Każdy z oddziałów będzie miał centrum szkoleniowe, serwis i zaplecze techniczne do obsługi systemów naśnieżania.

Kraina lodu

Nowa fabryka w Krakowskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, która kosztowała ponad 20 mln zł i zatrudnia 135 osób, może rocznie wyprodukować 1 tys. armatek wentylatorowych i 1 tys. armatek typu lance. To trzykrotnie więcej niż stary zakład firmy.

— Najważniejsze zespoły, które decydują o jakości śniegu, produkujemy na miejscu. Detale, które nie mają na to wpływu, jak obudowa, zlecamy zewnętrznym firmom, głównie z Polski. Mamy kilkunastoosobowy zespół badawczy, który pracuje nad nowymi produktami i udoskonaleniem dotychczasowych. Współpracujemy ponadto z jednostkami badawczymi, w tym AGH — mówi Piotr Dziubasik. Armatka jest tym lepsza, w im wyższej temperaturze i wilgotności pracuje. Dziś śnieg można produkować już przy +2 stopniach Celsjusza i 40 proc. wilgotności.

Zima z Polski

Supersnow konkuruje ze światowymi markami, w tym włoskimi DemacLenko i TechnoAlpin, francuską Sufag czy amerykańską SMI.

— Co roku zdobywamy nowe rynki — ostatnio weszliśmy do Austrii, Chile, Kazachstanu, Gruzji, Norwegii i na Białoruś. W przyszłym roku pojawimy się m.in. w Ameryce Północnej i Szwecji. Za 2-3 lata na polski rynek, który do niedawna przeważał w naszej sprzedaży, będzie trafiać 20 proc. naszej produkcji. Nie dlatego, że będziemy sprzedawać mniej, tylko dlatego, że tak mocno wzrośnie eksport — mówi Rafał Topolski, prezes spółki.

Pomarańczowo-niebieskie armatki Supersnow pracują też w Czechach, Rumunii, Rosji, na Słowacji, Węgrzech, Ukrainie oraz w Korei Płd i Chinach.

Śnieg na skoczni

Sprzęt firmy jest obecny w ponad 100 obiektach w Polsce.

— Polski rynek rozwija się bardzo dobrze. Ośrodki narciarskie stawiają na naśnieżanie, a dopiero potem inwestują w kolejne wyciągi. Rozbudowują systemy, wymieniają armatki na nowocześniejsze lub automatyczne. Od dwóch lat współpracujemy z Tatrzańskim Związkiem Narciarskim przy zabezpieczaniu śniegu na skoczniach podczas Pucharu Świata. W tym roku po raz pierwszy obsłużymy nie tylko skocznię w Zakopanem, ale także w Wiśle — mówi Rafał Topolski. Nie wszyscy są takimi optymistami co do polskiego rynku.

— W Polsce nie robi się nic poważnego — rocznie potrzeba raptem 20 armatek, a o zlecenia walczy kilka firm. Życzę Supersnow, żeby ich armatki wygrywały z zagraniczną konkurencją, choć nie będzie im łatwo sprzedawać za granicą — uważa Lech Dyk z firmy EXDIM, dystrybutora sprzętu dla ośrodków narciarskich, który sam prowadzi ośrodek Niestachów pod Kielcami. © Ⓟ